Wybitny naukowiec, noblista z dziedziny fizyki Ivar Giaever zadał na forum publicznym bardzo trudne pytania na temat „Globalnego ocieplenia”, ale zamiast uzyskać merytoryczną odpowiedź w pierwszej kolejności określono, że nie ma on prawa zadawać takich pytań i mieć wątpliwości, bo jest tylko fizykiem, a nie jest klimatologiem.
I aby było jasne, naukowiec noblista nie podważa tego, że temperatury na ziemi mogą rosnąć. Tutaj chodzi o dwie różne tezy.
👉 Pierwsza pisana przeze mnie w cudzysłowie „Globalne ocieplenie” to teza klimatologów, że to tylko człowiek je wywołuje.
👉 Druga to teza pozostałych naukowców,
że globalne ocieplenie to naturalny proces Ziemi, która od ostatnich 100 lat wychodzi z Małej Epoki lodowcowej o czym wspomina noblista Ivar Giaever i dlatego wzrasta temperatura powracając do stanu wcześniejszego.
I co ciekawe żaden naukowiec nie podważa wyników odczytów pomiarów badawczych wskazujących na rosnącą średnią temperaturę, aczkolwiek podważana jest metoda ich analizy, która od niedawna uwzględnia w pomiarach temperaturę oceanów, gdzie takiej temperatury nikt wcześniej nie badał, bo nie było na to technologicznych możliwości.
Zatem noblista krytykuje to, że dodano kolejny pomiar badawczy zmieniający całkowicie średnią temperaturę na naszej planecie, a jak wiadomo temperatury oceanów są również zależne od aktywności podwodnych wulkanów, od źródeł geotermalnych, czy najważniejsze od pobierania promieniowania słonecznego.
Fizyk logicznie uzasadnia, że dodanie takiego czynnika znacząco wykrzywia wszelkie wcześniejsze źrodła danych o temperaturze panującej na Ziemi. Noblista zwrócił również uwagę, że takie mieszanie źródeł danych może wręcz wypaczać globalny odczyt temperatury.
Podkreślając, że maksymalna średnia temperatura, jaką kiedykolwiek zmierzono na Ziemi, miała miejsce 24 lata temu w 1998 roku.
Naukowiec podkreśla, że gdyby od zawsze była tak duża ilość czujników mierzących temperaturę prądów oceanicznych, można byłoby to jakoś uśredniać, ale tak nie było poprzez ograniczenia technologiczne i przecież jeśli dano więcej czujników tam, gdzie są ciepłe prądy oceaniczne i mniej czujników w okolicach bieguna południowego, gdzie od lat notowane są rekordowo najniższe temperatury, to można w ten sposób wykoleić lub dopasować każdą teorię do danej tezy. Zatem wg. naukowca powinno się poddawać analizie tylko odczyty w stałych miejscach na lądzie.
Wspomniany fizyk noblista uważa również, że ten proces podgrzania zaczął się na naszej planecie zupełnie niezależnie od działaności człowieka, bo nasza Ziemia 100 lat temu wychodziła z Małej epoki lodowcowej.
Przypominam, że Mała epoka lodowcowa klimatycznie trwała od 1570 do 1900 roku i w tym czasie temperatury na ziemi, były co najmniej o 1 – 2 stopnia niższe niż obecnie.
Kto nie uczył się o tym w szkole warto, aby uzupełnił swoją wiedzę.
✅ Dlatego na podstawie powyższego tysiące sygnatariuszy z 40 różnych krajów – naukowców z różnych dziedzin, na czele ze wspomnianym wyżej noblistą podpisało się pod oświadczeniem, że jest zupełnie dla naszej planety naturalnym zwiększenie o 1, czy 2 stopnie Celsjusza temperatury w ostatnich 100 latach po wyjściu z Małej epoki lodowcowej, która trwała 330 lat. Naukowcy podpisani pod oświadczeniem w wielkim skrócie uważają, że notowany wzrost temperatur, to naturalny powrót do pierwotnych temperatur panujących na Ziemi zanim nastąpiła Mała epoka lodowcowa.
