Obecnie za naszą wschodnią granicą toczy się wojna. Jako Polacy powinniśmy mieć pomysł na Rzeczpospolitą, jak widzimy naszą obecność w UE i relacje z sąsiadami – Niemcami, Rosją, Ukrainą?
Odpowiedzi na te pytania automatycznie determinują nasz stosunek do działań wojennych na terenie Ukrainy.
Zachęcam do dyskusji na ten temat, nie chcę tutaj wchodzić głęboko w niuanse, a pokazać jedynie podstawowe możliwości dalszego kierunku w obszarze działań polskich przede wszystkim w obszarze dawnych Kresów Rzeczpospolitej.
Oczywiście z wielu okazji do kształtowania naszych relacji zagranicznych już straciliśmy. Jeszcze tak niedawno podejmowaliśmy próbę wpłynięcia na sprawy wewnętrzne Białorusi. Dziś w zasadzie relacje z tym krajem są dla nas stracone. Dało się działać lepiej? – na pewno.
Cofając się wcześniej – tuż po upadku ZSRR w 1991, mieliśmy znacznie więcej możliwości. Polscy politycy mieli na stole wariant odzyskania Lwowa i części Kresów RP. Nie chciano jednak wchodzić imperialne buty i – ku oburzeniu Giedroycia – zrezygnowano z wszelkiej aktywności w obszarze wschodnim, przez co słabsza wówczas gospodarczo Rosja chętnie objęła wpływy na Białorusi i Ukrainie.
Opcje w zasadzie nie zmieniły się od 100 lat, kiedy ścierały się wizje Dmowskiego i Piłsudskiego na kształt Polski. Tak było w 1918 r., gdy Polska odzyskała niepodległość.
„Piłsudski był zdecydowanym zwolennikiem idei federacji, ku której skłaniał się również Paderewski. Koncepcja ta wychodziła z założenia, że powinna być przywrócona na wschodzie, tak samo jak na Zachodzie, granica Rzeczypospolitej przedrozbioroej, ale z równoczesnym uznaniem prawa samostanowienia niepolskich narodowści na kresach wschodnich: Litwinów, Białorusinów i Ukraińców, po których spodziewano się, że opowiedzą się za unią z Polską. Skąd inąd Dmowski, który zdobył wielki autorytet na konferencji dzięki wymownemu przedstawieniu sprawy polskiej na Radzie Dziesięciu, 29 stycznia 1919 r., był zdania, że Polska powinna być jednolitym pańswem narodowym, do którego należało po prostu wcielić te obszary kresów wschodnich, na których Polacy stanowili choć względną większość mieszkańców, podczas gdy inne, z przewagą Białorusinów i Ukraińców, pozostałyby przy Rosji”. (Oskar Halecki, Historia Polski, s. 260)
Po konferencji pokojowej w Rydze ostatecznie przyjęto wariant endecki – narodowościowy i oddano Sowietom wiele ziem, gdzie Polacy stanowili mniejszość (m.in. Mińsk, będący w chwili podjęcia rozmów pokojowych w posiadaniu Polaków).
„Pomimo swego zwycięstwa Polska zrzekała się granic historycznych, ale zyskiwała przynajmniej szeroki pas dawnych kresów wschodnich, zgodnie z koncepcją bornioną przez Dmowskiego na konferencji pokojowej, co jej dawało pewne minimum zabezpieczenia od tej strony”. (Halecki, s. 263).
Ostatecznie zatem II RP objęła granice, które w zasadzie były rezygnacją z idei Jagiellońskiej, co może się dziś wydawać dziwne mając świadomość, jak niejednolitym etnicznie była wówczas krajem. A jednak – granice II RP były rozwiązaniem, które pozostawiało poza wschodnią granicą kilka mln Polaków (większość z nich nie przetrwała sowieckiego totalitaryzmu).
