Jak odczarować krucjaty?

1.

W 1999 roku, w 900-setną rocznicę pierwszej krucjaty do Ziemi Świętej, do Jerozolimy wkroczyły grupy pobożnych protestantów w koszulkach z napisem „przepraszam” w języku arabskim. Łącznie spodziewano się 2000 uczestników tego niecodziennego marszu. W ten sposób chcieli oni wyrazić ekspiację wobec Żydów i Arabów za krucjaty, „rzeź” dokonaną z rąk chrześcijan.

The Guardian:

„Dziewięćset lat po tym, jak pierwsi krzyżowcy dotarli do Jerozolimy z misją wyzwolenia Świętego Miasta spod kontroli islamskiej, dokonując przy tym masakry dziesiątek tysięcy Żydów i muzułmanów, druga fala zachodnich chrześcijan przybywa dziś w zupełnie innym celu – przeprosić za działania ich krwiożerczych przodków. […]

Głęboko żałujemy okrucieństw popełnionych w imię Chrystusa przez naszych poprzedników… Przebacz nam, że pozwoliliśmy, aby Jego imię było kojarzone ze śmiercią”.

Uczestnicy to ochotnicy, głównie ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Niemiec, a większość to protestanci.”1

New York Times (20.06.1999, s. 15) pisał, że krucjaty są porównywalne z hitleryzmem albo czystkami etnicznymi w Kosowie.2

Zła sława krucjat jest powszechna. Atakując Kościół wymienia się je jednym tchem po przecinku z inkwizycją czy paleniem czarownic. Czy chrześcijanie dość już uderzyli się w pierś? Czy wystarczająco już przeprosili? Ale może warto zapytać – czy rzeczywiście to, co słyszymy na temat tamtych wydarzeń jest prawdą?

2.

Niewątpliwie w przypadku krucjat, inkwizycji czy stosów zachodzi jedna prawidłowość – im lepiej poznajemy te wydarzenia, tym trudniej o tak radykalne sądy, jak te przytaczane choćby powyżej przez NYT.

Weźmy jeden przykład – czwarta krucjata (1202-1204), w ramach której siły zbrojne europejskiego rycerstwa zamiast ruszyć do Ziemi Świętej, krwawo złupiły Konstantynopol. Trudno się nie oburzyć, niejeden katolik powie teraz: „Ok, jeśli to prawda, rzeczywiście krucjaty są wstydliwą kartą Kościoła, mea culpa, prawosławni rzeczywiście słusznie się oburzają, że krzyżowcy złupili ich stolicę – Bizancjum”.

Spójrzmy jednak, jak dokładnie wyglądało tło wydarzeń (opisuje je O. dr hab. Tomasz Gałuszka OP, mediewista, dominikanin, dyrektor Dominikańskiego Instytutu Historycznego w Krakowie w książce Inkwizytor też człowiek3).

