• Przeczytałam list tej pani bo wcześniej nie miałam okazji i dobrze napisała. Ja dodam od siebie, że w dzisiejszych czasach wymaga się od kobiety rodzenia dzieci, prowadzenia domu i jednocześnie pracy zawodowej w pełnym etacie. Dla wielu kobiet to wyczerpujące. Jeszcze jak moja mama była dzieckiem to żyło się skromnie ale mężczyzna był wstanie sam zarobić na rodzinę. Dzisiaj czasem w dwie osoby jest trudno. Program 500 plus pomógł ale nie rozwiązał wszystkich problemów. Już kiedyś pisałam, że w Australii rodzic zajmujący się dzieckiem nie musi pracować do 6 roku życia dziecka czyli mając kilkoro dzieci rodzic opiekun nie musi pracować praktycznie wcale. Najniższą emeryturę i tak mają wszyscy gwarantowaną. Dopłaty państwa do dochodu są wyższe niż nasze 500. Owszem, jest ryzyko rozwoju sytuacji patologicznych gdzie kobieta nie garnie się do pracy i co 5 lat ma dziecko z innym partnerem, z którym się szysbo rozstaje bo jako samotna matka ma kupę kasy ale mimo wszystko to tylko mały procent a dzieci się rodzą.

      3
    • Myślę, że różnica zdań bardzo często wynika z różnicy doświadczeń. Nie chcę się mądrzyć, bo dziś jest inaczej niż było lat 20-30 wstecz, albo 50 lat wstecz.

      1
    • Nie można też zapominać o naciskach kulturowo – społecznych. Kiedyś dziecko to było dziecko. Wychowywało się praktycznie samo przy rodzicach, jadło to co rodzice, żyło jak rodzice. Dzisiaj taka sytuacja to nieomalże patologia, straszą rodziców opieką społeczną, zmarnowanym dzieciństwem. Cały świat ma się kręcić wokół dziecka bo jak nie to nie będzie twórcze, nie pójdzie na dobre studia, nie zrobi kariery. Presja jest ogromna , wręcz paraliżująca. To zaszkodzi, tamto zaszkodzi, nie taki krem, nie taka woda, roztocza, srocza, alergie, milion zajęć dodatkowych, najlepiej od noworodka. Świat wariuje to i rodzice też 😉

      2
      • można się opierać spokojnie tej presji. Wiele zależy od rodziców, my najstarszą córkę ganialiśmy na angielski w wieku 4 lat, przy kolejnych już wyluzowaliśmy, jak któreś nie chce, to nie chodzi. I tak dwoje chodzi do szkoły muzycznej, a środkowy wiekiem siedzi w domu 🙂 trochę kierujemy się zasadami Montessori, które własnie polegają w skrócie na szukaniu talentów dziecka i rozwijaniem indywidualnych pasji, które mogą być różne

        2
        • No na tym to polega, pchasz dzieciaka na różne zajęcia bo nie wiesz do czego ma talent, sam nie wie. Presja polega na tym, że oczekuje się i od rodziców i od dzieci, że ten talent rozpoznają w odpowiednim czasie i rozwiną. Czasem jest talent a nie ma chęci ze strony dziecka i znów kłopot. Kiedyś nikt specjalnie nie skupiał się na talentach dziecka. 😉 Prawda jest taka, że wiele dzieci wcale nie ma talentów, wiele jest zupełnie zwyczajnych i przeciętnych i to normalne. Tymczasem nam się wydaje, że to my rodzice zawalamy bo cos tam… Nie wiem, w którym to się stało momencie ale gdzieś zatraciliśmy naturalny instynkt wychowywania potomstwa. Pewnie, że przy kolejnych dzieciach jest już większy luz ale mimo wszystko, myślący, odpowiedzialni rodzice mają nie łatwo.

