Ukryty obraz tranzycji

Bywają w życiu człowieka chwile ciężkie, chwile jakiejś tragedii, która może całkowicie odmienić życie. Często te momenty sprawiają, że człowiek podejmuje złe decyzje, które mogą go poprowadzić w jeszcze większe cierpienie. Jeżeli nie ma się oparcia w bliskim otoczeniu, te decyzje mogą tym bardziej prowadzić w samotną drogę ku autodestrukcji.

Przyznam się, że i mnie cechowała krótkowzroczność. Patrzyłam na środowisko LGBT, słuchałam wypowiedzi osób homoseksualnych, trans itd. i widziałam ludzi, chcących być szczęśliwymi. A co złego w tym, że ktoś chce być szczęśliwy? Kim jestem, aby to komuś odbierać? Ogólnie jestem osobą otwartą, nie staram się od razu negatywnie nastawiać. Jestem za związkami partnerskimi. Sprawy dziedziczenia, przekazu informacji o stanie zdrowia to powinno być uregulowane. Każde z nas może się postawić w sytuacji, gdy dowiadujemy się o wypadku bliskiej osoby, biegniemy do szpitala, a tam wita nas tylko zimna ściana, bo nie możemy uzyskać żadnej informacji o stanie zdrowia, ponieważ według prawa jesteśmy obcy. A potem ten ktoś bliski umiera i tracimy nawet dom, który się wspólnie budowało za wszystkie oszczędności, bo bliski nie sporządził testamentu i wszystko przeszło na rodzinę.

Jednak nie o parach jednopłciowych chcę tu dziś napisać, a mianowicie o osobach trans.

I przyznaję powtórnie, że zgrzeszyłam krótkowzrocznością. Bo przecież każdy chce żyć w świecie pełnym tolerancji, wolności, bez jakiś nacisków. Mogę sobie wyobrazić, jakim więzieniem może wydawać się ciało, kiedy ktoś się urodził w innej płci, niż jest psychicznie. To cierpienie, katusze, to wstyd, strach, konfrontacja z otoczeniem. Zapomina się, że wolność, to przede wszystkim odpowiedzialność, a ciężko tego wymagać od nastolatków, młodych osób.

Poniższy film jednak uwidacznia kolejny problem i uważam, że powinno się o tym informować innych ludzi, powinni ten film puszczać w szkołach, ponieważ często problemy z tożsamością pojawiają się właśnie w wieku nastoletnim, a przede wszystkim jako lektura obowiązkowa dla tych, którzy chcą zmienić płeć.

Tak naprawdę nigdy się tak dogłębnie nie zastanawiałam, skąd się bierze transseksualność czy transpłciowość. Po prostu zakładałam, że ktoś się taki urodził, a teraz lepiej, żeby to zaakceptował. Lepiej zrobić operację i żyć w zgodzie z sobą, niż całe życie cierpieć. Tak mi się wydawało.

I myślę, że od jakiegoś czasu idzie właśnie taka narracja, że musimy zaakceptować tą inność, ponieważ inaczej będziemy nietolerancyjni. A ja uważam siebie za osobę tolerancyjną.

Myślę, że największym problemem jest ogólnie środowisko LGBT, jakieś jego struktury, którzy wpływają poprzez różne środki przekazu, aby promować, że to wszystko jest normalne, jest dobre, że trzeba zaakceptować siebie, bo po co zastanawiać się co, dlaczego, jak. Po co walczyć, jeżeli można z tym żyć. Obecnie nie uczy się odpowiedzialności, tylko uniknięcia tego co trudne. Życie ma być łatwe, przyjemne, fajne. Nigdy się nie zastanawiałam, co potem, czy te osoby są tak szczęśliwe z sobą, kiedy opadnie euforia. To ta właśnie ludzka krótkowzroczność. I na tym bazuje LGBT na dążeniu do szczęścia za wszelką cenę, reklamują, że właśnie zmiana płci da szczęście. Nie ostrzegają, że na końcu tej drogi może być… pustka.