Krzyżowcy w tej wyprawie, zamiast pieszo przejść do Ziemi Świętej tradycyjną drogą lądową, umówili się z weneckimi kupcami na transport drogą morską do Egiptu, skąd mieliby znacznie bliżej, jako że Egipt sąsiaduje z Palestyną. Doszło jednak do zatargu, bo pojawiło się mniej krzyżowców niż zakładano – stąd nie mogli się wywiązać z umówionej kwoty, jednocześnie prawdopodobnie podniesiono łączną cenę za transport. W tym momencie doża wenecki Enrico Dandolo uznał, że warto wykorzystać krzyżowców do windykacji długów w chorwackim Zadarze, za co miał im zmniejszyć koszty transportu. Krzyżowcy poszli krok za daleko i złupili Zadar (za co papież zresztą wydał ekskomunikę, której jednak bano się odczytać krzyżowcom). Przeprawa morska do Egiptu dalej nie mogła dojść do skutku. W tym momencie z pomocną ręką wyszedł przyszły cesarz Bizancjum Aleksy IV, który poprosił krzyżowców o pomoc w rozwiązaniu wewnętrznego konfliktu o władzę, za co w zamian wspomoże ich finansowo i militarnie. Krzyżowcy przystali na umowę, a samo pojawienie się ich pod Konstantynopolem pozwoliło łatwo Aleksemu IV odzyskać władzę. Krzyżowcy stali więc pod murami, jednak Aleksy odmówił wywiązania się z umowy. Minął rok, który krzyżowcy spędzili pod murami miasta. Można sobie wyobrazić poziom ich frustracji. Tymczasem nastąpiła kolejna zmiana i władzę w mieście przejął Aleksy V, który obiecał rozgromić armię darmozjadów koczujących pod murami. Krzyżowcy poczuli się oszukiwani, w dodatku w perspektywie spodziewanego ataku ze strony miasta, zamiast biernie czekać postanowili sami uprzedzić atak i uderzyć na Konstantynopol, tak zrobili, bezprzykładnie wylewając całą swoją frustrację. Warto tutaj dodać, że nieco wcześniej – w 1182 – doszło w Konstantynopolu do rzezi mniejszości rzymskokatolickiej, o czym na pewno pamięć była jeszcze żywa.3 To tylko jeden przykład, który pokazuje, że sytuacja polityczna w średniowiecznej Europie w okresie krucjat była bardziej złożona, niż zdaje się sugerować dzisiejszy uproszczony obraz tamtych czasów.

Paradoksalnie krucjaty były związane z nadzieją Stolicy Apostolskiej, że pomoc Bizancjum wobec zagrożenia z południa raczej zbliży na powrót do siebie zachodnie i wschodnie chrześcijaństwo.4

3.

Wiele mitów związanych z krucjatami wynika z wielowiekowych przeinaczeń, których początkiem zresztą był już okres epoki oświecenia, w czasie którego za sprawą francuskich i brytyjskich intelektualistów „wynaleziono wieki ciemne” po to, by „gloryfikować samych siebie i oczernić Kościół” – jak w swojej książce „Nie mów fałszywego świadectwa” pisze protestancki wieloletni badacz tej tematyki, Rodney Stark z Baylor University.

To nie XX-wieczni antyklerykałowie, ale już Wolter w oświeceniu pisał o krucjatach, jako „epidemii furii, która trwała przez dwieście lat i zawsze była naznaczona wszelkim okrucieństwem, wszelką perfidią, wszelkim rozpasaniem i wszelkim szaleństwem, do jakiego zdolna jest ludzka natura” (za: Richard Jean, The Crusades, Cambridge University Press, Cambridge 1999, s. 475).

David Hume: krucjaty były „najbardziej charakterystycznym i najtrwalszym pomnikiem ludzkiego szaleństwa, jakie nie pojawiło się nigdy wcześniej w żadnym wieku ani narodzie” (David Hume, The History of England).

Denis Diderot: „czas najgłębszej ciemności i największego szaleństwa […], kiedy to zawleczono znaczną część świata do nieszczęsnego małego kraju, by podrzynać gardła mieszkańców i zdobyć skalisty szczyt niewart nawet jednej kropli krwi”. (Richard Jean, op. cit.)

Cytaty można mnożyć i na przestrzeni wieków pewnie zapełniłyby one niejedną księgę. Zwykle były niczym więcej jak budowaniem mitu złych karygodnych krucjat, tworzonym może celowo, a może nieświadomie, na pewno – biorąc pod uwagę szereg określeń w nich stosowanych, wbrew faktom i wiedzy historycznej.

4.

Na fakt częstego przeciwstawiania okrucieństwa krzyżowców z kulturą i łaskawością mahometan (na przykładzie sułtana Saladyna), o. Tomasz Gałuszka OP stwierdza:

Niestety, nasza wiedza historyczna w większości opiera się na traktowanej jak dogmat fikcji literackiej i filmowej, a nie na poważnych opracowaniach naukowych. One zaś pokazują jednoznacznie, że proste przeciwstawienie źli – dobrzy jest nieporozumieniem. Dziś już wiemy, że zdobycie Jerozolimy w czasie pierwszej krucjaty nie było aż tak brutalne, jak przedstawili je kronikarze. Natomiast trzeba pamiętać, ze po bitwie pod Hittin, czyli w decydującym momencie, kiedy szala zwycięstwa przechyliła się na stronę Saladyna, co ostatecznie doprowadziło do zdobycia Jerozolimy, jeńcy nie byli oszczędzani. Saladyn kazał ściąć wszystkich ,którzy się tam pojawili. Krzyżowcy jeńców nie zabijali.”