          1
          • kazdy ma jakis tam talent, chocby to było budowanie z klocków albo rysowanie w zeszycie obrazków.. nie chodzi o jakieś spektakularne talenty, tylko zajęcia, które realizują dziecka pasje. Ja nie jestem jakims specjalistą w tej dziedzinie, różnie z naszymi dziećmi jest, ale córka na pewno ma talent muzyczny, bo wchodzi w temat jak w masło, gra na akordeonie, pianinie, śpiewa, sama rozpracowała nuty i sama wybrała instrument, jakiego sie chce uczyć w szkole. z kolei syn poszedl raz na kurs cymbałów strunowych – w 2 mce sie nauczył jakichs dwóch prostych utworów i wsumie pasowałoby teraz kupić takie cymbały, ale tanie nie są 🙂 wiadomo, ze jak ktos sie w kreci, to duzo bardziej aktywnie potrafi sledzic te pasje u swoich dzieci, ale tez nie jest tak, ze u kazdego mamy zdiagnozowany taki wyrazny talent, to sie zreszta zmienia falami, wazne co w danym momencie go fascynuje, za pół roku może to być co innego. Jak ja widzę po sobie, to była fotografia, wczesniej astronomia i to był dobry moment, zeby np. kupić mi książki o astronomii czy później aparat, a z tym nie było tak kolorowo, o jedna ksiazke prosilem poł roku i drugiej nie bylo 😉 aparat to samo – najtanszy zenit i to tez wychodziłem u taty i potem z tym zenitem sie bawilem lata, a gdyby mi kupili pare obiektywow i akcesoria, to na pewno bym głębiej wtedy wszedł w temat, sam to sobie musialem kupić dużo później.. 😉

            3
            • No masz rację ale, żeby z talentu faktycznie był pożytek to trzeba go rozwijać i systematycznie i ciężko pracować. Takie talenty na chwilę fajna rzecz ale to słomiany ogień. Dzisiaj jest jutro już nie. Nie o takich pisałam 😉 Ja to nazywam zabawą i i na zabawę zawsze powinien być czas. 🙂

              1
              • no wlasnie niekoniecznie zabawa, tylko nauka, ale tych rzeczy, do których dziecko ma pasje. np. taki przykład – jeden chłopak w 3 klasie podstawowki znał budowe typów silników, bo ktos mu w odpowiednim momencie podsunął informacje, np. gdzie tego szukać, a nie gonił do matematyki czy polskiego. Albo inny rozwijał pasje, ale do 3 klasy nie umiał czytać, dyrektor szkoły się martwił, ze moze sie zagalopowali w tej metodzie Motenssori, ale jak zaczał czytac w 3 klasie, to od razu rzucił sie na wszystko, cała klasyke polskiej literatury 🙂 kto inny by go piłował w 1 klasie, zamiast zaczekać, az przyjdzie odpowiedni moment. więc to niekoniecznie zabawa, tylko obserwacja i szukanie pasji dziecka, potem pomoc w pozyskaniu zrodel informacji. wiadomo, zabawa tez ma znaczenie, tym bardziej gdy jest konstruktywna, np. układanie klocków, a nie oglądanie bajek

                1
                • Ja mam syna 20 lat i zupełnie inne doświadczenia. Dziecko wielu talentów ale bez zapału do pracy. A ja właśnie nie cisnęłam, nie zmuszałam, wspierałam, uczestniczyłam i tak powoli wszystko po kolei mu się znudziło. Ja nie wiem czy właśnie dobra była taka postawa, może trzeba było zmuszać, siłą wyciągać na zajęcia, mobilizować do dalszego rozwoju? Wielu moich znajomych tak robiło. Nie ważne, że nie chcesz, idziesz pływać i koniec bo dobrze ci idzie, masz predyspozycje i tyle. Tu jest ta presja, czy robić tak czy tak, która metoda lepsza, dlaczego u kogoś działa a u innego nie? Jak ja byłam dzieckiem to nikt się nad tym nie zastanawiał. Powoli się zaczynało, mama opowiadała, że jakieś pojedyncze sztuki „inwestowały” w dzieci ale większość to szkoła publiczna na osiedlu, fartuszek i podwórko, zabawa patykiem, jazda na rowerze 😛 Ja śmiało mogę powiedzieć, że mój syn miał wesołe, twórcze, ciekawe dzieciństwo ale dorosłość raczej czeka go bardzo trudna.