Ostatnio jednak słucham różnych filmów na Youtube o różnej tematyce politycznej, religijnej, społecznej. Tak więc trafiłam na film o dziewczynie, która dokonała tranzycji i teraz po wysłuchaniu jej świadectwa zrozumiałam, że wspólnym mianownikiem wszystkich historii są problemy w dzieciństwie, w rodzinie, złe środowisko.

W przypadku tej dziewczyny problemy zaczęły się dość późno. Dotąd jako najmłodsze dziecko, czuła się w centrum uwagi. Miała dobre dzieciństwo, oczywiście normalna kolej rzeczy ukończone szkoły, pójście na studia. I wszystko co dobre zakończyło się, kiedy jej starsza siostra urodziła dziecko. Zaczęły się problemy, bo młoda mama nie poszła na swoje, tylko sprowadziła swojego partnera do już ciasnego domu, a cała uwaga rodziców dziewczyny skupiły się na siostrze i jej dziecku. Dziewczyna zaczynała mieć dość ciągłych spięć, tego że jest ignorowana. Zaczęła wychodzić z domu ot tak na bezcelowe spacery. Wpadła w nieodpowiednie towarzystwo, popadła w nadużywanie alkoholu. Któregoś dnia pozwoliła się jakiemuś chłopakowi wyciągnąć na piwo. Potem nie trzeba dużej wyobraźni, aby wiedzieć, jak to się skończyło. Mężczyzna zaciągnął ją już mocno pijaną do swojego mieszkania, gdzie ją wielokrotnie zgwałcił, udało się jej uciec dopiero następnego dnia. Niestety nikomu nie powiedziała o gwałcie, tak jak robi to wiele kobiet. Zgłosiła to, że ją przetrzymywano wbrew woli, ale na resztę zabrakło jej sił. Wstydziła się. I to był właśnie ten moment, kiedy wszystko zaczęło się dziać źle. Gdyby ktoś zauważył… Niemniej dziewczyna zamknęła się w sobie, w domu, spędzała wiele czasu na Internecie. Stwierdziła, że jako chłopak nie byłaby nękana, byłaby neutralna. Zaczęła szukać informacji i trafiła na forum o transpłciowości. Tam znalazła akceptację. Odnalazła siebie. Zaczął się proces zmiany. Obcięła włosy, zaczęła ubierać się jak chłopak, ale to wciąż było mało, ponieważ brano ją jako młodego chłopca, a ona chciała wyglądać na swój wiek. Zaczęła więc myśleć o wzięciu hormonów. Na forum oczywiście otrzymywała wiele rad, które w tamtym momencie wydawały się cudowne. Polecano np. lekarzy. Do tego jak idziesz, nie mów tego, tego… Do tego lekarza nie idź, bo będzie chciał ciebie od tego odwieść… Możesz iść do tego… itd. Musisz mówić to… Podawano nawet ceny takiej wizyty. I w teorii tak jest, że aby dostać hormony, trzeba iść do lekarza. W praktyce można załatwić je bardzo prosto. Jakaś dziewczyna np. odstępuje swoją receptę, którą od lekarza otrzymuje online. Aby zmienić płeć trzeba podać własnych rodziców do sądu. Owszem chcą ten krok odjąć, aby ułatwić zmianę płci. Jednak po wysłuchaniu historii tej dziewczyny, uważam to za błąd. Bo to właśnie zdanie rodziców, może się okazać głosem rozsądku. Może w niektórych przypadkach ich głos przeważy.

W tym przypadku głos matki nie pomógł. Choć zapewniała sąd i biegłą, że jej córka urodziła się dziewczynką i nigdy nie przejawiała problemów z płcią, a obecną chęć zmiany płci prawidłowo łączyła z incydentem z przeszłości.