Co więcej, nie wiadomo przecież jakie dokładnie temperatury panowały przed 1570 rokiem, aby sądzić, że dzisiejsza temperatura znacząco odbiega od panującej w tamtych czasach.
Tym bardziej, że jedyne temperatury jakie są nam znane z tamtego okresu, to szacunkowe rekonstrukcje oparte na podstawie modelu matematycznej analizy radiowęgla C14.
Zatem korelowanie ze sobą tak niemiarodajnych danych szacunkowej rekonstrukcji historycznej temperatury panującej przed 1570 rokiem n.e. do dzisiejszych precyzyjnych danych uzyskiwanych z odczytów tysięcy termometrów rozlokowanych na całym świecie jest z założenia niezgodne z metrologią badawczą. I taką niezgodność podkreślają naukowcy geolodzy i fizycy, a na powyższy argument niezgodności metrologicznej nie ma odpowiedzi ze strony klimatologów. Klimatolodzy jako a priori uznają szacunkowe rekonstrukcje temperatur jako kluczowe dowody, a przecież to nie są dowody,
a jedynie matematyczne modele zawierajace w sobie bardzo duży stopień nieprecyzyjności.
Tym bardziej, że mówimy tutaj o bardzo małej różnicy termicznego wzrostu na przestrzeni ostatnich 150 lat, która oscyluje wokół uśrednionego 1,5 stopnia Celsjusza. Przypominam, że pierwszy bardziej dokładny termometr wynaleziono dopiero w 1644 roku,
a na skalę Celsjusza czekano kolejne 100 lat.
Zatem nie mamy precyzyjnych, historycznych (przed Małą epoką lodowcową) odczytów średniej temperatury na Ziemie pochodzących z instrumentów badawczych zbliżonych dokładnością odczytu do obecnych termometrów. Z uwagi na to, nie ma jednoznacznego dowodu, aby podważyć tezę, że obecny wzrost temperatury jest jedynkę dynamicznym powrotem do średniej temperatury jaka panowała przed 1570 rokiem.
Dlatego noblista określił korelowanie danych rekonstrukcyjnych z danymi rzeczywistymi jako pogwałcenie zasad naukowych i dlatego tezę klimatologów o „Globalnym ociepleniu” nazwał ekologiczną religią, a nie nauką przestrzegającą podstawowych zasad badawczych.
Ponadto tempo wzrostu, czy obniżenia temperatury również nie jest znane, bo nie znamy tempa spadku temperatury przed 1570 rokiem, aby uznać, że temperatura nie ma prawa samoczynnie się obniżyć lub podwyższyć o 1,5 stopnia Celsjusza przez okres 100 lat.
Ponadto za samo tempo wzrostu temperatury
(o ile nie jest zniekształcone przez manipulowanie lokacją czujników oceanicznych) jest odpowiedzialne również sprzężenie zwrotne.
Czyli proces, gdzie nasza planeta się samoczynnie podgrzewa poprzez naturalną emisję CO2 przez oceany, gdzie tak wyzwolona emisja powoduje podgrzanie lodowców i w ten sposób uwalniane są kolejne gazy cieplarniane, podobnie jak uwalniany jest metan z wiecznej zmarzliny.
W ten sposób samoczynnie uwolnione gazy znów podgrzewają atmosferę powodując jeszcze większe uwolnienie kolejnych gazów cieplarnianych. W ten sposób sprzężenie zwrotne generuje wykładnicze tempo wzrostu temperatury, a nie liniowe.
Przypominam, że dla wzrostu wykładniczego zmiany na poczatku zawsze zachodzą stosunkowo wolno, a dopiero po jakimś czasie szybko i dynamicznie. I analizując obecne wzrosty średniej temperatury widać na wykresach wyraźnie, że mamy do czynienia z takim wykładniczym wzrostem.
✅ Co zarazem dowodzi, że mamy na 100% do czynienia ze sprzężeniem zwrotnym, ponieważ obecnie emisje człowieka nie przyrastają w wykładniczym tempie, a temperatura na Ziemi rośnie cały czas w tempie wykładniczym.