                  1
                  • cięzko mi się jakoś specjalistycznie ustosunkować, mogę jedynei powiedzieć jak ja robię. Jak już w coś weszli, to wtedy muszą być konsekwentni i wtedy już przyciskam. Chodzi na trąbkę, to mu piłuję nad głową, że ma wziąć trąbkę i ćwiczyć, bo wiadomo – lenistwo jest chorobą nawet najzdolniejszych, a bez trudu – mobilizacji – nie ma efektów

                    1
                    • A no właśnie a na mojego nic nie działa. Nie ma chęci to nie i nie ma mocnych. Ma być łatwo i przyjemnie a jak robi sie już poważniej to rezygnuje. Taki chyba trudny typ 😛 Już nie będę wyliczać ile kasy się marnuje na takie słomiane zapały. Młodszy ma to samo, szybko mu się wszystko nudzi ale ten chociaż się uczy, ma jakieś szkolne poczucie obowiązku. 😉 Nie rozumiem tylko dlaczego komputer im się nie nudzi? XD

                      2
                  • Siłą nic nie zrobisz

                    1
                    • No nie, psychologowie, nauczyciele też tak mi tłumaczyli. Jeszcze jak był mały można były jakoś próbować, motywować, wymuszać ale z dorosłym to już nic nie ugrasz 😉

                      1
                      • Niestety,mam podobnie z moim synem…ale z dziewczynami już nie popełnię podobnych błędów, szczególnie jeśli chodzi o naukę, dlatego zmieniłam szkołę,to po pierwsze,a po drugie jestem konsekwentna…do niczego nie zmuszam,uczą się przez zabawę,nawet nie wiedzą że się uczą 🙂

                        2
              • A w ogóle wkleiłem ten,artykul, bo są to moi znajomi 🙂 oczywiście nie mam w tym momencie na myśli abpa Jedraszewskiego

                3

Ostatnie posty

Gotycki fresk w Pelplinie

Jaka Polska?

Co osoba prawicowa powinna zrobić w obliczu absurdów tego świata

Autostopowicz

Początek Wszechświata – a jednak się rozszerza

Oficer Armii Krajowej mówi po latach o UPA

Od jakiej chwili jest człowiek?

Polskie stroje na igrzyska Paryż 2024

Jak odczarować krucjaty?

Odkryto 1000-letnią monetę z napisem POZNAŃ

Strzępy filozoficzne

Ziębice – tajemnice dolnośląskiego miasteczka

Wałbrzych

Dlaczego Polacy nie cierpią Niemców

Państwo działa bez litości

Kto wystrzelił pocisk nad Bydgoszczą?

Malarskie krajobrazy sztucznej inteligencji – oko odpoczywa!

Federacja polsko-ukraińska

Postacie w interpretacji s.i.

Samarytanka

Grafiki generowane przez AI – moje pierwsze wrażenia

Czy PiS zamknie polskie kopalnie?

Sztuka filmowa w okowach poprawności politycznej

Pismo Święte: sola scriptura a komentarze

Kto wysadził Nord Stream?

Czy grozi nam użycie broni jądrowej przez Rosję? Referendum za włączeniem do Rosji na okupowanych terenach Ukrainy

Pozytywizm

Mit

Flasza Kleista – początki elektryczności

Gibeonici i zajęcie Kanaanu

Kto wezwie imienia Pana będzie zbawiony

Polskie interesy w wojnie na Ukrainie

30 fotografii Dorothei Lange, cz. 2

30 fotografii Dorothei Lange

Bóg w naukowym podejściu do życia

czy papież może potępić czyny Rosjan?

Tohu Wabohu – bezład i pustkowie

Psie Pole 1109

Wytwórnia papieru Heinricha von Korna

Zasada antropiczna – dlaczego Wszechświat wygląda akurat tak, a nie inaczej?

Różnorodność cywilizacji

Media