• Zdjęcie profilowe Ania

    Ania zamieszczony w temacie Wychowanie

    • 3 lata, 11 miesięcy temu

    KU PRZESTRODZE RODZICOM MAŁYCH DZIECI KTÓRZY CHCĄ MIEĆ SPOKÓJ I DZIECIOM 3-9 LAT DAJĄ TELEFONY (smartphony)
    10-letnia Zosia jest na odwyku. „Psychiatra powiedziała mi, że to dokładnie tak, jakby była alkoholiczką”
    Zostawiając ją w szpitalu psychiatrycznym, czułam się jak najgorsza matka świata. Ale nie miałam wyjścia. U nas jest trakcja kolejowa. Bałam się, że ona coś sobie zrobi. Już wcześniej usiłowała wyskoczyć z okna – mówi Agnieszka, której córka uzależniła się od Internetu.
    „Chcę opowiedzieć o mojej 10-letniej córce, uzależnionej od Internetu. Chcę ostrzec innych rodziców”.
    Ja nie mam żadnych wątpliwości, że moja córka jest uzależniona. Tak też powiedziała pani ordynator ze szpitala psychiatrycznego, do którego Zosia trafiła.
    10-latka w szpitalu psychiatrycznym?
    Tak naprawdę dziewięciolatka! Zosia dopiero za chwilę skończy dziesięć lat.
    Jakie to było wspaniałe dziecko! Idealne. Każdej matce można takiego życzyć. Byłam w szoku, że dzieci w ogóle mogą takie być! Wiktoria, moja starsza córka, ciągle płakała, jak była malutka. A Zosia wcale. Przesypiała całe noce! To był aniołek. W przedszkolu była pupilkiem pani.
    A z rówieśnikami lubiła się bawić?
    Bardzo! Była bardzo towarzyska. Ciągle biegała z koleżankami po dworze. Uwielbiała jeździć na rowerze. Jak każde normalne dziecko.
    Czyli wczesne dzieciństwo przebiegało bez problemów?
    Wszystko się układało dobrze. Zosia chętnie bawiła się ze starszą siostrą. I uwielbiała, kiedy czytałam jej książeczki. Mamy całą kolekcję Disneya. Jej ulubione bajki to był „Aladyn” i „101 dalmatyńczyków”. Zawsze jej czytałam przed snem. Zresztą ona spała ze mną do siódmego roku życia! Przytulała się, powtarzała: „Kocham cię, mamusiu”. Przestała spać ze mną dopiero trzy lata temu, kiedy urodziłam synka.
    Kiedy w życiu Zosi pojawił się Internet?
    Był od zawsze! Żyjemy przecież w takich czasach, że na co dzień posługujemy się smartfonem, laptopem. Puszczałam jej bajki z Internetu. Potem sama sobie wyszukiwała filmiki. Nie widziałam w tym niczego złego. Spędzała przed komputerem coraz więcej czasu, to prawda. Ale mówiąc uczciwie, to było dla mnie wygodne rozwiązanie: ona była grzeczna i się nie nudziła, a ja miałam wolne. „Takie są czasy, że każdy siedzi przed komputerem” – myślałam.
    Oglądanie bajek w Internecie nie brzmi groźnie.
    Kiedy była w drugiej klasie podstawówki, zaczęła grać w gry. I oglądać filmiki na YouTube. Z moim komputerem zamykała się w pokoju.
    O jakich filmikach mówimy?
    Youtuberzy pokazują w nich, jak sami grają w gry i rozmawiają o nich z innymi użytkownikami. Zosia wciągała się w ten wirtualny świat coraz bardziej.
    Ile godzin dziennie spędzała w ten sposób?
    Właściwie cały czas po szkole. To była przecież mądra dziewczynka, a z nauką miała same problemy. Bo w ogóle nie chciała się uczyć. Niczego. Do dziś kiepsko czyta.
    Mówiła pani, że wcześniej tak lubiła bajki Disneya. W szkole nic jej nie interesowało? Żadne czytanki? Lektury?
    Kompletnie nic. Zaczęłam więc chować przed nią komputer. A ona wymuszała: „Oddaj! Koleżanki mają dostęp do komputera!”. Dochodziło do pierwszych awantur. Zmieniła się bardzo. Ciągle by tylko siedziała w pokoju z komputerem albo telefonem. Próbowałam ją wyganiać na dwór. „Idź na rower”, prosiłam. Ale nie chciała o tym słyszeć. Kiedy przychodziły po nią koleżanki, nawet do nich nie wychodziła. Kazała mówić, że nigdzie nie pójdzie. Wolała siedzieć w tym swoim świecie. Lato ubiegłego roku: ciepło, dzieci się bawią, jeżdżą na rowerach, a ona – w pokoju.
    To znaczy – w Internecie.
    W Internecie.