Niestety sąd nie przychylił się do zdania matki, wcześniej psycholog nie rozpoznał w niej symptomów traumy po doznaniu gwałtu. A dziewczyna pomimo że zaczęła mieć wątpliwości, kiedy hormony odbierały jej emocjonalność, poczucie empatii, umiejętność płaczu, sprawiały że czuła się jak robot, szła dalej w tą autodestrukcję. Owszem rzuciła na chwilę hormony i zaczęła myśleć o powrocie do prawidłowej płci, ale szybko się zorientowała, że nie ma czegoś takiego jak odtransycja. Szukała pomocy i nagle się okazało, że to środowisko które mówi o akceptacji, tolerancji, zwyczajnie ją odrzuciło. Nie znalazła u nich wsparcia. Została sama z ogromnym problemem, w połowie drogi pomiędzy zmianą płci a chęcią cofnięcia tego procesu, w połowie chłopak, w połowie dziewczyna. Co taka osoba mogła zrobić, kiedy nie miała kogo się poradzić?

Proponowano jej, aby przeszła kolejną transycję. Aby po raz kolejny przeszła przez to samo, tylko teraz była chłopakiem, który uważa się za dziewczynę. To bardzo sprytne. Odtransycja oznaczałaby, że ktoś popełnił błąd w diagnozie, co zresztą w przypadku tej dziewczyny było prawdą. Oznaczałoby, że te instytucje, które źle ją zdiagnozowały, popełniły błąd i teraz mogłaby żądać odszkodowania. Ja jednak patrzę trochę dalej, niż jest to wyjaśnione w filmie. Chodzi oczywiście o statystykę. Gdyby proces transycji i odtransycji rozdzielono, mogłoby okazać, ile tak naprawdę osób zmieniło zdanie po procesie zmiany płci. Mogłoby pokazać, że np. na 100 osób 80 wróciło do prawidłowej płci. Pokazałoby, że proces transycji nie jest gwarancją szczęścia, a wpierw powinno szukać źródła, ponieważ motorem chęci do zmiany płci może tkwić gdzie indziej. Tak jak u tej dziewczyny źródłem było uwięzienie, gwałt, problemy rodzinne, złe środowisko, w innych przypadkach choroba psychiczna, wpływ otoczenia. Statystyka mogłaby podważyć sens transycji, dać tym pogubionym ludziom znak, że niekoniecznie to jest ta droga. A niektórych procesów potem nie można cofnąć wbrew temu, co sugerują. Może ktoś by się zastanowił przed tym drastycznym krokiem. Może ta statystyka zmieniłaby jego zdanie. Mogłoby się okazać, że LGBT w dużej części straciło poparcie.

Dziewczyna, o której jest tu mowa, niestety osamotniona, bez wsparcia stwierdziła, że zabrnęła już za daleko. Łatwiej wydawało się dokończyć proces transformacji. Ponieść konsekwencje własnych wyborów. Zaczęła ponownie brać hormony i przeszła kolejne zabiegi, w których pozbawiono ją żeńskiego hormonu, obcięto jej piersi. To była trauma. Ból, płacz, poczucie straty i pustki. A przecież miało to dać jej szczęście. Tak nie było.

Bardzo jest zastanawiająca rola for o transpłciowości, specjalistów psychologii, chirurgii itp.

Wydawałoby się, że na tych forach można otrzymać całkowite wsparcie. Jednak jak dla mnie to służy do manipulacji, może nie ustawionej z premedytacją, ale jednak służy ono do nakierowania tylko w jednym kierunku. Od razu stawiają rodziców w miejscu wroga, bo jeśli wesprą to są ok, ale jeśli się sprzeciwią, to są nietolerancyjni, są transfobami, okropnymi ludźmi, po prostu straszni. Nie należy ich słuchać, a nawet kłamać w sądzie na ich temat. Zrobić wszystko, aby osiągnąć cel. Tak samo nakierowują wobec innych ludzi. Jeśli ktoś miałby się w jakiś sposób sprzeciwić, chcieć wzbudzić jakieś wątpliwości, czy namawiać do przemyślenia, od razu jest wrogiem. Nikt tam nie ostrzega przed konsekwencjami. W razie wątpliwości mówią, że to normalne. Oni też tak mieli, ale zawsze można z powrotem stać się np. kobietą, tylko nie uzmysławiają oczywistość że po obcięciu piersi, one już nie odrosną. Można przywrócić je jedynie robiąc sobie sztuczne piersi, ale to już nie będzie to samo. I podobno te operacje wtedy trzeba powtarzać co kilka lat. Gabinety chirurgii plastycznej pewnie zacierają dłonie z uciechy. A do tego pozostaje np. owłosienie i inne konsekwencje, o których się nie mówi.

