A może się z nami napijesz? – nie, dziękuję!

Zdjęcie przedstawia matkę, która trzyma butelkę z alkoholem.

Chociaż nigdy nie miałem problemu z alkoholem i przyznaję, że lubiłem raz na weekend wypić sobie piwko z kolegami po udanym koncercie, to mój przyjaciel niestety już nie potrafił się od niego powstrzymać. I gdy już nie mogłem patrzeć jak się stacza, pewnego dnia oznajmiłem mu, że skoro ma taki z tym problem, to ja przyjmuję krucjatę abstynencji w Jego intencji. Wyobraźcie sobie, że krucjata zadziałała i przyjaciel przestał pić i zmienił całkowicie swoje życie. Pomyślałem, że skoro od listopada 2014 roku odzwyczaiłem się nawet od symbolicznego szampana w Sylwestra, to postanowiłem dalej trwać w tej krucjacie w intencji wszystkich, którzy z alkoholem mają problem.

A dla tych, którzy próbują tłumaczyć sobie, że wszystko jest dla ludzi tylko z umiarem, a alkohol, to przecież napój iście „biblijny”, mam kilka biblijnych cytatów dowodzących, że tak nie jest, oraz kilka badań naukowych dowodzących, że szczególnie dla naszego mózgu alkohol to trucizna.

„Nie patrz na wino, jak się czerwieni,
jak pięknie błyszczy w kielichu,
jak łatwo płynie [przez gardło]:
bo w końcu kąsa jak żmija,
swój jad niby wąż wypuszcza;
twoje oczy dostrzegą rzeczy dziwne,
a serce twe brednie wypowie.”
(Prz. 23,31-33)

„Szydercą jest wino, swarliwą – sycera,
każdy, kto tutaj błądzi, niemądry.”
(Przyp. 20, 1)

„Nie bądź z tych, co winu hołdują
lub mięsem się lubią obżerać;
bo pijak i żarłok jest w nędzy,
ospałość chodzi w łachmanach.”
(Przyp. 23,20-21)

Owszem w czasach biblijnych alkohol pojawiał się dosyć często, ale przede wszystkim ze względu na to, że był najpopularniejszą formą dezynfekcji i utrzymania na długi czas zimnego napoju w stanie zdatnym do picia. Rzeczywiście w tamtych czasach szybciej można było się zatruć wodą ze studni niż alkoholem. Dzisiaj mamy jednak inne formy przygotowania napojów i co najważniejsze naukową wiedzę, że nawet mała ilość alkoholu może zaszkodzić człowiekowi. Elizabeth Mostofsky w swoich badaniach udowodniła, że ryzyko wystąpienia udaru mózgu jest przejściowo podwyższone w ciągu godziny po spożyciu alkoholu, ponieważ podnosi się ciśnienie krwi i płytki krwi szybciej powodują krzepnięcie, co zwiększa ryzyko ataku serca i udaru.

Tutaj link do badań: https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/20634479/

Dodatkowo miesięcznik naukowy „Archives of Neurology” opublikował badania, dowodzące, że spożywanie alkoholu może doprowadzić do zmniejszenia objętości mózgu. Dzieje się tak dlatego, że poprzez mikro skrzepy krwi powstające w naszym mózgu po spożyciu alkoholu, zatykają się nasze komórki mózgowe powodując ich niedotlenienie i w konsekwencji obumieranie.

Tutaj link do badań: https://journals.sagepub.com/doi/abs/10.1177/096032718800700513

Zatem nie dość, że w krótkim okresie alkohol zaburza pracę neuroprzekaźników w mózgu,
co powoduje właśnie objawy nietrzeźwości i zaniki naszej pamięci, to jeszcze jak udowodnił Wydział Neurobiologii Uniwersytetu Teksańskiego, alkohol zabija komórki macierzyste, a to właśnie one odpowiadają za tworzenie nowych komórek nerwowych. Zatem na dłuższą metę takie mikro uszkodzenia mózgu powodują neurodegenerację naszego mózgu, której konsekwencją może być choroba Parkinsona, czy Alzheimera.

Tutaj link do wyników badań https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC8246266/?report=printable

Co więcej, organizm po przyjęciu alkoholu koncentruje się na jego neutralizacji, dlatego alkoholu nie powinni spożywać szczególnie osoby trenujące jakikolwiek sport (bez znaczenia na jakim poziomie) i przede wszystkim osoby chore, bo organizm zajęty neutralizacją alkoholu w wolniejszym tempie zajmuje się regeneracją naszych tkanek.

Generalnie każdą ilość alkoholu musimy z naszego organizmu wydalić, a niestety mało ludzi o tym wie, że wydalany ją razem z naszym obumarłych komórkami mózgowymi.