Aby lepiej zrozumieć to fizyczne zjawisko sprzężenia zwrotnego, można samodzielnie przeprowadzić eksperyment przystawienia mikrofonu do głośnika. (Uwaga – można uszkodzić słuch i sprzęt)
Powstanie wówczas na takich samych zasadach sprzężenie zwrotne, wzbudzenie (charakterystyczny pisk), którego nie da się zatrzymać, jeśli znacząco nie zmniejszy się głośności głośnika lub wytnie korektorem częstotliwość wzbudzającą.
Zatem, aby przerwać ten naturalny proces sprzężenia zwrotnego zachodzący na naszej planecie należałoby drastycznie zmniejszyć emisje CO2, ale nie tylko naszą, lecz również emisję CO2 naszej planety. Jak jednak mamy tego dokonać, skoro planeta emituje 95% CO2, a człowiek zaledwie 5% emisji CO2?
Zatem w tym naturalnym procesie nie mamy nic do gadania.
Tym samym możemy jak rozwścieczone nastolatki tupać nóżkami ze złości lub krzyczeć (how dare you) i przypinać się łańcuchami do Bałtyku, ale nasza planeta, te nasze tupanie ma głęboko w poważaniu i samoczynnie dąży do takich temperatur, jakie panowały na Ziemi przed Małą epoką lodowcową, czyli przed 1570 rokiem.
Czy taki proces może się jednak samoczynnie zatrzymać?
W przypadku głośnika i mikrofonu, tylko wtedy gdy spali się głośnik, a w przypadku naszej planety, gdy rosnąca pochłanialność gazów cieplarnianych (poprzez rozkwit roślinności) będzie większa niż ich emisyjność. Taka samoczynna stabilizacja procesów klimatycznych na naszej planecie funkcjonuje od tysięcy, milionów lat.
Jednakże jest w tym wszystkim pewne niebezpieczeństwo na które człowiek ma już wielki wpływ. Chodzi np. o dzikie wycinanie lasów i niszczenie przyrody. Nadmienię w tym miejscu, że kontrolowane wycinanie lasów jest Ok, bo stare drzewa pow. 80 lat zamiast pochłaniać CO2, to bardziej zaczynaja pochłaniać tlen. Dlatego tak istotna jest kontrolowana leśna przycinka. Jednakże gdy człowiek będzie w sposób niekontrolowany niszczył roślinność, skażając przy tym glebę, to wtedy rzeczywiście ludzkość może mieć ogromny problem.
Dlatego noblista uważa, że to o sadzenie nowych drzew trzeba dzisiaj walczyć, a technologicznie należy walczyć o zwiększenie pochłanialności CO2, a nie tylko minimalizowanie jego emisji, bo minimalizować emisji CO2 nasza planeta samoczynnie na chwilę obecną nie zamierza.
I o tym właśnie mówi 1,2 tys. naukowych sygnatariuszy, którzy nie zgadzają się z obecnie przyjętą narracją (opłat emisyjnych), aby rzekomo walczyć z emisjami CO2 i uważają, że kluczem zachowania obecnego przyjaznego klimatu, jest zadbanie o roślinność i pochłanialność CO2, a nie tylko zaśmiecanie i skażenie naszej planety np. ogniwami akumulatorowymi.
Klimatolodzy wolą jednak nie zadawać sobie takich pytań, bo takie pytania nie pasują do z góry przyjętej narracji.
Wolą korelować wzrost temperatury na Ziemi bezpośrednio z erą rozwoju przemysłowego, bo dzięki takiej korelacji mają zapewnione pewne źródło niewyczerpywalnych funduszy pochodzących właśnie z opłat za emisję CO2.
Czyli w pewnym sensie żyją na nasz koszt, bo te opłaty zawierają się w dzisiejszych podwyższonych cenach energii, ponieważ opłaty za emisje wzrosły o 300%.
Takie wzrosty spowodowały analogicznie wzrost cen energii również o około 300%. Przypominam, że taki wzrost energii jest jednym z głównych czynników inflacyjnych (oczywiście nie jednym) i niestety również powodem bankructwa wielu firm, których nie stać na pokrywanie tak wielkich kosztów energii.