    Czy w pani rodzinie są inne osoby uzależnione?
    Dziadek Zosi jest alkoholikiem.
    Zapytałam o to, żeby się dowiedzieć, czy pani wiedziała, jakie zachowania są typowe dla osób uzależnionych? Jakie pojawiają się mechanizmy?
    Moja mama też piła. Napatrzyłam się na to wszystko. Na picie po kryjomu, wściekłość, kiedy ktoś zwraca uwagę albo próbuje namówić do leczenia. Wszystko to znam.
    Widziała pani podobne zachowania u córki?
    Identyczne. Kiedy próbowałam odciąć ją od Internetu, wpadała w prawdziwą histerię. Zresztą do dziś to się zdarza.
    Jak to wygląda?
    Kiedy zabierałam telefon czy komputer, stawała się strasznie nerwowa, trzaskała drzwiami, wyzywała mnie strasznie.
    Co mówiła?
    „Nie chcę mieć takiej rodziny”, „Nie chcę już tu mieszkać”, „Ty dziwko”.
    Te ostatnie słowa to do pani, tak?
    Tak. I było tylko gorzej. Później usiłowała wyskakiwać przez okno. A my mieszkamy na drugim piętrze! Wyciągnęłam klamki z okien i od drzwi balkonowych. Byłam przerażona. To już nie było to samo dziecko. Biła siostrę. Mnie też. Pięściami nas okładała, kopała, gryzła.
    I to wszystko, żeby wymusić dostęp do Internetu?
    Tak.
    Co pani z tym zrobiła?
    Zabrałam Zosię do psychologa. Na pierwszych wizytach było bardzo ciężko, bo Zosia się obraziła i nic nie chciała mówić. Potem trochę się otworzyła. Pani psycholog potwierdziła moje przypuszczenia. Powiedziała, że wszystkie problemy spowodowało uzależnienie od Internetu. Słysząc to, Zosia obiecywała, że się zmieni. Przekonywała, że się poprawi, będzie grzeczna, będzie się uczyć. Ale to była nieprawda. A najgorsze dopiero miało się wydarzyć.
    Psycholog zabroniła Zosi korzystać z Internetu?
    Właśnie nie. Powiedziała, żebym nie odcinała jej od tego gwałtownie, tylko dawkowała dostęp: godzina, najwyżej półtorej godziny dziennie. Więc na tyle jej pozwalałam.
    Półtorej godziny Internetu dziennie – to sporo.
    Ale jej nie wystarczało. Takie rozwiązanie nie zdało egzaminu. Zosia się tylko strasznie nakręcała. A tamtego dnia. To było coś okropnego. Pamiętam doskonale: 4 grudnia ubiegłego roku. Rano. Byłam z nią w kuchni. Powiedziała mi, że nie pójdzie do szkoły. „Nie, bo nie”. A potem krzyczała, wrzeszczała: „Dlaczego mi zabierasz telefon? Oddawaj!”. To było przerażające. Najgorsze były jej oczy. Takie obojętne, obce. Nie poznawałam jej. Ja nawet nie wiem, jak to określić. Histeria? Opętanie? Kiedy na nią patrzyłam, to jakby nie była moją Zosią.
    Dała jej pani ten telefon?
    Nie. Zaczęła grozić, że w takim razie ucieknie z domu. Usiłowałam ją jakoś uspokoić. A ona złapała nóż, który leżał na kuchennym blacie. Ja wtedy naprawdę nie wiedziałam, co się stanie. Czy ona pójdzie z tym nożem w moją stronę? Czy zrobi coś sobie? Zaczęłam krzyczeć. Kiedy starsza córka, Wiktoria, usłyszała mnie, przybiegła do kuchni. Zobaczyła nas i zaczęła płakać. Bała się i o mnie, i o Zosię. Zadzwoniła na policję. Przyjechało dwóch młodych funkcjonariuszy. Powiedzieli, że pierwszy raz są na takiej interwencji i nigdy nie widzieli dziecka w takim stanie, w jakim była Zosia.
    Co robiła, kiedy przyszli policjanci? Ciągle stała w kuchni z tym nożem?
    Nie. Przestraszyła się i schowała pod łóżko. Ale potem wyszła. Przyznała się policjantom, że złapała za nóż. Ale nie była w stanie wytłumaczyć dlaczego. Nie potrafiła też powiedzieć, co zamierzała z nim zrobić. Dlatego policjanci wezwali pogotowie, które zabrało ją do szpitala psychiatrycznego do Warty. Oczywiście pojechałam z nią. Ale w szpitalu powiedzieli, że jej nie przyjmą, bo przyjmują dzieci od 13. roku życia. Odesłali nas do domu ze skierowaniem do innego szpitala.
    Psychiatrycznego?
    Tak. Więc zaczęłam dzwonić. Do Poznania i Gniezna. Ale nigdzie nie chcieli jej przyjąć.