Manipulacje historyczne doprowadziły do tezy, która pojawiła się w XX w., uzasadniająca krucjaty na tle materialistycznym. Otóż w jej myśl chodziło o to, że w Europie był to czas przeludnienia, zaś wysłanie sporej liczby synów do wojny o Jerozolimę, było z jednej strony sposobem na poradzenie sobie z nadmiarem ludności, a z drugiej – było źródłem niezłego dochodu, pochodzącego z łupów wojennych. Niektórzy historycy twierdzili też, że zyski mogły płynąć ze spodziewanego napływu pielgrzymów do Ziemi Świętej, a także chodziło o pozyskanie nowych rynków zbytu dla Kościoła (Hans Mayer). Historyk Geoffrey Barraclough: „nasz werdykt dotyczący krucjat [sprowadza się do tego, że rycerskie osady zakładane na Wschodzie były] ośrodkami wyzysku kolonialnego”. Pisarka Karen Armstrong: „Były to nasze pierwsze kolonie”.5 Taki przekaz płynął też z podręczników akademickich.

Te rewelacje jednoznacznie odrzuca dziś wielu historyków (m.in. Alfred J. Andrea, Peter Edbury, Benjamin Z. Kedar, Thomas F. Madden, Edward M. Peters, Jean Richard, Jonathan Riley-Smith, Christopher Tyerman).

5.

Rzeczywista przyczyna krucjat była prosta: rzezie pielgrzymów w Ziemi Świętej, islamskie prowokacje, niszczenie miejsc kultu (m.in. zniszczenie wspaniałej Bazyliki Grobu Świętego na polecenie kalifa Al-Hakima w 1009 r.).

Rodney Stark:

„Choć wyprawy krzyżowe zainicjowało wezwanie papieża, nie miało to nic wspólnego z nadziejami na nawracanie muzułmanów. Krucjaty nie były też organizowane i prowadzone przez „ponadplanowych” synów, lecz przez ludzi stojących na czele wielkich rodów, w pełni świadomych, ze koszty takich wypraw znacznie przewyższą bardzo skromne spodziewane zyski; większość z nich udawała się na krucjaty, ponosząc w pełni koszty wyprawy i doskonale zdając sobie sprawę, że narażają się na bankructwo. Co więcej, państwa krzyżowców, które powstały w Ziemi Świętej i które przetrwały dwa wieki, nie były wspierane przez lokalne daniny, lecz wymagały ogromnych subsydiów z Europy. Całkowicie nierozsądne jest też odnoszenie współczesnych pojęć dotyczących prowadzenia działań militarnych do średniowiecznych wojen – zarówno chrześcijanie, jak i muzułmanie przestrzegali całkowicie odmiennych zasad obowiązujących podczas walki. Wreszcie twierdzenie, jakoby muzułmanie przez tysiąc lat żywili głęboką urazę w związku z krucjatami, jest nonsensem; pojawiła się ona dopiero około roku 1900 w reakcji na upadek Imperium Osmańskiego i początek europejskiego kolonializmu na Bliskim Wschodzie.”.6

O przyczynach krucjat wspomina też o. dr hab. Tomasz Gałuszka OP:

„Pamiętajmy o tym, że krucjaty nie wyruszyły dlatego, że muzułmanie sobie spokojnie żyli i tłumaczyli dzieła Arystotelesa, ale ponieważ Grób Święty został zniszczony, a miasta bizantyjskie były atakowane przez Turków seldżuckich. Seldżucy należeli do najbardziej radykalnego odłamu sunnitów. Ich następcami są dzisiejsi twórcy Państwa Islamskiego. To był i jest bardzo brutalny islam. W momencie wyruszenia pierwszej krucjaty agresja muzułmańska trwała już co najmniej 100 lat. Nieporozumieniem byłoby powiedzieć: nie reagujmy, przyglądajmy się, wysyłajmy noty, wyrażajmy niepokój. Krucjaty zostały wywołane agresją islamu. Już z tego względu dzisiejszy dżihad nie jest odpowiedzią na krucjaty. […]

