Pytanie tylko z pozoru jest zabawą akademicką.
Odpowiedź na nie może uzasadniać lub odrzucać powszechny dziś proceder przerywania ciąży, który dokonywany jest na świecie w każdej sekundzie, rosnąc do upiornych liczb kilku milionów rocznie.
Tekst ten nie jest tak wyczerpujący, jak bym chciał, to raczej ekspresowy przegląd, jednak mam nadzieję, że daje przynajmniej wstępną pomoc w uporządkowaniu sobie tematu w głowie.
Mimo wrażenia ulotności momentu, kiedy zaczyna się człowiek, wbrew pozorom, da się o tym powiedzieć dość sporo. Umysł szuka racjonalizacji, porządku, kategoryzacji. I tutaj taki zabieg będzie przydatny.
Chcąc dyskutować o tym, kiedy zaczyna się człowiek, a więc – kiedy organizm ludzki zyskuje rzeczywiście ludzkiego charakteru, kiedy napełnia się godnością ludzką i zyskuje jakieś prawa, poruszamy się w kilku różnych obszarach, które można podzielić na kategorie. Na szybko można tutaj wyznaczyć kategorie:
- biologiczna
- filozoficzna
- prawna
- teologiczna
A więc analizując aspekty czysto biologiczne, poruszamy się w jednym ściśle określonym obszarze, znowu z punktu widzenia teologicznego będziemy już używać innych kategorii, choć być może te kategorie będą się niekiedy przenikać (np. teologia – absolutyzując godność ludzką – korzysta z argumentu biologicznego przynależności gatunkowej). Ale mając świadomość rozdzielności tych kategorii, trochę sobie ułatwiamy sprawę w dyskusji.
Możemy też dokonać innego podziału, określając różne przekonania co do tego, czy embrion ludzki jest człowiekiem od razu, czy od jakiegoś momentu, a więc:
- człowieczeństwo opóźnione
- człowieczeństwo równoczesne (od początku)
- nie wiadomo (być może embrion ludzki jest człowiekiem od początku)
Zwolennicy pierwszej opcji wskazują pewne istotne punkty zwrotne życia ludzkiego (życia embrionu), które mogą oznaczać moment, gdy embrion nabiera cech ludzkich, przykładowo może to być kryterium dnia 7, 14, 40, samodzielności, narodzin, psychologiczne, społeczne.
Z kolei argumenty zwolenników człowieczeństwa „od początku” można ująć skrótem SCIP:
- Species – przynależność gatunkowa
- Continuity – ciągłość rozwojowa
- Identity – tożsamość
- Potentiality – potencjalność
Kryterium przynależności gatunkowej mówi, że już jednokomórkowa zygota ma w sobie kompletny zapis genetyczny, który będzie jedynie powielany, ciągle aż do momentu śmierci. Ten genotyp jest specyficzny dla homo sapiens. A więc jasne jest, że ów genotyp to nie przypadkowa papka, a samoorganizująca się istota ludzka w początkowej fazie procesu. Nie jest częścią organizmu matki, ani pasożytem, organizm matki go wspiera i wchodzi z nim w interakcje, których celem jest jego rozwój. O tym kryterium mówili starożytni quod generatur ab homine homo est (to, co jest zrodzone z człowieka, jest człowiekiem). Ważne, że organizm jest zrodzony przez człowieka, by był człowiekiem, nie mają znaczenia żadne jego cechy, tylko już sam ten fakt. Za tym kryterium opowiadają się: Jerome Lejeune, Geralindine Lux Flanagan, Włodzimierz Korohoda, Benedict M. Aschley.
Kryterium ciągłości rozwojowej – opiera się na tym, że rozwój od zygoty jest ciągły i uporządkowany, prowadzi do realizacji danych genetycznych, przechodząc przez kolejne etapy: zygoty, blastocysty, gastruli, embrionu, płodu, dziecka, młodocianego, dorosłego i starca. Te fazy zazębiają się, więc twierdzenie, że jakaś faza nie ma praw ludzkich jest uzurpacją. Opowiadają się za tym: Włodzimierz Fijałkowski, Juan de Dios Vial Correa.
Kryterium tożsamości – mówi o tym, że mimo zmian w kolejnych fazach rozwoju mamy wciąż do czynienia z jedną o tą samą osobą. Przecież nawet u dorosłego człowieka komórki ulegają ciągłym zamianom (np. wszystkie erytrocyty w krwi ludzkiej są wymieniane co ok. 120 dni). Organizm człowieka się wciąż zmienia, ale mamy do czynienia wciąż z tym samym podmiotem. Dorosły nie był kimś innym w dzieciństwie, czy w chwili poczęcia. Ten argument jest bliski dla M. Machinka, Ph. Caspara, M. Hrabowskiej.