Ludzie z tych for znikają po cichu i tylko drogą pantoflową można się dowiedzieć o ich cierpieniu, bo o tym się też milczy. Mówi się, ile osób popełnia samobójstwo przed tranzycją, ale nie mówi się, że właśnie więcej samobójstw jest popełnianych po tranzycji, kiedy do tych ludzi dociera, że ona nic nie dała, ponieważ źródło tego wciąż istnieje. To tak jak z chorobami. Możemy zapobiegać, maskować symptomy, ale póki nie zlikwidujemy źródła choroby, nie wyleczymy się. Tranzycja jest więc maską, nie lekarstwem.

Dziewczyna z filmu bardzo szczerze opowiada swoją historię. Historię, która porusza najtwardsze serca. I może ktoś mówić, że sama się zdecydowała na transycję, ale nie zapomnijmy, jakie było źródło, a spotkani ludzie po drodze od tych na forum po specjalistów zignorowali symptomy, a wręcz ją zachęcali do tego kroku. Liczyła się… może kasa. Te zabiegi nie należą do tanich. Przekonanie o swojej nieomylności. Własne doświadczenia, a przecież każdy człowiek jest inny, ma inne doświadczenia życiowe.

Obejrzyjcie proszę ten dość długi wywiad, ale warto go posłuchać, aby zrozumieć tą tragedię lepiej, niż przedstawiły ją moje słowa.

 

Dla mnie przerażające jest to, ile może być osób, którzy zostali źle zdiagnozowani. Tym bardziej przerażające, kiedy LGBT coraz mocniej wchodzi w środowisko dzieci, szkół. Istnieje obawa, że będą dzieciom prać mózgi, będą nimi manipulować, aby przeciągnąć ich na swoją stronę. LGBT przyjęło jako symbol tęczy. Pokazuje się jako atrakcyjne, dające akceptację, wyciągające dłoń do nieszczęśliwych ludzi. Jest więc kolorowe, zabawne, żywe. Problem w tym, że oni nakierowują na dany tok myślenia. Jesteś nieszczęśliwy, nie dogadujesz się z rówieśnikami… Aha… to dlatego, że nie czujesz się dziewczyną/chłopcem. Czujesz jakiś smutek, wahania nastroju… aha… to dlatego, że czujesz się więźniem we własnym ciele. Musisz zmienić płeć, ale dlaczego szukasz w sobie jakiś mankamentów. Rodzice mający dotąd decydujący wpływ w wychowaniu swoich dzieci, wszelkich decyzji medycznych itp. są często stawiani w negatywnym świetle. W Szwecji podobno rodzicom odebrano córkę, bo ci nie chcieli zgodzić się na jej zmianę płci. I niebezpieczny jest ruch w USA, gdzie to dzieci mają same decydować np. czy przyjąć szczepionkę. Kolejnym krokiem będzie zapewne transycja.

Bycie LGBT staje się modne. Istnieje więc ryzyko, że nastolatki będą zmieniać płeć dla żartu, dla bycia cool, dlatego bo to takie modne i fajne, a bo ich ulubiony piosenkarz to zrobił. Jednak jest to w dużej części okaleczanie. Kiedy ktoś chciałby obciąć sobie zdrową część ciała, byłby od razu skierowany na badanie psychiatryczne, w przypadku tranzycji traktuje się to jako normalne, a wręcz pożądane. Tymczasem konsekwencje tego czynu ciągną się do końca życia. Z poniższego filmu zrozumiecie, że coraz więcej głosów się pojawia nawet wśród zwolenników tranzycji o negatywnych skutkach dla dzieci i że istnieje ogromne ryzyko, że te zmienią płeć, bo np. inni z klasy chcą.