Krucjata przeciw katarom (1209-1229) została spowodowana zamordowaniem nuncjusza papieskiego Piotra z Castelnau. Przykładów agresji można by podać więcej. A na jaką agresję odpowiadają dżihadyści? […] W pierwszym przypadku mamy […] wojnę jako reakcję na agresję, w drugim – niczym niesprowokowane zwalczanie niewiernych”.7

6.

Tematyce manipulacji wokół krucjat dałoby się poświęcić kilkutomową monografię. Ważne, by mieć świadomość, że to, co potocznie mówi się o tych zdarzeniach, włączając je w litanie wyrzutów pod adresem Kościoła, często wynika z tkanych przez wieki kłamstw i manipulacji. W efekcie da się tworzyć sążniste dzieła dowądzące na masie cytatów począwszy od oświecenia, które jednoznacznie oczerniają krucjaty i przedstawiają je jako haniebne, okrutne i barbarzyńskie. Pytanie jednak ,czy chcemy powielać fałszywe stereotypy, czy przeciwnie – mieć ambicje by szukać prawdy historycznej.


Przypisy:

  1. https://www.theguardian.com/world/1999/jun/28/islam – dostęp 14.04.2023.
  2. Rodney Stark, Nie mów fałszywego świadectwa. Odkłamywanie wieków antykatolickiej narracji, PIW, Warszawa 2018, s. 120.
  3. Tomasz Gałuszka OP, Inkwizytor też człowiek. Intrygujące karty Kościoła, Pod redakcją Macieja Mullera, W drodze, 2016, s. 38-40
  4. Ks. Antoni Witkowiak, Propedeutyka teologii katolickiej, Księgarnia św. Wojciecha, Poznań, 1971, „Stolica Apostolska łączyła z wyprawami krzyżowymi nadzieję, że Wschód, wdzięczny za okazaną pomoc, pojedna się z Kościołem zachodnim”.
  5. Rodney Stark, op. cit.
  6. Idem. Autor temat ten rozwija szczegółowo na stronach 124-142 tego opracowania. Wymienia też kolejnych historyków, którzy dodatkowo rozszerzają temat, jak Thomas F. Madden (prof. historii i dyrektor Center for Medieval and Renaissance Studies na uniwersytecie Saint Louis – „napisał dziesięć dobrych książek; nie ustawał też w wysiłkach, by zmienić powszechną opinię na temat krucjat, starając się dowieść, że były to wojny obronne”), Jonathan Riley-Smith (jeden z najwybitniejszych historyków zajmujących się tematem wypraw krzyżowych), Sir Steven Runciman, Christopher Tyermann (prof. historii wypraw krzyżowych – Oksford, jego studium (1040 stron) dowodzi, że „krzyżowcy kierowali się motywami religijnymi i płacili ogromną cenę – pieniędzy i życia – za swoje wyprawy”)
  7. Tomasz Gałuszka OP, op. cit., s.41-43.