Zatem jeśli po przeczytaniu powyższego nadal będziecie mieli problem z zupełnym odstawieniem alkoholu, to najlepiej jak sobie wyobraźcie, że po jego spożyciu będziecie sikać swoim własnym mózgiem. Mocne?
Ale prawdziwe! 🤯

Owszem każdy z nas ma sporo tych komórek mózgowych do wysikania, problem jednak w tym, że nigdy nie wiadomo które pójdą na stracenie i jakie wspomnienia na stałe znikną z naszej głowy i jaka wraz z nimi wiedza.

I chociaż to oczywista – oczywistość, to przypomnę, że nigdy nie mamy świadomości tego, co przestaliśmy pamiętać. Najczęściej przekonujemy się o tym będąc za granicą i szukając w głowie jakiegoś słowa w innym języku. Oczywiście, że nieużywana wiedza również z pamięci umyka, ale z wraz z piciem alkoholu możemy być pewni, że wraz z naszymi komórkami w jakiejś części obumiera nasza wiedza.

I chociaż po wytrzeźwieniu wydaje się, że wszystko jest OK, że jakoś trafiliśmy do domu i nie mamy większych obrażeń fizycznych, to faktycznie, o tym co się stało w naszej głowie się odrazu nie dowiemy.

Dlatego alkohol dla każdego żywego organizmu jest trucizną. OK – może jest jeden wyjątek i racjonalne wytłumaczenie – „zemsta Faraona” (czyli inna flora bakteryjna np. w Egipcie), której można teoretycznie uniknąć przez alkoholowe odkażenie. Nie próbowałem jednak tej metody, bo wolałem wybiegać i wypocić. Przeszło w Afryce bez odkażania – naturalnie.

Co ciekawe znam osobiście najwybitniejszych profesorów medycyny w Polsce, którzy niestety lubią się „napić” i zawsze gdy Im odmawiam „kielicha” tłumaczą z przekąsem:

– a wiesz Radku jakie się ma później czyste żyły pijąc dobry koniak?

Być może tak, ale wolę mieć czyste żyły biegając i dbając o zdrowie, niż płukać je mieszanką alkoholu i moich obumarłych komórek mózgowych. Niestety to też jest nasz problem kulturowy, że ciężko przyjmowana jest w towarzystwie odmowa picia. Szczególnie gdy „wójtowie” na każdym weselu pytają:

– ze mną się nie napijesz?

Tłumacząc, że od kieliszka wódki nikt nie umarł, a zapominają o tym lub nie wiedzą, że nawet najmniejsze stężenie alkoholu wg badań naukowych determinuje ryzyko skrzepu i udaru. Owszem jakieś ryzyko w naszym życiu występuje zawsze, ale po co ryzykować w tak głupi sposób?

A jeśli chodzi o teorię cyklicznego picia kieliszka wina do kolacji, to lepiej zapodać sobie już bieg albo spacer, bo to zawsze znacząco lepiej zadziała na nasze serce.

Podsumowując uważam, że mając dzisiaj dogłębną wiedzę jak działa na nasz organizm alkohol i szczególnie, ze względu na fakt, że bezalkoholowe wina, czy piwa są naprawdę w smaku bardzo dobre, to w takiej sytuacji picie alkoholu szczególnie, gdy ktoś jest wierzący i traktuje poważnie V przykazanie „Nie zabijaj!” (również samego siebie) jest niestety świadomym przyjmowaniem trucizny, czyli grzechem wobec naszego zdrowia i życia.

Dlatego jestem głęboko przekonany, że dzisiaj do kolacji Pan Jezus wybierałby tylko wino bezalkoholowe. Szczególnie, że sama Biblia zaleca picie „wina”, które jeszcze nie sfermentowało i podejrzewam, że właśnie takie wino 2000 lat temu najczęściej wybierał Chrystus.

„Gdy znajdzie się dojrzały (niesfermentowany BW) sok w winnych jagodach, mówią „Nie niszczyć ich, bo to błogosławieństwo”. Podobnie uczynię przez wzgląd na moje sługi, aby nie zniszczyć wszystkiego.” (Iz. 65,8)

„A nie upijajcie się winem, bo to jest [przyczyną] rozwiązłości, ale napełniajcie się Duchem”
(Ef. 5,18)
Udostępnij ten post
Oceń tekst:
30
7 komentarzy
  1. Jest powiedzenie, że „zawsze jakaś czarna owca” w rodzinie się znajdzie”. 😉 …więc nie piję alkoholu pod żadną postacią.
    A tak na serio, to nie podjąłem się żadnej „krucjaty”, tylko „skosztowałem wiele” i mam zasadę, że nie jem i nie pije tego co mi nie smakuje. Inaczej byłaby to dla mnie faktyczna „krucjata”. 🙂