Odnieśmy to do dzisiejszej sytuacji. Oczywiście nie sądzę, by jakiś sens miała zmiana granic Polski (chyba, że przez przyłączenie Królewca:) ), szczególnie, że po wschodniej stronie nie ma już Polaków, mielibyśmy więc obejmować tereny zamieszkałe w 99% przez Ukraińców, czy Białorusinów? Nie ma to żadnego sensu.
Wciąż jednak musimy sobie odpowiadać na pytanie, czy bliższy jest nam wariant Piłsudskiego (opcja jagiellońska), czy raczej wariant endecki Dmowskiego – narodowościowy? I czy ta druga opcja oznacza oddanie Ukrainy Rosjanom?
Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, kto nam zagraża? Przed kim powinniśmy się zabezpieczyć? Niemcy? Rosja?
Skupmy się na Rosji. Przez wieli naturalnym buforem, który nas chronił przed ekspansją moskiewską były obszary wschodnie, aż po bramę smoleńską, przez którą często wojska rosyjskie maszerowały na Warszawę. Stąd najlepszą sytuacją dla nas przez wieki było posiadanie kontroli nad bramą smoleńską. A nawet jeśli nie, to przynajmniej dużych obszarów buforowych na wschód od Warszawy, gdzie mielibyśmy dość przestrzeni strategicznej, by związać walką ewentualnego rosyjskiego agresora.
Dziś granica wschodnia jest znacznie bliżej Warszawy i Rosja uderzając z terenów Białorusi jest w stanie dojechać do Warszawy na czołgach w ciągu paru godzin, nie dając nam zbyt wiele czasu na reakcję (szczególnie, że ciągle po macoszemu traktujemy jakiekolwiek umocnienia na przedpolach Warszawy).
Głównie z tego względu w interesie Polski jest przeciągnięcie wschodnich sąsiadów na swoją stronę. I choć w przypadku Białorusi wydaje się to wariant utracony (możliwy jeszcze parę lat temu, dziś już nie), to przyjazne relacje w Ukrainą wciąż są w grze. Pozwala nam to nie tylko na zabezpieczenie przed ewentualnym atakiem ze Wschodu na obszar Podkarpacia, ale także na szachowanie wojsk nacierających z Białorusi groźbą naszego uderzenia od południa z terenów Ukrainy, co być może skutecznie powstrzymałoby ich przed agresją.
Dlatego bliskie przyjazne relacje z Ukrainą są w naszym interesie. Rosja natomiast będzie robić wszystko, by nas z Ukrainą poróżnić, podsycając wzajemną niechęć sobie tylko znanymi sposobami. Wiemy, że jedną z form działania rosyjskiej propagandy jest tworzenie quasi-patriotycznych kont w polskich mediach społecznościowych i za ich pośrednictwem generowanie odpowiednich emocjonalnych treści.
Kwestie Kresów w powojennej Polsce formułowane były w paryskiej Kulturze Giedroycia, gdzie jasno definiowano zagrożenie rosyjskie (Polska była wówczas częścią bloku wschodniego pod sowiecką okupacją). Spodziewano się tam, że pewnego dnia Polska odzyska niepodległość i będzie musiała sobie odpowiedzieć na pytania, w których – niestety – wciąż nie mamy jasności.
Ideę Giedroycia i Mieroszewskiego można streścić krótko: Polska będzie niepodległa tylko z niepodległymi dawnymi Kresami (Ukrainą, Białorusią, Litwą – ULB). Z kolei wpływy rosyjskie w obszarze ULB oznaczają brak suwerenności i satelickość Polski.
Mieroszewski:
„Dla Rosji wcielenie państw ULB jest niezbędnym warunkiem do zredukowania Polski do statusu satelickiego”.
Niestety, ale ta wizja praktycznie spełniła się już w odniesieniu do Białorusi. Powinniśmy zrobić wszystko, by nie spełniła się w odniesieniu do Ukrainy. I jeszcze raz: Rosja, chcąc zrealizować swoje plany, zrobi wszystko, by nas z Ukrainą poróżnić, np. podsycając temat Wołynia. Proste.