    Dlaczego?
    Mówili, że nie ma miejsc. Mają takie przepełnienie, że dzieci śpią na dostawkach! Tydzień później usłyszałam w telewizji, że w całym kraju tak jest. Że tak zatłoczone są szpitale psychiatryczne dla dzieci.
    Przez media przetoczyła się wtedy fala informacji o samobójstwach wśród dzieci i nastolatków, którzy nie otrzymują fachowej pomocy. Pani była zdeterminowana, żeby Zosię umieścić w szpitalu?
    Tak. I ona wtedy też tego chciała.
    Chciała pójść do szpitala? Dlaczego?
    Może się przestraszyła po tej sytuacji z nożem? Z policją? Nie wiem. W każdym razie wtedy, w grudniu, w szpitalach nie było miejsc. Zbliżało się Boże Narodzenie. Na święta pojechała do dziadków. Uznałam, że po tym wszystkim dobrze jej zrobi, jak pobędzie z nimi. Że i ona, i ja złapiemy trochę oddechu. Wcześniej dwukrotnie byłam z Zosią u psychiatry, wydawała się uspokojona.
    Wyjazd do dziadków okazał się fatalnym pomysłem. Prosiłam ich, błagałam: „Pod żadnym pozorem nie dawajcie jej telefonu. Ona ma kategoryczny zakaz od psychiatry! To dla niej niebezpieczne”. Ale dziadkowie nie potraktowali sprawy poważne. Zosia całe święta spędziła w Internecie. Po powrocie do domu wszystko wróciło ze zdwojoną siłą: znowu były krzyki, awantury. Znowu oświadczyła, że nie będzie chodziła do szkoły. Styczeń był straszny. Wtedy już nie miałam żadnych wątpliwości, że bez szpitala sobie z tym wszystkim nie poradzimy. Znów zaczęłam wydzwaniać, szukać miejsca. 7 lutego usłyszałam w końcu: „Proszę przyjeżdżać. Jest miejsce dla córki”.
    W którym szpitalu?
    W Gnieźnie. 130 km od naszego domu. Tego samego dnia wsiadłyśmy do pociągu i pojechałyśmy. Zosia płakała. Im było bliżej, tym mocniej. Przytulała się i prosiła: „Mamo, ja nie chcę tam zostać”. A ja mówiłam: „Wszystko będzie dobrze, będziesz tam miała koleżanki”. Ale na miejscu ja też zaczęłam płakać. „Po co ja to robię? Własne dziecko zamykam w szpitalu?”, myślałam. W najczarniejszych snach nie przeżyłam czegoś takiego! Czułam się tak, jakbym była najgorszą matką na świecie. (pani Agnieszka zaczyna płakać) Nigdy w życiu bym nie pomyślała, że będę musiała własne dziecko wywieźć do szpitala psychiatrycznego. Żadna matka sobie tego nie wyobraża. Ale ja nie miałam wyjścia.
    Czego się pani najbardziej bała?
    U nas jest trakcja kolejowa. Teraz jest modernizacja, więc jest zamknięta. Ale bałam się, że jak otworzą. To ona sobie coś zrobi. Przecież już wcześniej usiłowała wyskoczyć z okna.
    Zostawiła pani córkę w szpitalu?
    Zostawiłam. Następnego dnia miałam rozmowę z panią psychiatrą. Powiedziała, że bardzo dobrze zrobiłam.
    Uważa pani, że gdyby nie telefon, komputer, Internet – to wszystko nigdy by się nie wydarzyło?
    Tak. W tym samym czasie przyszło też do domu pismo z sądu. Trafiła do nich notatka od policji wezwanej przez Wiktorię na interwencję. Zosia będzie miała teraz sprawę o demoralizację. Jeden wielki koszmar.
    Jak długo Zosia była w szpitalu?
    Od 7 lutego do 9 marca. Miesiąc. Lekarze pozwolili mi ją odwiedzić tylko dwa razy. Pani ordynator powiedziała, że chcą ją „poobserwować” samą. To było wszystko takie trudne. Kiedy odwiedziłam Zosię pierwszy raz, zrobiła mi awanturę. „Po co w ogóle przyjechałaś?”.
    Jak wyglądał szpital?
    Na jednym poziomie były dzieci młodsze: do 14. roku życia. Na drugim te od 15 do 18 lat. Najmłodsze dziecko, jakie tam spotkałam, to był siedmioletni chłopiec. Taki malutki. Coś strasznego.
    Zosia mówiła, że co jakiś czas jest kontrola. Personel sprawdzał, czy dzieci się nie tną. Moja córka tego nie robiła. Ale inne dziewczyny się cięły. Dostawały wtedy zastrzyki uspokajające. Czytałam w szpitalnym regulaminie, że za takie zachowania były kary: zakaz odwiedzin albo oglądania telewizji. To mi przypominało więzienie. Ale z drugiej strony – ten szpital był też trochę jak szkoła. Bo byli wychowawcy.