Kryterium potencjalności – Tertulian mówił: Homo est et qui est futurum (Człowiekiem jest i ten, kto ma być człowiekiem). Początkowe fazy człowieka mają potencjał tego, kim będzie w przyszłości.

Osobnym zagadnieniem jest określenie, czym jest człowiek w pojęciu zwolenników koncepcji równoczesnej – osobą, człowiekiem właśnie, czy właścicielem duszy, a może po prostu godności ludzkiej? W zależności od przyjętej rzeczywistości ludzkiej możemy mówić o personalizacji jednoczesnej (osobą się jest jednocześnie z poczęciem), animacji jednoczesnej (duszę się ma jednocześnie z poczęciem), hominizacji równoczesnej (człowiekiem się jest jednocześnie z poczęciem).
W obszarze wspomnianych wyżej płaszczyzn dyskursu, zwolennicy personalizacji/animizacji/hominizacji równoczesnej dotykają problematyki następującego rodzaju.
Płaszczyzna biologiczna – tutaj mówimy wyłącznie o życiu ludzkim. Nie odnosimy się do kategorii osoby czy duszy. Odpowiedź jest jedna: życie zaczyna się od poczęcia (nie określamy, czy jest już ono człowiekiem, czy nie).
Płaszczyzna filozoficzna – tutaj raczej nie da się jednoznacznie i empirycznie stwierdzić z całą pewnością, czy człowiek zaczyna się wraz z poczęciem.
Płaszczyzna prawna – odnosi się do tego, czy życie ludzkie od poczęcia jest już podmiotem praw człowieka, czy jest nim od jakiegoś momentu. Zakładając brak empirycznej możliwości stwierdzenia, czy człowiek zaczyna się o poczęcia czy później, odnosimy się do tucjorystycznej zasady wyboru opcji pewnej (in dubio standum est pro valore actus), która mówi, że jeśli mamy wątpliwość, czy mamy do czynienia z osobą ludzką, czy nie, należy zawsze założyć jej istnienie. Obrazuje to porównanie myśliwskie – jeśli nie mamy pewności, czy widzimy dzika czy człowieka, na wszelki wypadek wstrzymujemy się od strzału. Rozstrzygnięcia prawne jednoznacznie wskazują, że faza embrionalna ludzkiego rozwoju powinna być wzięta pod prawną ochronę.
Płaszczyzna teologiczna – czy zmarłe embriony mogą dostąpić życia wiecznego? Teologia odpowiada: Tak. Ta odpowiedź wynika z przyjęcia kryterium przynależności gatunkowej ludzkiego zarodka. „Skoro już na poziomie zygoty jest on w pełni wyposażonym genetycznie człowiekiem, to jedyną logiczną konsekwencją jest przyznanie mu atrybutu podobieństwa do Boga oraz wezwania do nieśmiertelności (ks. A. Muszala, vide Międzynarodowa Komisja Teologiczna: Nadzieja zbawienia dla dzieci zmarłych bez chrztu, Radom 2008).

Ważne wydaje mi się podkreślenie, że podział między zwolennikami różnych koncepcji (np. między zwolennikami hominizacji równoczesnej i opóźnionej) to nie jest podział między ateistami a wierzącymi. To błąd – wielu ludzi niereligijnych uznaje zasadę hominizacji równoczesniej, bo nie jest ona często w ogóle dziedziną wiary religijnej.
Osobną kwestią jest także zasadność ochrony życia ludzkiego, która jest elementem naszej cywilizacji – można powiedzieć cywilizacji łacińskiej (w koncepcji F. Konecznego), czy – znacznie szerzej, choć jest to już nie tak pewne – cywilizacji chrześcijańskiej (czy można do niej zaliczyć cywilizację zachodniej Europy, gdzie już dochodzi do eutanazji zdrowych 30-letnich osób?)
Na tę chwilę zakładamy i postulujemy, że ochrona życia ludzkiego jest zawsze zasadna. A skoro tak, już choćby na tle argumentów wynikających z płaszczyzny prawnej powinno być chronione od początku.
Jeśli kwestionuje się tę zasadność, kwestionuje się także zasadność ochrony życia ludzkiego w ogóle. A więc – otwierając furtkę przerywania ciąży pozwalamy w jakimś stopniu uchylić prawo ochrony życia ludzkiego. Nawet jeśli w niewielkim (bo tyczy tylko jego początkowej fazy), to przekraczamy tym samym Rubikon. Pytanie, czy naprawdę chcemy to robić? Jeśli tak, to logicznie rzecz biorąc – nie ma żadnych granic i przeciwskazań, by – konsekwentnie – pewnego dnia pozwolić rodzicom bądź lekarzom odebrać życie urodzonym już dzieciom.