Dalej Mieroszewski pisze:
„Podobnie jak carowie – Stalin, Litwinow i Breżniew uważali i uważają, ze na obszarach ULB mogą panować albo Polacy, albo Rosjanie. Nie ma historycznego trzeciego rozwiązania: istnieje wybór tylko między imperializmem polskim a rosyjskim.”
I tutaj warto dodać, że opinia Mieroszewskiego z łamów Kultury jest tutaj dość radykalna, dziś oczywiście nie mówimy o panowaniu Polski nad Ukrainą, raczej o formie ścisłego sojuszu, skupionego na zabezpieczeniu przed Rosją.
I jeszcze raz: formie ścisłego sojuszu, skupionego na zabezpieczeniu przed Rosją. Czy to jest federacja? Nie, choć może jakaś jej ewolucyjna forma, zakładająca suwerenność i prawo do niepodległości Ukraińców, których wolność wspieramy od początku ukraińskiej państwowości.
W 2023 pisałem:
„Potępiając zbliżenie polsko-ukraińskie – właściwie stajemy się ambasadorami ustaleń jałtańskich, scementowania skrajnie niesprawiedliwej linii Curzona.
Niestety możemy sobie dyskutować, ale boję się, że nawet gdyby było jednolite przekonanie co do słuszności polityki jagiellońskiej w Polsce, ciągle jeszcze wymagałoby wiele pracy, by zbudować konstruktywne relacje z Ukrainą, polegające na pogłębionej współpracy gospodarczej, a więc szeroko pojętą unią (niekoniecznie federacją). Tymczasem różnoracy hamulcowi nie chcą nawet dyskusji na ten temat. Oczywiście jest to na rękę wszystkim, tylko nie nam.
Putin – jakiego rozwiązania pragnąłby najbardziej? Aby Polska porzuciła Ukrainę. Niemcy? – to samo (ci z dwóch powodów – mocniejsza Rosja, od której potrzebują surowców, i słabsza Polska – a więc taka, którą łatwiej podporządkować). Wszelkie inne kraje – każdemu zależy, by wiązać się z Ukrainą, w końcu jest to duży rynek zbytu. Polska ten rynek może wywalczyć sobie, negocjując różnego typu przepisy na wyłączność.
Wariant homogenicznej Polski jest bliższy narodowcom, zwolennikom Dmowskiego, którzy uważali, że obce nacje są dla nas szkodliwe i nas osłabiają. OK, rozumiem ten punkt widzenia, jednak dalej mamy ogromne pole do dyskusji. A więc odrzucamy wariant jagielloński? Czy wszystko co obce jest złe? Odrzucamy jakąkolwiek współpracę, czy jednak negocjujemy z Ukrainą warunki współpracy? Czy ktoś w ogóle poważnie się nad tym zastanawia?”
Na koniec kilka cytatów z artykułu dra Jacka Bartosiaka „Rewizja doktryny Mieroszewskiego i Giedroycia potrzebna od zaraz” z 2020 roku. Z tego artykułu pochodzą też powyższe cytaty z Mieroszewskiego.
„Czy nie było może bardziej potrzebne większe skupienie się na zrozumieniu buforowego znaczenia obszaru Białorusi jako przestzeni zamykającej bramę smoleńską, na dawnym polskim teatrze wojny, od której zabezpieczenia zależy istnienie i prawidłowe funkcjonowanie niepodległej Polski”.
„Zresztą, podobno demokratyczne władze nowo powstałej Białorusi zaraz po białowieskim rozpadzie Sowietów, proponowały władzom niepodległej Rzeczypospolitej powołanie wspólnej z Mińskiem unii celnej i gospodarczej.”
„Elitom Rzeczpospolitej zabrakło 30 lat temu odwagi, a może raczej po prostu wyobraźni, by wraz z upadkiem rosyjskiego projektu imperialnego w sowieckim wydaniu, zbudować pomorst bałtycko-czarnomorski z prawdziwego zdarzenia”.
„Brak jedności pomostu może więc pchnąć Warszawę na drogę konfrontacji z polityką Francji czy Niemiec, jako centrum decyzyjnego Unii Europejskiej w wypadku niemieckiej niechęci wobec obsłużenia interesu państw pomostu lub, co gorsza, chęci dogadania się z Rosją i podziału stref wpływów, do czego dąży Moskwa”.”