    Z jakiego powodu trafiły tam inne dzieci? Uzależnionych od Internetu było więcej?
    Nie wiem. Mnie to przerażało. Na przykład kiedy patrzyłam na taką jedną dziewczynkę: była spokojniutka, chodziła dosłownie jak żółw. Ciągle była na lekach. To wyglądało strasznie. Drugiej dziewczynki bała się Zosia. Bo tamta siedziała w pasach, w sali zamykanej od zewnątrz. Nie wiem, co jej było.
    Zapewne lekarze uznali, że zagraża swojemu życiu.
    Kiedy Zosia była przyjmowana na oddział, pielęgniarki wszystko sprawdziły: każde ubranie, każdą skarpetkę! Nawet zdekompletowały jej książkę do angielskiego. Tam była płyta do nauki na CD. Kazały mi ją zabrać, bo dzieci nie mogą mieć przy sobie nic ostrego. Dostają wyłącznie plastikowe sztućce. „Tu są różne dzieci, nie możemy niczego zlekceważyć” – powiedziały. Od Wiktorii Zosia dostała ramkę z ich wspólnym zdjęciem. Ale ją też musiałam zabrać. Bo w tej ramce było szkło.
    Jak Zosia zniosła pobyt w szpitalu?
    Pani ordynator powiedziała, że nie sprawiała problemów. Dostała leki na uspokojenie. Podobno była po nich bardzo grzeczna.
    Ciągle dostaje leki?
    Tak. Dwa na stałe: uspokajający i nasenny. I hydroksyzynę doraźnie. Na wypadek ataków histerii. Zanim ją stamtąd zabrałam, miałam rozmowę z panią psycholog. Powiedziała: „Teraz będzie najtrudniej. Proszę spędzać z Zosią czas, wymyślać różne zajęcia, ale absolutnie nie dawać jej telefonu. Pod żadnym pozorem. Zero”.
    Odwyk, po prostu.
    Odwyk. Tak mi powiedziała pani psychiatra. Że to dokładnie tak, jakby była alkoholiczką. Że to takie samo uzależnienie. Dlatego trzeba radykalnie odstawić telefon, komputer. Wszystko.
    Kiedy wychodziłyśmy ze szpitala, córka chciała lekarzowi, który dawał wypis, powiedzieć: „Do widzenia”. A on na to: „Nie. Nie do widzenia. Słyszysz, Zocha? Nie do widzenia. Masz tu nie wracać”.
    Pani ciągle płacze. Męczy panią ta rozmowa.
    Przeczytam pani wypis Zosi ze szpitala: „Dalsze leczenie w poradni, udział w zajęciach w świetlicy socjoterapeutycznej i indywidualna ścieżka edukacyjna”.
    Zosia uczy się w domu?
    Nie. Uczy się w szkole. Część zajęć ma normalnie, ze swoją klasą, a część indywidualnie. Sama z nauczycielem. Ona zupełnie nie potrafi się uczyć. Ma problemy ze skupieniem się choć na chwilę. Z zapamiętywaniem.
    Uważa pani, że to wszystko następstwa uzależnienia od Internetu?
    Oczywiście! Przecież wcześniej była mądrym, bystrym dzieckiem!
    Zosia ma teraz terapię?
    Chodzi do świetlicy socjoterapeutycznej, tak jak kazali w szpitalu. Ale dodatkowo szukam też psychologa i psychiatry.
    Co z Internetem? Udaje się pani ją od tego totalnie odciąć?
    Jest ciężko. Zdarza się, że ona płacze, rozpaczliwie prosi. A ostatnio, kilka dni temu, znowu wpadła w histerię. Dałam jej wtedy dodatkowe lekarstwo i trochę się uspokoiła.
    Jak Zosia funkcjonuje poza domem? Czy przez to wszystko straciła kontakt z rówieśnikami? Wyizolowała się?
    Nie. Ciągle jest towarzyska, na szczęście. W szpitalu też dobrze się czuła dzięki temu, że się zaprzyjaźniła z dziećmi.
    Czy pani córka zdaje sobie sprawę, co się z nią stało? Rozumie, jak wielki to jest problem?
    Myślę, że nie. Jest ciągle małym dzieckiem. Jeszcze nie wie, co to jest uzależnienie. To ja wiem, jak długa i trudna droga przed nami. Teraz, w tym okresie odstawiennym – bo to jest jak z alkoholem – staram się zajmować jej uwagę innymi rzeczami: dużo rozmawiamy, bawimy się, wygłupiamy. Chodzi na zajęcia do świetlicy. Robię wszystko, żeby tylko nie wracała myślami do Internetu.
    Jak zachowali się nauczyciele? Wiedzieli o jej hospitalizacji?