Bibliografia: Ks. Andrzej Muszala, Czy embrion ludzki jest osobą ludzką? Międzywydziałowy Istytut Bioetyki Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, w: Człowiek – od kiedy?, Polska Akademia Nauk, Oddział w Poznaniu, Ośrodek wydawnictw naukowych, Poznań 2013.
Fot. envato na licencji.
Tylko Polska
@chicku Pytanie w którym momencie pojawia się dusza? Bez duszy bylibyśmy skorupą. Czy bez duszy można być dalej człowiekiem? Może to głupie co napisałam
Łukasz
Zgadza się, na pewno dusza pojawia się od razu w człowieku. Wynika to choćby z kryterium przynależności gatunkowej (z człowieka jest człowiek i jest nim niezależnie od tego, jakie posiada czy jakich cech nie posiada). A jako, że człowiek jest stworzony na podobieństwo Boga, posiada duszę zawsze, niezależnie od etapu rozwoju.
Radosław Kordowski
Bardzo dobry artykuł. Zgadzam się ze wszystkim, aczkolwiek artykuł jak sam podkreśliłeś (w kontekście filozoficznym) nie odpowiada na pytanie od kiedy człowiek jest człowiekiem. W kontekście prawnym odpowiada pod względem „niepewności”. Pod względem biologicznym nie mówi o byciu człowiekiem, tylko o początku życia ludzkiego. Powyższe powoduje, że niestety osób, które mają swoje przekonania nie da się w ten sposób przekonać, że komórka powstała poza organizmem człowieka jest już człowiekiem. (Chodzi o invitro) Tym bardziej, że sam powołujesz się na argument, że to co nie powstało z człowieka, człowiekiem nie jest. Człowiek poprzez invitro powstaje w próbówce.
I tutaj prawo nie działa w sposób logiczny tak jak piszesz, bo gdyby działało, to nie byłoby możliwe zamrażanie takich komórek, skoro są już ludźmi. Zatem rubikon już został przekroczony i nie tylko w Polsce, lecz prawie na całym świecie. Nawet u tych, którzy teoretycznie sa „narodem wybranym” jest prawo do aborcji. Dlatego to nie są na tyle twarde argumenty dla zwolenników aborcji w pierwszym okresie rozwoju człowieka, aby mogły zmienić ich nastawienie. Dlatego tutaj chodzi jednak o przekonania, czyli filozofię życia. Ja np. wierzę, że ta pierwsza komórka jest już człowiekiem, a ktoś inny w to nie wierzy i ma do tego prawo. Zatem w mojej ocenie, tutaj sytuację może rozwiązać tylko wola większości. Jeśli osób takich jak Ty i ja jest więcej, to takie powinno być prawo.
Łukasz
Starożytny argument, że to co pochodzi z człowieka jest człowiekiem myślę, że raczej przemawia właśnie za tym, że z in vitro także, bo przecież chodzi jedynie o naczynie (łono matki – próbówka), zaś materiał włożony do próbówki pochodzi od mężczyzny i kobiety, a więc jest z człowieka. Do in vitro są jeszcze inne zastrzeżenia, bo nawet gdyby podjęto decyzję, że nie tworzymy zarodków nadliczbowych, tylko jeden (byłoby to zbawienne) i ten aplikujemy kobiecie, to i tak jest to niegodne. Ale najgorsze jest właśnie to, o czym wspominasz – że tworzy się zarodki nadmiarowe, których się nie wszczepia kobiecie do macicy, są mrożone i przechowywane w tysiącach i więcej. Być może nigdy nie zostaną one podane żadnej kobiecie i pewnego dnia zostaną zniszczone (dokona się ich Holocaust). Prowadzi to też do innych problemów etycznych, np. pytanie, co jeśli taki zarodek wszczepi się do macicy córki jego rodziców? Nawet jeśli kogoś nie przekonamy filozoficznie, że są to ludzie, to prawnie – chcąc być uczciwym – trzeba zakładać, że nimi są i należy im się ochrona prawna. Niestety prawo w Europie (i pewnie nigdzie) nie jest konsekwentne, biorąc pod uwagę, że często łamie się wprost nawet zasady konstytucyjne, w UE często nie przestrzega się traktatów (np. wchodzenie w kompetencje państw unijnych), a co dopiero takie niuanse, jak ochrona prawna dzieci nienarodzonych – prawo w tym zakresie jest na pewno łamane. Prawo w Unii jest łamane w zakresie ochrony życia, łamane jest nawet w Polsce, gdzie – choć mniej, to na pewno morduje się dzieci (np. poczęte w wyniku gwałtu) i nie respektuje się ich prawa do ochrony życia. Niestety ale tak jest – prawo do ochrony życia jest łamane. Dotyczy to tak aborcji jak in vitro. Nawet jeśli filozoficznie nikomu nie udowodnimy, że są ludźmi na etapie próbówki, to też nikt filozoficznie tego nie wykluczy. A prawo w sytuacji niepewności każe takie istoty chronić. Dla mnie to jest dość jednoznaczne. Zresztą, filozoficznie można używać różnych argumentów, jednak w mojej ocenie argumenty człowieczeństwa od początku (hominizacji/personalizacji natychmiastowej) są znacznie mocniejsze. Oczywiście jest to subiektywna ocena, na szczęście wszystko wskazuje, żę nie trzeba tego wyjasniać, by wciąż oczekiwać, by życie ludzkie było bezwarunkowo chronione (bo nawet bez udowodnienia filozoficznego ciągle mamy domniemanie prawne).