W ten sposób klimatolodzy nie zważając na rozwalanie całej gospodarki swoimi decyzjami, bronią zaciekle swojej tezy, bo dzięki temu otrzymują fundusze (z opłat emisyjnych) finansujące instytuty dla których pracują. Dlatego tak bardzo opłaca się im ferować pogląd, że 5% emisji CO2 genererowaenej przez człowieka w porównaniu do 95% emisji CO2 naturalnie emitowanej przez naszą planetę jest kluczowym czynnikiem determinującym proces „Globalnego ocieplenia”.
Tylko klimatolog kamikadze mógłby powiedzieć, że 5% emisja CO2 człowieka na globalne procesy klimatyczne ma znikomy wpływ, tym bardziej, że CO2 nie jest jedynym gazem cieplarnianym (akomodującym energię słoneczną). Przecież jest jeszcze metan i inne gazy, dzięki czemu samo IPCC przyznaje, że CO2 wpływa na efekt cieplarniany w zaledwie 25%.
Jednak gdyby taki klimatolog kamikadze miał chwilę słabości (szczerości) i przyznał, że planeta samoczynnie się podgrzewa, a człowiek może ten proces w skali 1,25 % tylko wzmacniać, to kranik z funduszami (z emisji CO2) szybko by się zamknął i cały dorobek naukowy zostałby zdyskredytowany przez większość pozostałych uzależnionych od tego kranika klimatologów.
Zatem w ten sposób klimatolodzy zostali sędziami w swojej własnej sprawie, czyli sprawie obrony tezy, która daje im chleb.
Dlatego potrzeba jest dzisiaj niezależnych logików, analityków, naukowców takich jak noblista Ivar Giaever, którzy zadając logiczne pytania zmuszają do logicznych odpowiedzi.
Czy jednak ktoś na takie pytanie odpowiedział?
Przypominam pytanie brzmi:
✅ Skoro brakuje reprezentatywnych danych pomiarowych zgromadzonych taką samą metodą jaką gromadzi się dane pomiarowe dzisiaj i w ostatnich latach, określających dokładnie średnią temperaturę panującą na Ziemi przed 1570 rokiem (Małą epoką lodowcową), to tym samym nie można wykluczyć tezy, że nasza planeta sama zaczęła się podgrzewać w tempie wykładniczym (sprzężenie zwrotne) wychodząc z Małej epoki lodowcowej i wracając do temperatur panujących przed 1570 rokiem n.e., czyli przed jej nadejściem.
A jaka była odpowiedź klimatologów na pytanie noblisty?
Nie jesteś klimatologiem, zatem nie znasz się
i nie masz prawa o to pytać. Tylko my się na tym znamy i co najważniejsze – nas jest więcej!
Dlatego nie masz prawa podważać naszego naukowego konsensusu!
I w taki zabetonowany sposób wyglada dzisiaj naukowa dyskusja prawie w każdej dziedzinie.
Kiedyś było dokładnie tak samo, a takie osoby jak Kopernik, czy Galileusz były w taki sam sposób piętnowane jak dzisiaj Ivar Giaever, bo śmiały mieć swoje własne zdanie, zupełnie inne niż większość tamtejszych „uczonych”.
Turaj żródło do wykładu naukowca z 2015 roku
Marian-Pacanowski
Jest tak jak przypuszczałem tylko większość tego nie rozumie i na moje pisanie wyśmiewano się z mojego nazwiska . Ten się śmieje kto się śmieje ostatni .
Radosław Kordowski
👍
Przemysław
https://eternityandfingerprints.wordpress.com/2015/10/08/od-raju-utraconego-do-potopu/ „Było również więcej tlenu i wyższe ciśnienie atmosferyczne. W bursztynie znajduje się do 50 % więcej tlenu niż w obecnej atmosferze. Tak więc przed Potopem nasycenie atmosfery tlenem wynosiło jakieś 32 % (dzisiaj 21%). Co to dawało:
– przy takiej zawartości tlenu człowiek prawie się nie męczy
– może przebiec dalekie dystanse
– samopoczucie jest o wiele lepsze
– procesy myślowe przebiegają szybciej i sprawniej
– umysł działa lepiej i jaśniej
Przykład i dowód na większą ilość tlenu: Szkielet dinozaura Apatozaura wskazuje, że dinozaur ten miał zbyt małe płuca i nos by móc oddychać obecnym tlenem – udusił by się. Powietrze w 30% nasycone tlenem niweluje ten problem.”