    Oczywiście. Przecież przyniosłam dokumenty ze szpitala, zwolnienie za te dni. Kiedy Zosia była w szpitalu, rozmawiałam z jej wychowawczynią. Zaproponowałam, że może jej koleżanki i koledzy z klasy zrobią dla niej laurki. Pomyślałam, że ją to ucieszy, kiedy je zawiozę do szpitala. Przykro mi potem było, bo dostałam tylko dwie kartki. (płacz) Dziecko ma taki straszny problem, jest w takim szpitalu i tylko dwie laurki od kolegów?. Miałam nadzieję, że napisze do niej cała klasa. Byłam bardzo zawiedziona. Przecież to bardzo poważna choroba. Ale wcale nie jest tak traktowana. W jednej szkole w naszej okolicy uczniowie mają kategoryczny zakaz korzystania z telefonów. W tej, do której chodzi moja córka, takiego zakazu nie ma. Pytałam panią dyrektor dlaczego. Stwierdziła, że rada rodziców chce, żeby dzieci miały w szkole telefony. I koniec. Co mam zrobić? Świata nie uratuję. Ale na internetowym forum napisałam apel do innych rodziców, żeby uważali na swoje dzieci.
    Co pani napisała?
    Opisałam ze szczegółami, co się działo z Zosią. A na końcu napisałam: „Dziewczyny, naprawdę obserwujcie swoje dzieci i reagujcie jak najszybciej”. I prosiłam, żeby mnie nie hejtować.
    Mam wrażenie, że pani sama ma do siebie ogromne pretensje.
    Zareagowałam zbyt późno. Ale skąd mogłam wiedzieć, że to aż tak się skończy? Wszyscy używają Internetu. To tak jak z piciem. Trudno wychwycić moment, w którym się robi niebezpiecznie.
    Proszę już nie płakać.
    Ja to wszystko strasznie przeżywam! Jest mi tak ciężko. A ludzie tego nie rozumieją. Kiedy powiedziałam dziadkom Zosi, że ona jest w szpitalu, że jest uzależniona, oni zaczęli mi grozić! Że mi odbiorą prawa rodzicielskie. „Co to za matka, która dziecko do psychiatryka zawozi?!” – krzyczeli na mnie. A przecież jej dziadek sam jest uzależniony od alkoholu. I nie rozumie, że ja to zrobiłam, żeby dziecko ratować? Mam nadzieję, że któregoś dnia zrozumie to Zosia.
    Ciągle się pani o nią boi?
    Boję się. Boję się, czy w ogóle zda do następnej klasy. Boję się sprawy w sądzie. Mamy asystenta rodziny i kuratora. Nigdy wcześniej o czymś takim nie było mowy. A najbardziej się boję, że jeszcze kiedyś Zosia będzie musiała wrócić do szpitala. Przecież to jest jeszcze dziecko. Małe dziecko. Za dwa miesiące idzie do pierwszej komunii!
    A jak Zosia teraz funkcjonuje? Jak się czuje?
    Teraz akurat dobrze, spokojnie. Ta komunia ją cieszy, zajmuje jej myśli.
    Jakie były reakcje na pani post w grupie dla rodziców?
    Pozytywne. Matki mi dziękowały. Pisały, że otworzyłam im oczy. Niech pani sama się przyjrzy dzieciakom dookoła: one wszystkie siedzą z telefonami i nie widzą poza nimi świata! To jest droga donikąd! Ja to wiem najlepiej. Dlatego do pani napisałam. Bo chcę, żeby ludzie zaczęli zwracać uwagę na zagrożenie. Wiem, że jest wygodnie dać dziecku laptop, tablet albo smartfon i jest spokój. Dziecko grzeczne, nic nie chce, jakby go nie było. I nawet nie zauważamy, że za chwilę może dojść do tragedii. Ja ciągle nie mam w oknach klamek! Ani w tych drzwiach od balkonu. Nie wiem, co się może zdarzyć z moją córką. Teraz zajmuje ją komunia. Ale co będzie potem? To wszystko jest takie bolesne.
    Wie pani, ostatnio poszłam zapisać synka do przedszkola. Od wychowawczyni usłyszałam, że mają tam takiego maluszka – trzylatka, który od piątej rano siedzi w telefonie. I jest przerażony, kiedy tata czy babcia go od tego telefonu odciągają. Dlatego mój synek nie ma dostępu do Internetu. Drugi raz nie popełnię tego samego błędu. Bajki może sobie oglądać w telewizji.
    Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł.
    Uzależnienie od internetu w niczym nie różni się od uzależnienia od alkoholu, narkotyków czy papierosów

