Umysł ludzki ma specyfikę upraszczania. Inaczej byśmy zwariowali. Nie analizujemy działania bankomatu czy nie mamy świadomości ogromnego bogactwa i różnorodności każdego jednego drzewa z miliardami stworzeń, które w nim żyją, setkami tysięcy liści, dla nas to po prostu – d-r-z-e-w-o. Słowo „drzewo” jest czymś z pogranicza symbolu. Nie określa nawet rzeczywistości, raczej jest bardzo ogólną, bardzo uproszczoną (wyidealizowaną?) powłoką. Zdaje nam się, że mówiąc słowo „drzewo” trafiamy w istotę rzeczy, poruszamy się w sferze głębokich faktów, gołej rzeczywistości. Tymczasem jest to bardzo uproszczony symbol, słowo symbolizujące bardzo ogólnie pewne złożone zjawisko, bardzo złożone, bardziej, niż kiedykolwiek będziemy w stanie ogarnąć rozumem. Dlatego używamy tych symboli – raz, by nie zwariować, dwa – by móc się w ogóle komunikować.
Jak trafnie tej kwestii dotknął C.K.Norwid w wierszu Ogólniki z cyklu Vademecum (choć nie wiem, czy dokładnie to miał na myśli).
Gdy z wiosną życia duch artysta
Poi się jej tchem, jak motyle,
Wolno mu mówić tylko tyle:
«Ziemia jest krągła — jest kulista!»Lecz, gdy późniejszych chłodów dreszcze
Drzewa wzruszą i kwiatki zlecą,
Wtedy dodawać trzeba jeszcze:
«U biegunów spłaszczona nieco…»Ponad wszystkie wasze uroki,
Ty, poezjo, i ty, wymowo,
Jeden — wiecznie będzie wysoki:
Odpowiednie dać rzeczy słowo!
Z historią bywa podobnie. Wydarzenia siłą rzeczy upraszczamy. Weźmy Mieszka I – pierwszy typowo historyczny władca Polski. Czy znamy dokładnie jego biografię? Czy był tyranem czy geniuszem, świętym, czy cynicznym politykiem? Na dobrą sprawę nie ma to tak wielkiego znaczenia, chyba, że ktoś chce się specjalizować lub jest naprawdę ciekawy. Powiedzmy, że detale biografii Mieszka I są sprawą wąskiej grupy fascynatów. Inni tę postać znają ogólnie, raczej jako ważną dla naszej historii, zdecydowanie wybitną i godną najwyższego szacunku. Chyba nikt nie kwestionuje zasadności stawiania pomników Mieszku I? Oczywiście nie na każdym rogu, nie popadajmy w przesadę.
A więc dzisiaj głównie odbieramy większość władców Polski (zwłaszcza tych dawniejszych) jako postaci na wskroś pozytywne. Nie wgryzamy się, dla nas imiona królów i książąt polskich to pewne hasła, symbole. Trochę je i-d-e-a-l-i-z-u-j-e-m-y. A skoro idealizujemy – tworzymy mit. Nawet jeśli w sporej mierze oparty na faktach, nie wymyśliliśmy przecież tych władców. Oni byli i mniej więcej wiemy, czego dokonali. A więc podejmujemy prostą decyzję: postać pozytywna, bądź negatywna. A jeśli to postać wzmacniająca więzi narodowe, to nawet zależy nam trochę, by była pozytywna, by tych fundamentów naszego poczucia tożsamości narodowej nie niszczyć.
Mam wrażenie, że już nieco zabrnąłem w obszary kontrowersyjne. Jak to, Mieszko I mit, wyidealizowany? Dla wielu tak. Nie cierpi na tym bardzo prawda historyczna, po prostu taka jest ludzka natura, że wolimy upraszczać. A w detale będą się wgryzać specjaliści i miłośnicy. Idealizacja wynika trochę z projektowania jego późniejszej roli dla nas – wiemy, że postać Mieszka jest ważna dla nas jako Polaków, a więc to, co spowodował nawet nie mając żadnych intencji (nie sądził raczej, że stworzy duże państwo w centrum Europy, które przetrwa wieki). A skoro tak – idealizujemy go, szczególnie, że fakty historyczne raczej nas w tym mimo wszystko utwierdzają.
Idźmy dalej.
Nie tak dawno temu Ziemkiewicz naraził się międzynarodowej opinii publicznej i otrzymał łatkę negacjonisty (został napiętnowany za to, jakoby negował Holokaust). Wzięło się to stąd, że Ziemkiewicz gdzieś użył sformułowania „mit Holokaustu”. A więc niektórzy uznali – mit, zatem coś, co wg tego tutaj indywidua, coś co się nie zdarzyło. Tymczasem ów miał na myśli pewną wyidealizowaną wizję, jakąś narrację historyczną, która nie jest do końca spójna z rzeczywistością, po prostu Holocaust uznaje się za ludobójstwo absolutnie wyjątkowe, do tego stopnia, że stał się czymś w rodzaju mitu. Co nie znaczy, że go nie było. Sam Ziemkiewicz usprawiedliwia się, że przecież mówi się o micie Powstania Warszawskiego, co nie znaczy, że PW nie było – i rzeczywiście ma rację.