Mieroszewski:
„Lecz większość Polaków nie wierzy, byśmy kiedykolwiek mogli zdobyć przewagę nad Rosją, a dzieckiem tej niewiary jest mentalność satelicka i serwilizm. Można dodać, niestety, utrwalona silnie w Polakach.”
We wspomnianym wyżej artykule Bartosiak przedstawia plan rewizji doktryny Giedroycia w następujących dziewięciu punktach:
1. Polska powinna zakomunikować Zachodowi, że „Białoruś, Ukraina, Litwa i państwa bałtyckie stanowią strefę bezpośrednich, żywotnych interesów Rzeczpospolitej i państwo polskie będzie swe interesy chroniło, a nieliczenie się z nami będzie karane i sankcjonowane na rozliczne dostępne Polsce sposoby”
Do tych interesów należą m.in. „kluczowe inwestycje w infrastrukturę wpływającą na przepływy strategiczne i skomunikowanie, takie jak Nord Stream, wszelka infrastrutkura przemysłowa i magazynowa energii” itd.
2. Polska powinna zakomunikować Chinom, że wszelkie inwestycje w obszarze Ukrainy i Białorusi nie mogą się odbywać bez uzgodnienia z Warszawą.„z racji bowiem naszego położenia dającego nam możliwość kontrolowania przepływów strategicznych (wraz z Ukrainą) na osi wschód-zachód z Azji do Europy, wszelkie inwestycje w regionie związane z przepływami strategicznymi nie są neutralne dla interesów Rzeczpospolitej”.
3. Pilnie przygotować koncepcji operacyjnej ewentualnej wojny w obszarze Europy Środkowej, „być może zupełnie samodzielnej […] w tym na strategicznym przedpolu (od Zatoki Ryskiej po Odessę i Konstancę i po Dniepr i Dźwinę” – przypominam – artykuł pochodzi z 2020 roku!
4. Przygotowanie narracji wspólnotowej opozycyjnej do narracji rosyjskiej
5. stworzenie finansowych mechanizmów wspierających ten projekt
6. „rozwój CPK i innych projektów zwiększających skomunikowanie regionu w kierunku polskiego centrum, które stanowi obszar gwaritacyjny dla Królewca, Grodna, Wilna, Brześcia, Lidy, Baranowicz czy Lwowa”
7. „inwestycje polskiego sektora bankowego na Wschodzie”
8. rozważenie sojuszu wojskowego z Ukrainą, gdyby NATO podlegało dalszej degradacji
9. infrastruktura energetyczna w regionie
Podsumowując
Polska, jeśli dba o własne interesy, nie może ignorować Ukrainy. Oczywiście nie robi tego, pomaga Ukrainie bardzo mocno nadwerężając własne możliwości wojskowe, a także przyjmując masy imigrantów z Ukrainy.
To nie wystarczy, jeśli nie zawiera się w tych działaniach plan długoterminowy. A wygląda na to, że robiliśmy to wszystko ufając, że Ukraina będzie wdzięczna. Bez planu, z dobrej woli. Bo jeśli chcemy realizować nasze interesy, które są w wielu obszarach wspólne z Ukrainą, powinniśmy tworzyć punkty zaczepienia, które pozwolą choćby zabezpieczyć pomijanie polskich interesów przez przejęcie inicjatywy przez Europę Zachodnią (Niemcy). Czemu to szkodzi?
Ano temu, że Niemcy myślą o własnym interesie, przejmując inicjatywę w relacjach z Ukrainą, pilnują własnego dobrobytu, który jest sprzeczny z naszym dobrem choćby tylko z racji, że Niemcy nie muszą obawiać się ekspansji rosyjskiej. I z tego powodu zresztą sojusz Ukrainy z Niemcami nad głową Polski nie jest do końca bezpieczny (Niemcy łatwo poświęcą Ukrainę dla znacznie dla nich ważniejszych relacji gospodarczych z Rosją).