    1 Share
    7
    21 Komentarzy
    • banda staroświeckich idiotów będzie leczyć zdrowych, ludzkość się zmienia, tak jak zmieniła się przez wynalezienie koła tak teraz się zmienia z powodu internetu, ciemnota i zaścianek walczy z postępem i tak nie wygra

      3
      • DariuszB, jesteś pewny tego co piszesz, że z Twojej strony to nie „uzależnienie”, a właściwe porównane i odniesienie tylko pozytywnych zmian ludzkości w związku z „postępem”? …a może wg Ciebie, nadużywanie alkoholu czy środków psychotropowych to też „zmainy ludzkości wynikajace z postepu”?

        4
        • to żeś podał przykłady , chyba starsze od ludzkości

          1
          • DariuszB, może wyjaśnisz, dlaczego śmieszą Cię „starsze”, ale jak najbardziej nadal aktualne przykłady uzależnień i zamiast merytorycznie odpowiedzieć na pytania, nazywasz je „starszymi od ludzkości”? Nie stać Cię na to?

            2
            • starsze od ludzkości to przenośnia do czasów od kiedy człowiek uzaleznił się od ognia, dużo później uzależnił się od sztućcy chociaż było to przez większość z początku traktowane jako dziwactwo a nawet oznakę choroby umysłowej i tak można dawać kolejne przykłady w nieskonczoność aż do naszych czasów

              • DariuszB, skoro sam podajesz przykłady „uzależnień” (jeszcze starsze – ogień), to o co chodzi Ci z tą „przenośnią”?
                Natomiast, czy podane przez Ciebie przykłady „uzależnień” uważasz za tożsame z tymi destrukcyjnymi dla człowieka (np. alkoholizm, narkomania, lekomania, nikotynizm, pracoholizm, seksoholizm, hazard, zaburzenia odżywiania, od Internetu, …)? Nadal nie odpowiesz merytorycznie? …to może rzeczywiście nie uznajesz nałogów (silnych zależności organizmu np. od wykonywania konkretnej czynności, przyjmowania substancji, …)? Uważasz, że „ciemnota i zaścianek” postęp technologiczny „wciąga pod wspólny mianownik” uzależnień, czy …Ty to robisz? 🤔

                1
                • wszystkie uzależnienia wymienione przez Ciebie funkcjonują od wieków, wszyscy jesteśmy w mniejszym lub większym stopniu nimi dotknięci, to jest koszt rozwoju cywilizacji i asymilujemy się z większością z nich w mniejszym lub większym stopniu, każdy z nas, internet jest nowy i budzi dużo lęków, być może nieuzasadnionych za to 100 lat będziemy mieli pewność, wolę jak mój wnuk siedzi przy komputerze w pokoju z czystym powietrzem (oczyszczacz) niż biega po ulicach Warszawy i się truje wdychając smog

                  • Ogień,czy sztućce nie wpływają na funkcjonowanie mózgu…

                    3
                    • nadal wielu twierdzi a nawet narodów że jedzenie rękoma sprawia większą przyjemność i takie bodżce jak dotyk jest bardzo istotny przy jedzeniu

