Gdy spotka się muzułmanin z katolikiem

Papież i Al-Tayeb w Abu Dhabi. Fot. Vincenzo PINTO / AFP

Pewien znajomy zastanawiał się publicznie, czy w związku z tym, że wiary nie można naukowo falsyfikować, to gdy spotka się muzułmanin z katolikiem, to ten ma rację i ma „lepszego” Boga, który uzna, że wierzących w daną religię jest więcej? 

Chociaż to intrygujące pytanie, to jednak w przypadku muzułmanów i katolików jest zupełnie nietrafione, ponieważ muzułmanie i chrześcijanie wierzą w tego samego Boga. 

Czyli Boga Abrahama i Mojżesza w którego wierzą również Żydzi. (Piszę Żydzi z dużej litery, bo to nie tylko wyznanie, ale również naród.)

Zatem jeśli muzułmanin zapyta: czy wierzysz w Allaha, to chrześcijanin paradoksalnie może odpowiedzieć, że tak, bo Allah oznacza w języku arabskim tego samego Boga – Boga Abrahama.

Możecie się teraz dziwić, ale na samym początku chrześcijaństwa za czasów apostolskich Arabowie, którzy uwierzyli w naukę Jezusa Chrystusa, takim właśnie określeniem określali chrześcijańskiego i również żydowskiego Boga o którym nauczał Jezus Chrystus. 

Zatem problem pomiędzy tymi religiami nie dotyczy tego samego Boga, lecz tego, że muzułmanie traktują Jezusa Chrystusa jako największego proroka, tylko zaraz po Mahomecie, a chrześcijanie traktują Jezusa Chrystusa jako Boga w ludzkiej postaci. 

I pewnie się teraz zastanawiacie: 

to dlaczego niektórzy radykalni muzułmanie – terroryści ścinają głowy chrześcijan, skoro Ci wierzą w tego samego Boga? 

Ponieważ uznawanie Pana Jezusa za Boga, muzułmanie traktują za największe bluźnierstwo. 

I co ciekawe, do takich nieporozumień dochodzi również pośród samych chrześcijan, gdzie np. Pastorzy z Kościoła Bethel w USA, którzy są często inspiracją dla ruchów charyzmatycznych w Polsce w odróżnieniu od katolików, uważają, że Jezus był tylko zwykłym człowiekiem, a nie Bogiem w ludzkim ciele i tylko dlatego, że został jako pierwszy natchniony Duchem Świętym podczas chrztu w Jordanie, mógł czynić takie niezwykle cuda. I właśnie m.in. z tego powodu zachwycanie się słynnego charyzmatyka Marcina Zielińskiego Kościołem protestanckim Bethel, jest tak źle odbierane przez wielu katolików.

I chociaż nawet w samym chrześcijaństwie są tak znaczące różnice, to zarazem nie przeszkadza się to chrześcijanom wspólnie modlić. 

I tak właśnie uczyniłem będąc na ostatnim ekumenicznym koncercie „Chwała Mu” organizowanym przez Marcina Zielińskiego. Uważam bowiem, że wiara nie powinna nas prowadzić w spór „kto ma rację”, tylko powinna czynić nasze życie lepszym dla innych.

I chociaż Islam wielu ludziom kojarzy się właśnie z terroryzmem, to w samym Koranie (bez oczywiście Sur wojennych nawołujących do zabijania niewiernych i powstałych dużo później, często na potrzeby wojny) założenia są podobne do tych chrześcijańskich, aby żyć miłością i kierować się dobrem względem innych ludzi. 

Jako praktykujący katolik przeczytawszy Koran, ogromne wrażenie zrobiło na mnie to, jak każde wspomnienie o Jezusie lub Maryi poprzedzone było wielkim oddaniem czci. Czegoś takiego nie znajdziemy nawet w Ewangelii. Dla mnie to był prawdziwy poznawczy szok. 

A jeśli chodzi o wspomnianą przemoc, terroryzm i „świętą wojnę – dżihad”, to dopuszczają się tego ludzie, którzy niestety wykorzystują religię do swoich celów polityczno – terrorystycznych. Aczkolwiek niestety takie instrumentalne wykorzystywanie wiary, dotyczy chyba każdej religii i jest najczęstszym powodem zniechęcenia ludzi do Boga, bo czują w takim działaniu hipokryzję. 

I być może nie każdy wie, że w Meczetach w Polsce, niektóre święta maryjne katolicy obchodzą wspólnie z muzułmanami. 