Na koniec przejdźmy do Marszałka
Dzisiaj sporo środowisk uderza w mit Piłsudskiego (zresztą robi to nawet Ziemkiewicz). Chodzi o to, że powstał pewnego rodzaju mit, coś w stylu kultu Piłsudskiego. Mit ten swój początek ma w czasach II RP i wygenerowany był przez sanację – otoczenie Marszałka za jego życia i po jego śmierci. Było nawet coś w rodzaju cenzury – nie wolno było pisać źle o nim. Powstało wiele książek, pomników, które idealizują postać Marszałka. Oczywiście endecy ten obraz atakowali (np. kwestionując znaczenie dowództwa Piłsudskiego w Bitwie Warszawskiej 1920). Powstaje dzisiaj sporo publikacji, które jakby za sprawą odchylenia wahadła w przeciwną stronę – walą w Piłsudskiego bez opamiętania chcąc ten spiżowy pomnik pogruchotać. Odnosi się wrażenie, że wg opinii takich autorów lepiej by tego dziada Piłsudskiego w ogóle w polskiej historii nie było.
Nie przepadam za takimi skrajnościami. Czytałem parę książek historycznych (także o Piłsudskim), takich, które nie opowiadają się za żadną ze stron konfliktu, pokazują racje obu, czy – jak w przypadku książek o II RP – sukcesy i błędy zarówno Dmowskiego jak i Piłsudskiego, a więc podchodzą do tematu w sposób racjonalny.
Klarują się tutaj dwie kwestie. 1). jeśli walczyć z mitem Piłsudskiego, to może zacznijmy od postawienia podstawowych pytań: czyli co, lepiej by go nie było? Czy po prostu są jakieś elementy jego życiorysu, pewne działania, które traktujemy jako błędy, ale są też takie, które nam nie przeszkadzają, a nawet były dobre i słuszne? Bo mam wrażenie, że niektórym krytykom przeszkadza wszystko, w ogóle samo wspomnienie postaci Marszałka powoduje wściekłość. A jeśli wszystko było źle, to w porządku – rozumiem. Warto to jednak powiedzieć na początku i – próbować racjonalnie bronić tej tezy.
I druga kwestia – 2). czy naprawdę konieczne jest zniszczenie mitu Piłsudskiego?
A więc – nie badać, nie drążyć? Drążyć – zdecydowanie!! Jestem za tym, by wygrzebać wszystko na temat Piłsudskiego. I nie tylko jego. I spokojnie, bez tworzenia jakichś tragicznych obozów, rozgrzebywania przedwojennych stronnictw. Po co???
Badajmy, ale spokojnie. I ze świadomością, że kult Piłsudskiego ma swoje znaczenie. I dopóki ktoś nie podważy zasadności tego kultu, zostawiłbym go w spokoju. Niech sobie będzie, a my drążmy spokojnie, jeśli nas interesują detale biografii Piłsudskiego. Mit jest ważny.
Mit jest ważny – z całym szacunkiem do prawdy. A więc: oczywiście dla nas dziś Piłsudski jest symbolem niepodległej Polski, obok Dmowskiego. Mimo, że wiemy, że z powodu przewrotu majowego zginęło 400 Polaków, co jest straszliwe i – nie jestem w stanie tego w żaden sposób usprawiedliwić. Tak. Ale Piłsudski dla nas oznacza coś szczególnego, coś co jest ważne dla nas jako Polaków. Nie przechodzimy obojętnie obok szczegółów biografii. To jest jedna sprawa, podobna do roztrząsania plam na wizerunku – dajmy na to Bolesława Chrobrego – co nie oznacza przecież burzenia jego pomników. Podobnie Piłsudski. Mit jest potrzebny, ale miejmy świadomość tego, co było złe.
Jan z Dzikowa
Ja rozumiem mit jako opowieść uproszczoną do sedna sprawy, do tego co jest ważne, istotne. W przypadku Piłsudskiego jest to przede wszystkim fakt, że był jednym z ojców odzyskania i obrony przez Polskę niepodległości. Mam świadomość, że zatrzymując się w swym poznaniu na micie wiem mało, ale wiem to co najważniejsze. Mit faktycznie jest jak odpowiednie słowo, nie przekłamuje jeśli trafia w istotę sprawy („Odpowiednie dać rzeczy słowo!”).
Łukasz
Mit zawiera dla mnie coś w rodzaju naciąganego uproszczenia, które fałszuje prawdziwy obraz. Piłsudski jest tutaj dobrym przykładem, bo postać, która wyrządziła wiele zła, dla nas w ogólnym zarysie jest postacią symboliczną, pomnikową, tych złych rzeczy nie dostrzegamy, a więc tworzymy pewien mit – postaci pozytywnej, w tym micie nie ma tych negatywnych elementów. Więc raczej symbol, który mało ma wspólnego z rzeczywistością, szczególnie gdyby uznać, że Piłsudski rzeczywiście nie brał udziału w bitwie warszawskiej, a robili to za niego inni. Dla nas jest zwycięzcą tej bitwy. Ja nie wiem jak było, ale znam argumenty za i przeciw (jedni uważają, że uciekł z Warszawy, inni że wydał dyspozycje i pojechał na inspekcję wojsk poza Warszawą – co na pewno po części nie jest prawdą- bo na pewno był w Tarnowie w prywatnym celu).
Przemysław
podobno mówiono ,że jest niemieckim agentem