Zażarty spór o realne skutki przyjęcia chrześcijaństwa przez księcia Mieszka I wybuchł w Polsce razem z internetem ….. i nie tylko nie wygasa, ale wręcz staje się coraz ostrzejszy. Internet ma to do siebie, że każdy może pisać w nim co chce i każdy może to pisanie dowolnie komentować. Skutek jest taki, że wraz z upowszechnieniem sieci mamy permanentną pandemię różnych teorii spiskowych – w tym na tematy historyczne i religijne. Tytaniczna zaiste praca kilku internetowych aktywistów wypromowała w ten sposób min. teorię o katastrofalnych skutkach chrztu Mieszka I, który miał zniszczyć ….. wielkie państwo naszych przodków. Tak … dobrze myślicie – wchodzimy właśnie w bagno o wdzięcznej nazwie „Wielka Lechia”. W dużym skrócie – dawno, dawno temu istniało w Europie gigantyczne i potężne państwo potomków legendarnego Lecha. Było ono wielkie i ostro mieszało w Europie …. aż przyszedł Mieszko i jedną decyzją rozwalił to nasze imperialne cudo … za co powinien być potępiony teraz i na wieki wieków amen. Niestety … wielu w to wierzy.
Ojcowie bajki o „Wielkiej Lechii” nie są wcale takimi odkrywcami, jak to się niektórym wydaje. Powtarzają po prostu po jednym polskim biskupie z początku XIII wieku. Wincenty Kadłubek żył mniej więcej w latach 1150-1223. Jest jedną z najważniejszych postaci w całej historii polskiej literatury i historiografii. Dziełem jego życia jest „Kronika Polski” (Historia Polonica ) – opis dziejów naszego krajów od czasów pradawnych do 1202 roku. Kadłubek był człowiekiem jak na swoje czasy świetnie wykształconym. Był też bodaj pierwszym w naszej historii świadomym patriotą. Doskonale rozumiał jak wielkie znaczenie maja korzenie – zarówno osobiste jak i wspólnotowe (narodowe). Jako erudyta wiedział, że historyczne i kulturowo jesteśmy młodsi od „chrześcijańskiej Europy” …. więc postanowił nas odpowiednio „postarzyć” i po prostu dorobił przodkom Polaków kilkanaście stuleci epickiej „historii”. W dużym skrócie – wywiódł założycieli naszego państwa ze starożytnego Rzymu, od Grakcha który jako „Krak” miał jeszcze przed naszą erą założyć Kraków. Przygody jego i jego potomków weszły później do popularnych historyjek dla dzieci – smok wawelski, Wanda co nie chciała Niemca itd. Tak mocno wrosły one w nasza pamięć, że dzisiaj często nawet nie pamiętamy o tym kto je spisał. Od razu zaznaczę – to nie jest tak, że Kadłubek to wszystko wymyślił. Po prostu zebrał to, co wiedział o starożytnej historii i wymieszał z różnymi słowiańskimi legendami oraz różnymi informacjami o historii Słowian, których w jego epoce nikt nie potrafił krytycznie opracować. Splątał to wszystko dokładnie i dał swoim rodakom opowieść „ku pokrzepieniu serc”, która została z nami na długie wieki. Dzisiaj naśladowcy biskupa Wincentego robią dokładnie to samo. Normalny, rzetelny historyk bada ślady i na ich podstawie tworzy różne teorie. „Turbolechici” postępują odwrotnie – wszystko co zbiorą wpasowują w konstrukt z góry założonej tezy. Sprzyja im niestety to, że pewne wątki historii zachodnich Słowian (naszej macierzystej grupy) istotnie wymagają gruntownego przepisania i rewizji wobec wyników współczesnych badań. Pomaga im również przemożna wiara w różne spiski, która uwiodła chyba większość populacji, bo dzisiaj praktycznie każdy wierzy w jakieś „wielki spisek”. Dla wyznawców „Wielkiej Lechii” istnienie starożytnego imperium naszych przodków jest faktem, starannie ukrywanym … „wiadomo przez kogo” i „wiadomo po co”. Wszystko dla nich pasuje do głównej tezy … choćby nie było ku temu żadnych przesłanek … a każda próba rzetelnego wykazania, że nie było żadnej „Wielkiej Lechii” to oczywiście „celowe kłamstwo” „wiadomo kogo”. „Turbolechici” żarliwie wierzą w historyczność swojego „Imperium” i przy każdej okazji głośno krzyczą, że „Mieszko to zdrajca”. Problem w tym, że żadnej „Wielkiej Lechii” na gigantycznych obszarach od Łaby po Ural NIGDY NIE BYŁO. Nie ma po niej żadnych materialnych śladów, które można by rzetelnie zweryfikować. Owszem, są ślady tego, że w konkretnych miejscach nasza historia potoczyła się inaczej niż ja do tej pory opisywaliśmy …. ale nic ponadto. Mieszko nikogo nie zdradził i nie zniszczył żadnego wspaniałego imperium … bo żadnego starożytnego imperium po prostu NIGDY NIE BYŁO. Ślepa wiara w to, co w dobrej wierze spisał mistrz Wincenty Kadłubek – którego wypada uznać za średniowiecznego arcymistrza POLITYKI HISTORYCZNEJ – naprawdę nie jest nam dzisiaj do niczego potrzebna. Polska ma ponad tysiąc lat naszej własnej, prawdziwie epickiej historii. Przetrwaliśmy prawie JEDYNAŚCIE WIEKÓW w miejscu geopolitycznie wyjątkowo ciężkim – to naprawdę nie jest powód do wstydu i leczenia idiotycznych kompleksów powtarzaniem średniowiecznych bajek. Nasze państwo jest znacznie starsze niż … niemieckie. Tak, dobrze czytacie. Współczesne Niemcy to dziedzictwo Bismarcka (2 poł. XIX wieku). My mieliśmy własne, scentralizowane państwo przeszło osiemset lat wcześniej. Wyliczać tak można by długo. Dlatego „wielkie imperium lechickie” jest nam naprawdę niepotrzebne. Od księcia Mieszka szanowni „Turbolechici” niech się odczepią, bo żadnym zdrajcą nie był a decyzją o chrzcie nie tylko wprowadził swoje państwo do europejskiej „pierwszej ligi” ale wprost zapewnił mu przetrwanie.
Grafika – Wincenty Kadłubek wg. Jana Matejki.