Wówczas „nabożeństwa” odprawią wspólnie imamowie i katoliccy biskupi, ponieważ muzułmanie z wielkim szacunkiem odnoszą się również do Maryi, którą uważają za matkę jednego największych proroków. 

I największym paradoksem jest tutaj to, że takich świąt wspólnie nie obchodzą katolicy i protestanci, bo Ci drudzy nie uznają kultu Maryi. 

I mimo, że jest ekumenizm, to mam czasami wrażenie, że ta tolerancja religijna wypływa głównie ze strony katolików, a w drugą stronę już to tak tolerancyjnie nie działa.

Warto również wspomnieć, że to właśnie Papież Jan Pawel II, którego błotem próbują dzisiaj obrzucać lewicowi aktywiści, był pionierem w poszukiwaniu miedzy religijnego pojednania. 

W swoich Encyklikach często podkreślał, że chociaż jest tak wiele różnic w religiach tego świata, to ludzie poszukując wyższego niematerialnego dobra, w pewnym sensie odnoszą się do tego samego Boga, tylko różnie go określają lub w inny sposób tego Boga jako energię pojmują (np. buddyści) 

Podsumowując mój wywód i odpowiadając mojemu znajomemu: 

prawdziwy katolik nie będzie poniżał drugiego człowieka i tym bardziej innych wyznawców religii, bo zgodnie z dokumentami soborowymi Kościoła (pisałem o tym artykuły na moim Blogu), jeśli jakaś religia pozwala danemu człowiekowi być lepszym dla innych, a nie tylko dla samego siebie, to znak, że założenia tej religii prowadzą do tego samego Boga, który jest nieskończoną miłością. 

Mam oczywiście wśród swoich znajomych oprócz katolików, również ateistów i agnostyków,  protestantów, prawosławnych, buddystów, hindusów, muzułmanów, czy Żydów i z każdym potrafię się dogadać, bo zawsze szukam tych części wspólnych. 

Na tym też polega prawdziwa tolerancja i szacunek względem wierzeń drugiego człowieka. Ubolewam jednak nad tym, że wielu ludzi lubi sobie wycierać usta szerokopojętą tolerancją, a praktycznie jej w życiu nie stosuje. Dotyczy to również tolerancji politycznej. 

Dowodem są niektóre komentarze pod moim poprzednim postem w stylu: „wypier…”

I przykre jest również to, że to najczęściej od znajomych ateistów i agnostyków słyszę lub czytam pogardliwe słowa wobec mojej katolickiej wiary i sugestie, że wierzę w zabobony i bajki. Przyznaję, że przykre to jest… 

Owszem być może istnieją chrześcijanie, którzy są również źle nastawieni do innych ludzi i nie szanują Ich wyznań, jednakże to tylko Ich brak wiedzy o chrześcijaństwie i brak prawdziwej wiary – miłości, może pozwalać na kpienie lub wrogość do drugiego człowieka z powodu tego, że wierzy w coś więcej niż egoizm i materię.

Zdjęcie: Papież i Al-Tayeb w Abu Dhabi (Vincenzo PINTO / AFP)

Udostępnij ten post
Oceń tekst:
20
3 komentarze
  1. o wyznaniu nawet bym z nim nie rozmawiał , po za tym w każdym narodzie są dobrzy i źli ludzie

  2. masz sporo racji. Ekumenizm pojawił się już w dokumentach II Soboru Watykańskiego, który był współtworzony m.in. przez kard. Wojtyłę, który później postanowienia soboru wprowadzał w życie. Co do tej tolerancji, mam podobnie jak Ty, cieszy mnie każdy znajomy o innych przekonaniach, innej wiary czy ateista, ale mam też takie doświadczenie, że zazwyczaj oni niestety zrywają relacje.

  3. Prawda jest raczej taka, że niezależnie od religii, aktualnie w otaczającej nas rzeczywistości, większość ludzi „wierzy po swojemu” w tego samego bliżej nieokreślonego Boga (cały czas pozostającego Wielką Niewiadomą dla ludzkiego umysłu), niezależnie jakim imieniem jest on określany i jak interpretowany. Różnica jedynie w tym, że jedni zastanawiają się głębiej, inni przyjmują to co im podsunięto, a jeszcze inni uważają się za mądrzejszych i uważają, że „wiedzą lepiej”.

Zostaw komentarz