Masz rację, że Rubikon został przekroczony. Jednak opór przed aborcją w każdej formie jest zdrowym odruchem i chęcią powrotu do porządku prawnego. Dlatego myślę, że katolicy nigdy nie powinni się godzić na aborcję w żadnej formie. Oczywiście zakładając, że śmierć dziecka w wyniku ratowania życia matki nie jest aborcją. Natomiast aborcja eugeniczna, czy np. ze względu na gwałt, nie jest absolutnie dopuszczalna. Myślę, że stojąc twardo na tym stanowisku, też jakoś wpływamy na sumienia tych, którzy nie widzą w tym nic złego i może przynajmniej – przez taki katolicki znak sprzeciwu – sumienia niektórych z nich się poruszą.
Myślę, że demokratycznie można dokonywać rozwiązań prawnych. Ale trzeba zastrzec, że ta decyzja o dopuszczeniu aborcji jest ograniczeniem prawnej ochrony życia, inaczej łamiemy to prawo – i taki stan jest obecnie – wszędzie, gdzie dokonuje się aborcji czy nawet in vitro, łamana jest prawna zasada ochrony życia człowieka. Więc chcąc głosować za tym, trzeba napisać jasno: czy zgadzamy się na zmianę zasad funkcjonowania prawa w Polsce poprzez OGRANICZENIE prawa człowieka do opieki i ochrony? Jeśli tak, ograniczamy to prawo, wtedy OK, większość chce żyć w takim świecie, trudno. Ale trzeba postawić sprawę na ostrzu noża. A jeśli chcemy jednak żyć w świecie, gdzie prawa człowieka nie są ograniczone, wtedy nie da się tego pogodzić z prawem do aborcji. Albo albo.
Wiele osób traktuje aborcję emocjonalnie i żadne argumenty ich nie przekonają, choćby filozificzne – nic to nie da. Dla mnie te argumenty prawne są dużo jaśniejsze, bo filozofia – wiadomo – jest dość nieuchwytna, natomiast prawnie aborcja czy in vitro nie ma prawa funkcjonować, a funkcjonuje. I skoro tak oczywiste argumenty, można powiedzieć matematyczne ich nie przekonują, to filozoficzne też by ich nie przekonały. Wiesz, wielu zwolenników aborcji jednak uważa, że prawo do zabicia własneog dziecka jest prawem kobiety do własnego ciała. Widać po tym, że dla nich żadne argumenty logiczne nie mają znacznia i trzeba brać pod uwagę, że jest taka grupa, która polega tylko na argumentach emocjonalnych. Z tymi trudno dyskutować, bo mając nawet jasny przepis prawny, oni pojada na Słowację i tam zrobią swoje (świadomie sprzeciwiając się prawu). Do nich nic nie przemówi, prócz może postawa sprzeciwu, która – może kiedyś obudzi w nich sumienie. Wiele kobiet żałuje swojego czynu i zmaga się z depresją, nawet jeśli nie od razu, to na starość. O tym wbrew pozorom mówi sporo psychologia (aczkolwiek to się leczy raczej tabletkami niż jakąś głębszą refleksją – która byłaby pewnie zbyt trudna do udźwignięcia)
Radosław Kordowski
No to już teraz pełna zgoda, że gdyby miało być takie referendum to kluczem są pytania, które w sposób jasny muszą edukować Polaków, czy zgadzasz się na pozbawienie prawa do życia człowieka w pierwszym stadium rozwoju. To musi wybrzmieć, bo tylko takie pytanie daje do myślenia. Gdy mówi się o aborcji, to wielu mogłoby zagłosować za tym jako prawem do zabiegu. Dlatego rozumiem sens naszej dyskusji, że wolałbyś uniknąć takiego referendum, bo masz obawę, czy Polacy mogliby racjonalnie myśleć. Zatem kluczem jest tutaj umiejętne postawienie pytania. Dlatego wnioskodawcą powinien być prezydent, ale czy obecna Koalicja nie próbowałaby zmienić treści pytań? To jest największe ryzyko.
Jan
Bardzo dobry artykuł. Nie będę go komentował, ale polecam przeczytać z uwagą.
Łukasz
dzięki za dobre słowo 🙂