                  • DariuszB, czyli nadal uważasz, że przeciwdziałanie szkodliwym uzależnieniom to reprezentuje „banda staroświeckich idiotów”, bo „będzie leczyć zdrowych”, a przecież „ludzkość się zmienia”?
                    Czyli Twoim zdaniem, nie należy przeciwdziałać i leczyć wszystkie uzależnienia, gdyż nie wiadomo, czy są one szkodliwe, może nie stanowią zagrożeń, dlatego należy się z ” większością ich asymilować”? Czyli jednak już lekki odwrót, bo …nie wszystkie to tylko …”postęp” nie tworzący zagrożeń, gdy jest „niewłaściwie stosowany”?
                    Natomiast co Twojego przykładu:
                    „…wolę jak mój wnuk siedzi przy komputerze w pokoju z czystym powietrzem (oczyszczacz) niż biega po ulicach Warszawy i się truje wdychając smog”
                    …to również przykłady (skoro takie argumenty wolisz w dyskusji), czy na pewno lepiej jak:
                    – kiedyś „zdarzy mu się wyjść z tego „czystego powietrza” (oby nie ze zwyrodnieniami kręgosłupa, skoliozą i nadal z poczuciem wirtualnej rzeczywistości, … ), w drodze po dalszy „postęp technologiczny” (np. uodporniający zastrzyk, …), „uderzy w niego „trujący smog” i jako nieuodpornionemu zrobi „asymilującą” krzywdę”?
                    – a może „po drodze” zabraknie mu wirtualnej broni lub fizycznych zdolności, by obronić się przed niespodziewanymi „asymilującymi się” napastnikami?
                    – a może stanie się „zasymilowaną” ofiarą pirata drogowego, który również „zasymilował się” z różnymi uzależnieniami?
                    – a może ….
                    …nadal uważasz, że wskazując zagrożenia, starając się im zapobiec, czy lecząc je, to „…ciemnota i zaścianek walczy z postępem” i stara się mu przeciwdziałać? …a „i tak nie wygra”, niezależnie od jego zastosowania i stosowania, choćby …”po trupach”?
                    Czy bagatelizowanie problemów uzależnień nie było jedną z wielu przyczyn, że Tadeusz Różewicz „znalazł się” …”W środku życia”:

                    Po końcu świata
                    po śmierci
                    znalazłem się w środku życia
                    stwarzałem siebie
                    budowałem życie
                    ludzi zwierzęta krajobrazy

                    to jest stół mówiłem
                    to jest stół
                    na stole leży chleb nóż
                    nóż służy do krajania chleba
                    chlebem karmią się ludzie

                    człowieka trzeba kochać
                    uczyłem się w nocy i w dzień
                    co trzeba kochać
                    odpowiadałem człowieka

                    to jest okno mówiłem
                    to jest okno
                    za oknem jest ogród
                    w ogrodzie widzę jabłonkę
                    jabłonka kwitnie

                    kwiaty opadają
                    zawiązują się owoce
                    dojrzewają

                    mój ojciec zrywa jabłko
                    ten człowiek który zrywa jabłko
                    to mój ojciec

                    siedziałem na progu domu
                    ta staruszka która
                    ciągnie na powrozie kozę
                    jest potrzebniejsza
                    i cenniejsza
                    niż siedem cudów świata
                    kto myśli i czuje
                    że ona jest niepotrzebna
                    ten jest ludobójcą

                    to jest człowiek
                    to jest drzewo to jest chleb

                    ludzie karmią się aby żyć
                    powtarzałem sobie
                    życie ludzkie jest ważne
                    życie ludzkie ma wielką wagą
                    wartość życia
                    przewyższa wartość wszystkich przedmiotów
                    które stworzył człowiek
                    człowiek jest wielkim skarbem
                    powtarzałem uparcie

                    to jest woda mówiłem
                    gładziłem ręką fale
                    i rozmawiałem z rzeką
                    wodo mówiłem
                    dobra wodo
                    to ja jestem
                    człowiek mówił do wody
                    mówił do księżyca
                    do kwiatów deszczu
                    mówił do ziemi
                    do ptaków
                    do nieba

                    milczało niebo
                    milczała ziemia
                    jeśli usłyszał głos
                    który płynął
                    z ziemi wody i nieba
                    to był głos drugiego człowieka

                    3
                    • nie martwię się o jego kręgosłup bo ćwiczy w paramilitarnych szkoleniach ale na wyjazdach w czystej( jeśli gdzieś jest czysta) okolicy, wśród lasów jak T. Różewicz gdy był młody, a jak jest w Warszawie to jestem zadowolony że siedzi przy kompie, wyobraź sobie że on też,

                      2
                      • DariuszB, no to super, jak wnuk „ćwiczy”. 👍 Może jednak spóbujesz trochę merytorycznie w zasadniczym dyskutowanym tu temacie „uzależnień” (behawioralnych, psychicznych, fizycznych, społecznych)? Nadal nie wierzysz w szkodliwość tych uzależnień, w potrzebę zapobiegania im i leczenia takich przypadłości?