Przemysław
„żaden naukowiec nie podważa wyników odczytów pomiarów badawczych wskazujących na rosnącą średnią temperaturę” a niezależni naukowcy ? jest ich wielu wystarczy poszukać tylko robi się z nich ludzi niepoważnych , mówiących farmazony , ja obecnie uważam chociaż nie jestem naukowcem , ale czytając różne artykuły itp , że ziemia wciąż się regeneruje po potopie , przed potopem temperatura i ciśnienie były inne po nim gwałtownie spadła powodując zlodowacenie , a teraz temperatura normując się powoduje topnienie lodowców. ciekawy artykuł poniżej mówi także o co2 np’ ” Dzisiaj stężenie CO2 wynosi 0,6 %. Wzrost o 50 % do wartości 0,9 % powodowałby, że rośliny rosłyby szybciej, byłyby większe i rodziłyby więcej owoców.
Przykład: Znajdowano skamieniałe kępki mchu, które dorastały do 45 m, dzisiaj osiągają raptem 45 cm.”
są na to i dowody naukowe nie wierzycie poszukajcie !
https://eternityandfingerprints.wordpress.com/2017/02/14/przedpotopowe-sklepienie-ochronne-nad-ziemia-gwaltowne-zmiany-geologiczne-blizny-i-znaczne-podniesienie-sie-poziomu-oceanow/
Przemysław
” katastrofa nazwana potopem spowodowała erupcję podziemnych rezerwuarów wody, które miały wysoką temperaturę i znajdowały się pod bardzo wysokim ciśnieniem. Doprowadziły one do wzrostu temperatury światowych oceanów o około 10 st C. To bardzo dużo. Cieplejsza woda morska przyczyniła się z kolei, do większego parowania, większej ilości chmur, a co za tym idzie większej ilości deszczu. Zapadnięcie się sklepienie, wpłynęło na znaczny spadek temperatury w rejonach polarnych (w tym gwałtowny jej spadek w czasie trwania samego potopu). Dodatkowo po katastrofie obficie padał tam śnieg, 30 % Półkuli Północnej zostało skute lodem. Mamy więc jedną epokę lodowcową, tuż po potopie a nie wiele zlodowaceń, jak chcą tego zwolennicy teorii ewolucji.
Obfite deszcze po potopowe występowały około 2300 p.n.e. a 1500 p.n.e., zanim oceany wystygły na tyle, by zmniejszyć nadmierne parowanie. Przed tym czasem, nie wytworzyły się na ziemi żadne pustynie. Klimat powoli dochodził do względnej równowagi.”
Jan
Uważam, że wszelkie rewolucyjne, szybkie zmiany w rzeczywistości społeczeństw przynoszą więcej zła niż dobra. Dotyczy to także nieuzasadnionych naukowo nazbyt szybkich zmian narzucanych państwom w związku z ograniczeniem emisji CO2. Wszelkie ideologie, w tym ta dotycząca „globalnego ocieplenia” przynoszą zjawiska natury totalitarnej, zgubnej dla ludzkości. Jestem za ochroną Ziemi, naturalnego środowiska, ale przede wszystkim poprzez promocję zmniejszonej konsumpcji, zwłaszcza tej wysoce szkodliwej dla środowiska i człowieka.
Jerzy-Porwol
Moim zdaniem Jan-ie masz jak najbardziej rację, z jednym małym zastrzeżeniem do „wszelkie”. Na pewno nie zaliczyłbym do zła np. budownictwa, związanej z nim kanalizacji deszczowej i sanitarnej, dróg i pojazdów szybkiego transportu, elektryfikacji, pomimo, że ich rezultatem jest podporządkowanie sobie i degradacja prawie całych zamieszkałych obszarów Ziemi. Faktem jest, że człowiek rozwija się raczej ewolucyjnie i często nie nadąża za rewolucyjnymi zmianami technologicznymi.