 

 

Problem też jest w tym, że LGBT stało się polityczne. Nie jest to organizacja, która byłaby neutralna. I jestem tego pewna, że wykorzystują ludzi, aby promować swoje partie. Są przy tym bardzo rygorystyczni, agresywni, egoistyczni, wbrew pozorom mało empatyczni. Patrzą tylko zero jedynkowo. U nich nie ma szarości. Mówisz o nich źle, jesteś ich wrogiem. Masz jakieś wątpliwości, jesteś ich wrogiem. Chcesz odwrócić proces tranzycji, nie masz ich wsparcia, jesteś ich wrogiem. Trochę to przypomina mi sektę Jehowych. Póki jest się ich w zgromadzeniu, wspierają ciebie, podobno nawet pomogą przy budowie domu. Jednak jeśli stwierdzisz, że chcesz odejść, wycinają ciebie ze swojego życia, jesteś ich wrogiem. A przy tym LGBT jest pełne hipokryzji, przekonani o swojej wyższości nad innymi, o swojej nieomylności. To co im wolno, nie wolno innym. To wszystko wygląda na toksyczną mieszankę i może przynieść wielu ludziom cierpienie. A przy tym LGBT, aktywiści klimatyczni, jak dla mnie, są tym samym. Mają wiele cech wspólnych, jak choćby stojące za nimi ugrupowania polityczne.

Dziś wiele osób, które widzimy na filmikach (jak się przedstawiają ono, jenu, udający psy, konie itd.), wydają się szczęśliwi, przekonani, że postępują jak trzeba. Za parę lat mogą zrozumieć, że to nie przyniosło im szczęścia, że zostali wykorzystani. Tym bardziej że ludzie się zmieniają, zwłaszcza nastolatki. W tym momencie im się może wydawać, że fajnie jest skoczyć z mostu, ale za parę lat dojrzeją i już nie będzie to takie fajne. Wiemy doskonale, że nastolatki są emocjonalni, mają masę problemów związanych z dojrzewaniem. Mają wahania nastrojów, wszystko im się wydaje tragiczniejsze, niż jest w rzeczywistości. Jeśli trafią w nieodpowiednie środowisko, mogą obudzić się jako trzydziestolatkowie okaleczeni, sami, z brzytwą przyłożoną do nadgarstków, bo tranzycja nie była lekarstwem.

Mogą chcieć cofnąć transycję, ale wtedy, tak jak wspomniała dziewczyna w pierwszym filmie, znika wsparcie środowiska. To środowisko, ja zaliczam go do LGBT, które reklamuje się jako tolerancyjne, pomagające, akceptujące bezwarunkowo, porzuca tą osobę, kiedy ta zacznie mieć wątpliwości. I wtedy może się okazać, że do tej osoby dłoń wyciągną ci, których LGBT nazywa nietolerancyjnymi, okropnymi transfobami. Na naszej drodze też może stanąć taka osoba. Nie oceniajmy jej. Wyciągnijmy do niej dłoń, słowa wsparcia. Może nie odwiedziemy nikogo od procesu tranzycji, ale bądźmy przy tych, którzy potem zostają sami, bo może ocalimy temu komuś życie. Nie bez zaskoczenia wśród LGBT są głównie młode osoby. To właśnie nimi najprościej manipulować.

Jestem też pewna że za LGBT nie stoją tylko same partie lewicowe, ale też wszelkie instytucje, które czepią z tego zysk. To po prostu kolejny sposób na świetny biznes. Tu nie ma żadnej empatii, etyki wbrew temu, co głoszą. To czysta propaganda, że chcą pomagać ludziom. Każdy lekarz wie, że przede wszystkim nie szkodzić. Tranzycja bez sprawdzenia jej źródła jest z tym sprzeczna. Tu jest więcej szkody, tylko że ta szkoda jest ukryta.

Udostępnij ten post
Oceń tekst:
20

Zostaw komentarz