                        2
                    • są przypadki które wymagają interwencji, jeśli coś wpływa ujemnie na zdrowie, np. dzieciak nie je, jeśli wszystko jest w porządku tylko woli czas spędzać przy kompie to nie widzę powodu

                      2
                      • Oczywiści DariuszB, jeżeli ktoś „coś” woli, a jak tego nie ma, to nie reaguje nienaturalnie i „wszystko jest w porządku”, to raczej nie są to objawy uzależnienia. Jednak w artykule przytoczonym przez Anię opisane są inne sytuacje, nie uważasz więc, że Ty zareagowałeś „dziwnie” (delikatnie pisząc):
                        „banda staroświeckich idiotów będzie leczyć zdrowych, ludzkość się zmienia, tak jak zmieniła się przez wynalezienie koła tak teraz się zmienia z powodu internetu, ciemnota i zaścianek walczy z postępem i tak nie wygra”?

                        2
      • Dzieci lądują w psychiatrykach, zresztą nie tylko dzieci…

        4
      • Tylko sami twórcy oficjalnie mówią o swoich wynalazkach, że projektowane są tak, żeby uzależniać ludzi a najbardziej na to podatni są młodzi. I to nie chodzi o wygodę jak uzależnienie od widelca tylko zmiany biochemiczne w mózgu jak uzależnienie od wódy. Steve Jobs ograniczał net i wszelkie tablety swoim dzieciakom do 2 godzin dziennie. Bo nie chodzi o to, żeby nie korzystać tylko korzystać mądrze. U dzieci, które zbyt wcześnie miały kontakt z tabletami diagnozowane jest pewna forma demencji, trudności z wysławianiem, formułowaniem zdań, czytaniem i logicznym myśleniem.

        4
        • a mi się wydawało że to zwiększa ich inteligencję i wiedzę, po prostu uczy,

          • Niestety na tym polega oszustwo, że nie zawsze uczy czy rozwija. U dzieci starszych, powiedzmy w wieku szkolnym oczywiście w nauce pomaga o ile służy to do nauki ale u młodszych niestety nie. Wbrew pozorom i my i nasze mózgi nie różnimy się jakoś drastycznie od ludzi 100 czy 1000 czy 5000 lat temu. Jeżeli dziecko nie przejdzie pewnych etapów rozwoju przynależnych do konkretnego wieku zostanie z tymi brakami już na zawsze. Dobrym przykładem jest tu umiejętność artykulacji, mowa. Chodzi też o umiejętność analizy, tego nauczyć się można tylko skupiając odpowiednio długo na kadrze czy obrazie, czy danej pojedynczej czynności. Współczesne bajki dla dzieci uczą tylko reagować na dźwięk i obraz bo na myślenie przy tak szybkich cięciach nie ma czasu. Podobnie działa wiele apek na smartfony, czy popularnych wśród dzieci filmików na youtubie czy tiktoku. Ma być kolorowo, głośno i szybko, przesuwanie paluchem ma dostarczać przyjemności i tylko tyle. Zero myślenia, zero analizy czy wyciągania wniosków, zero empatii. Nie bez znaczenia jest tu fakt, że wychowane na tabletach pokolenie dzisiejszych 10-15 latków traci sens życia w coraz młodszym wieku, przyrost samobójstw wśród dzieci rośnie z roku na rok. kreatywność spada. Gdzieś się to wszystko wymknęło spod kontroli.

            2
        • Może nie tyle wynalazki (komputer, telefon, smartfon) są złe co nieumiejętne z nich korzystanie. Przy czym dziecko, młody człowiek musi się tego nauczyć, co nie jest proste, dlatego młodzi ludzie (także dorośli) tak łatwo uzależniają się od korzystania ze smartfonu. To uzależnienie to fonoholizm.

          Fonoholizm, czyli uzależnienie od telefonu – dlaczego takie niebezpieczne?

          4

Ostatnie posty

Jan Paweł drugi

Droga do niepodległej Polski

Niebiańskie istoty

Konie

Owczarek niemiecki

Góry

Media