  2. Dobry tekst, ale sądzę, że robimy sporo rzeczy, które niszczą nasz mózg, to tylko jedna z nich. Np. nie dosypiamy czy przejadamy się. Wszystko szkodzi w nadmiarze. Oczywiście nie ma nic złego w abstynencji. Biblia przestrzega przed upijaniem się i tutaj się zgodzę w 100%. Tylko, czy wybieranie tylko fragmentów jednego typu jest na pewno uczciwe? Sumienie nie pozwala mi tutaj nie zaprotestować. Podobnie przeciw naciąganiu 5 przykazania, także nadużycie i to duże. Mógłbym napisać artykuł o tym, że MOŻNA pić alkohol, ale nie upijając się. Przecież nawet w Komunii św. używamy alkoholu, nie soku. Dodam tutaj, że bliska mi osoba zmarła z choroby alkoholowej, oddzielam radykalnie picie alkoholu a alkoholizm. Dwie różne rzeczy, ten drugi wynika z choroby fizycznej ale i duchowej, wprost z przekraczania grzechu obżarstwa, czyli spożycia ponad miarę. Ponad miarę wszystko szkodzi, idąc tym tropem powiedzmy, że jedzenie w ogóle czegokolwiek a juz na pewno niezdrowo czy do przesady jest sprzeczne z 5 przykazaniem… Wg mnie niestety tekst nie jest wyważony, może spowodować, że wzbudzi w kimś skrupuły, że grzeszy ciężko pijąc łyk wina. niepotrzebnie

    • Łukasz ale wino mszalne to nie jest dogmat, tylko pewna tradycja. Jeśli badania dowodzą, że alkohol jest szkodliwy, to jak najbardziej można z niego zrezygnować. Księża Brazylijscy używają np. wina bezalkoholowego i mają na to zgodę. Jeśli coś czynimy nie świadomie, to grzechem to nigdy nie będzie. Jeśli jednak wiemy, mamy potwierdzone badania naukowe, że coś nam szkodzi i możemy się tego wyzbyć, dbając o nasze zdrowie i mimo wszystko się tego nie wyzbywamy, to jest to na 100% grzech. Księża często stają się alkoholikami poprzez częste odprawianie Mszy Św. (To nigdy nie będzie dobre, jeśli coś prowadzi do grzechu) Jeśli zarywasz noc, bo nie masz wyboru (dziecko płacze) to taka sytuacja nigdy grzechem nie będzie. Zarywasz wyjątkowo noc, bo musisz skończyć projekt – OK. zarywasz noc okazjonalnie na imprezowaniu, raz na jakiś czas, to pewnie również przejdzie, ale jeśli robisz to cyklicznie to jest to świadome szkodliwe działanie wobec własnego zdrowia. Przynajmniej taka jest definicja grzechu – świadome czynienie zła sobie lub bliźniemu. Dlatego wszystkie używki się pod ten grzech V przykazanie kwalifikują w szczególności alkohol, palenie i wszelkie narkotyki.

    • A jeśli chodzi o jedną lampkę wina, w której zawartość alkoholu wynosi 14%, to w wydychanym powietrzu zaraz po wypiciu wartość promili będzie wynosić około 0,20. Zatem jeśli będzie o 1 promil więcej, to łamiemy prawo siadając za kółkiem. Skoro nawet 0,2 jest uznane za niebezpieczne dla ruchu drogowego, to tego rodzaju przytępienie naszego umysłu w mojej ocenie nigdy dobre nie będzie. Generalnie przytępianie rozumu dla rozrywki jest zgodnie z Pismem Św. grzeszne. Dla porównania wino mszalne jest słabsze i jest używane w bardzo małej ilości, mniej niż 50 ml i dodatkowo jest w dużej ilości rozcieńczane wodą w kielichu liturgicznym. Aczkowiek systematyczne przyjmowanie nawet takiej ilości alkoholu, może być dla organizmu niebezpieczne i również uzależniające, co pokazuje przykład wielu księży. Dlatego w mojej ocenie wina mszalne powinny być również bezalkoholowe. Smak, konsystencję i aromat mają prawie ten sam i kosztują od 25 do 45 zł za butelkę.

  3. też myślałem o tym by wpleść cytaty z Pisma Świętego w treść ale mnie ubiegłeś 🙂 ale to dobrze 🙂

  4. Kiedyś, a było to w latach mojej młodości, powiedziałem sobie – Nie piję, bo picie mi szkodzi. Nie jestem abstynentem, ale jeśli się napiję 'słabego’ alkoholu (piwo, wino) to robię to bardzo rzadko, z przyczyn towarzyskich, i piję symbolicznie, czyli nie wiele.

  5. Brawo 👏

Zostaw komentarz