W nagłówku: James William Glass Richard, Coeur De Lion, W drodze do Jerozolimy

Udostępnij ten post
Oceń tekst:
30
9 komentarzy
  1. Z jednej strony chciało by się powiedzieć- jak najwięcej takich artykułów odkłamujących historię, z drugiej strony jest świadomość, że i tak nie spowoduje to powszechnego odrzucenia stereotypów. Kto się tym interesuje i nie jet uprzedzony, ten najczęściej już ma jakieś pojęcie o tej potężnej manipulacji, kto się nie interesuje lub jest uprzedzony, to nawet jeśli przez przypadek natrafi na ten artykuł, przestanie czytać po paru zdaniach psiocząc, że znów katole próbują wybielić swoją brudną historię. Z tego, co uczono mnie w podstawówce można by wywnioskować, że zanim dotarł na polskie ziemie Kościół, był to kraj ludzi światłych, oczytanych, ze sprawiedliwymi sądami, potem przyszli księża i zabronili ludziom czytać, wymyślili tortury żeby biedacy przyznawali się do winy i zaczęli szukać i palić czarownice. Wielu ludzi zostało na tym poziomie wiedzy i odkłamanie w powszechnej świadomości krucjat, Inkwizycji czy w ogóle roli Kościoła w średniowieczu jest nie tyle trudne, co prawie niemożliwe, niestety. Choć, oczywiście, takie artykuły są bardzo potrzebne, ale dla pogłębienia wiedzy osób zainteresowanych, nie do przekonania tych, których przekonać się nie da.

    • Dlaczego niemożliwe? Mówią, że kropla drąży skałę. Stan obecny, jak sam Pan zauważył mamy przez intensywne sianie propagandy przez wrogów Koscioła. Potrzeba takiej kontrofensywy ze strony wiernych (którzy nie poddadzą się przy czytaniu takich artykułów). Gdyby katolicy znali swoją historię i uczyli się prawdy, a nie „prawdy” od lewicowych propagandystów mieli by odwagę stawać do dyskusji i bronić swojej tożsamości. Teraz za to mamy „Kościół przepraszający” z którego ludzie odchodzą, bo się go wstydzą, a którego tak naprawdę nie znają. Potrzeba nam globalnego przebudzenia, ale nie nastąpi ono od razu dlatego trzeba siać prawdy ile i gdzie się da, może akurat spadnie na żyzną ziemię i wyda owoce 🙂

  2. Dzięki za artykuł. Jest naprawdę dobry. Szkoda, że nie studiowałem historii! Wiele faktów odnośnie krucjat wtłaczano nam w głowy nie bazując na źródłach i faktach. To prawda, że realia średniowiecza były inne niż obecna rzeczywistość. Nie jest więc mądre naszą miarą oceniać tamte wydarzenia. Niestety te wybiórcze informacje odnośnie krucjat mocno się ugruntowały w zbiorowej świadomości. Dlatego warto o tym pisać i rozmawiać by odkłamywać historię.

    • @koszalek dokładnie, też tak myślę, że warto by takich treści pojawiło się więcej, mam wrażenie, ze katolicy często sami zostali już przekonani przez kulturę masową

  3. Myślę, że jeszcze wiele jest takich przekłamań do odkręcenia, odkąd historię, i generalnie przewagę, w Europie i Ameryce zyskali protestanci i inne odłamy chrześcijaństwa zachodniego. Dzięki, za ten artykuł.

    • @kamilabogdanowic tak, masz rację, wiele jest takich przekłamań i one spokojnie sobie egzystują, ciężko z nimi walczyć, bo kultura jest ich pełna (Polacy mordowali Żydów, Watykan współpracował z Hitlerem, Kościoł palił masowo czarownice na stosach, a średniowiecze było zacofane

      • Tak po prawdzie, należało by się zastanowić, czy jest chociaż jeden rozdział historii, który nie został w jakiś sposób przeinaczony. Odkąd studia to powielanie tez, a te tezy zdają się być strzeżone, jak dogmaty wiary, nie liczyłabym na uczciwą wykładnię.
        Niby każdy laik ma prawo się wypowiedzieć, jednak zaciemnia to i tak spaczony różnymi wpływami obraz naszej przeszłości. Faktycznej polemiki, wspartej o dowody w źródłach jest na prawdę niewiele, za to „gównoburzy” produkowanych pod propagandę całe internety.

  4. Trudna sprawa, bo mit o krucjatach jest utrwalony. A ponieważ przeciwnikom KK on pasują więc chętnie go powielają przy każdej okazji.

    • @eljot60 dlatego warto mówić jak jest, wałkować temat, by choć uczciwi wiedzieli mniej więcej, jak to naprawdę było. Temat na pewno jest trudny, bo mało komu chce się wgryzać w realia średniowieczne

Zostaw komentarz