Z tego też powodu powinniśmy się dwa razy zastanowić, czy rzeczywiście integracja Ukrainy z UE jest zasadna i długofalowo dla Ukrainy korzystna.
Czy nie lepiej wrócić do pomysłu polskiej unii z Białorusią z początku lat 90. i zrealizować ją w relacji z Ukrainą? Nie tylko Ukrainą, bo znaczenie ma budowanie silnego bloku środkowoeuropejskiego.
Po co taki blok? Oczywiście ciągle myśląc o sprawie polskiej – tylko silna pozycja Polski pozwoli nam na autonomiczność w ramach Unii Europejskiej.
Oczywiście te zadania są skrajnie trudne, szczególnie dziś, gdy straciliśmy wiele możliwości (np. przeciągnięcia Białorusi na naszą stronę – choćby wchodząc w ostrożne relacje z Łukaszenką, gdy parę lat temu odwrócił się od niego Putin mogliśmy wyciągnąć rękę i dać mu dostęp do Bałtyku i zaopatrzenie w surowce – zmiękczając tamtejszą dyktaturę i prowadząc małymi krokami Białoruś do demokracji).
Niezwykle istotne jest bardzo aktywne działanie Polski w rejonie państw ULB, nie wiem, czy dzisiejsze elity polityczne Polski są w stanie to udźwignąć, ale przynajmniej warto o tym mówić.
Bo jeśli nie relacje z Ukrainą, to z kim?
Jan
Na dziś wygląda na to, że jest realizowany niemiecki scenariusz – Polski słabej gospodarczo i politycznie, społecznie skłóconej, kontrolowanej przez siły niemieckie, gdzie 'nasze’ władze są lojalne wobec Niemiec. Niestety mamy obecnie smutną polską rzeczywistość.
Jan
Obecny rząd Polski – rząd Tuska wybrał usłużne relacje z Niemcami, więc polityka Polski jest taka jaką sobie życzą Niemcy. Nic dobrego dla Polski z tego nie wyniknie, wręcz przeciwnie następuje szybkie osłabienie naszego kraju, nie tylko wstrzymanie jego rozwoju ale także niszczenie tego co było dziełem rządów ZP, np. Orlenu. Niemcy mają swoje plany, a my w tych planach nie jesteśmy traktowani po partnersku lecz przedmiotowo, staliśmy się narzędziem realizacji ich politycznych i gospodarczych celów. Myślę, że nas wykorzystają także w swej polityce dotyczącej bufora bezpieczeństwa dla Polski i Europy jakim jest Ukraina. Nie piszę jak być powinno, bo to byłoby jedynie teoretycznym rozważaniem, raczej będzie tak jak chcą Niemcy.
Łukasz
warto pisać, jak być powinno. Sam napisałem, że realizacja planów na Wschodzie korzystnych dla Polski jest dziś bardzo trudna, m.in. właśnie z powodu braku polityków odpowiedniego formatu, to nasz polski problem od dawna, bo nie dotyczy jedynie dzisiejszych rządów niestety. Wspomniałem, że już w latach 90. Białoruś zwracała się do nas z pomysłem wspólnoty gospodarczej, dziś to bajka przeszłości, podobnie jak parę innych tematów
Jan
Moją przyszłościową opcją jest rozpad UE i nowa unia polityczno-gospodarcza państw „Trójmorza”. Jeśli Ukraina się obroni przed Rosją, jej dominacją, to należałoby rozważyć włączenie jej w ten projekt. Być może po zmianach na Białorusi także Białoruś mogłaby być członkiem takiego projektu.
Łukasz
temat ciągle aktualny.. 🙂 zgadzam się ws. nowej Unii Środkowoeuropejskiej („Trójmorze”). Czy stara powinna zostać zlikwidowana? Na pewno w tej formie, w jakiej istnieje obecnie. Ale jakaś umowa gospodarcza w Europie powinna być zachowana (albo podpisana w miejsce zlikwidowanej Unii).