• smutne, ale prawdziwe.. może powinni poprawić poziom szkoły, wtedy rodzice nie będą jej tak unikać. To był jeden z motywów naszego przejścia na ED – program, który powoduje utratę kreatywności, szablonowe podejście do ucznia i zrównywanie do średniej. Poza tym niekiedy Ed jest ucieczką od przypadkowych znajomości, narkotyków (standard w szkołach warszawskich) czy np. edukacji seksualnej. Dlaczego oni tego nie rozumieją, skoro rodzice decydują się na wychowanie bezpłatnie swoich dzieci we własnym zakresie, nie rozumiem, dlaczego im to utrudniać

      1
      • @chicku też nie rozumie…ale póki co,też chyba wezmę dziewczyny do chmury, jestem prawie przekonana

        • @zuziar musisz się liczyć, że będziesz je musiała uczyć 🙂

          2
          • @chicku Ty masz zdrowe podejście bo wiesz jak to działa ale jest bardzo wiele przypadków, gdzie dzieci proszą o ED bo wiedzą, że będą sie opierd… rodzice wcale ich nie uczą. Ten temat powraca i naczytałam się tych komentarzy, że luz, godzina dziennie wystarczy, babcia ogląda TV a 3 klasista przejrzy neta, potem przed egzaminem wykuje się paru rzeczy na pamięć i do przodu. Nie każdy organizuje tym dzieciom tak czas jak wy.

            1
            • jednak weź pod uwagę, że kilkadziesiąt % dzieci i tak się opier… w szkołach, więc czemu nie dać wybrać rodzicom? Po to odbiera się tym mądrym rodzicom narzędzie, by jakieś dzieci się opier.. w stacjonarnej szkole zamiast w ED? 🙂

              1
              • @chicku Prawda ale takich upiornych wagarowiczów co to do szkoły więcej nie chodzą niż chodzą jest stosunkowo mało. Obiboki na stacjonarnym to głównie ci co nie odrabiaja prac domowych i nie kują po godzinach. Jak siedzisz na lekcji to tak do końca nie możesz się wyłączyć, nawet samo kombinowanie jak uniknąć odpowiedzi wymaga pewnego zaangażowania 😉 Na ED jak masz wykształconego rodzica za nauczyciela i on faktycznie jest zaangażowany w edukację dziecka to jest pieknie ale widocznie różnie to bywa.

                1
                • @mammusia-aleksandra-alka na ED jest tak, że jak dziecko nie zaliczy roku, to obowiązkowo wraca do klasycznej szkoły. A klasy 5,6,7,8 już jest dość ciężko przebimbać, przynajmniej u nas. Jest trochę dzieci, które nie zdaje i wypada. A wśród naszych znajomych nie ma obiboków, a znamy przynajmniej kilka rodzin, którzy mają w sumie kilkanaście dzieci w ED i wszystkie się solidnie uczą, jeżdżą zaliczać po jednym przedmiocie, potem uczą się do następnego

                  1
    • Ja jak zwykle w tym temacie ED tak, jako alternatywa w wyjątkowych przypadkach, tu akurat podoba mim się system australijski gdzie ED funkcjonowała jeszcze jak nie było internetu, dzieciaki mieszkające po kilkadziesiąt kilometrów od szkół uczyły się przez radio. Tymczasem u mnie na wsi w Widawie, plakaty szkoły w chmurze, gdzie mają fajną, dużą szkołę, autobus szkolny itd, parsknęłam śmiechem., chociaż „trudnych” dzieciaków przybywa, dla nich to na pewno jest dobra alternatywa. Ciężko ogarnąć nauczycielowi taką klasę z problemami, uczniów z różnorakimi potrzebami wsparcia. Kiedyś jakoś było mniej wyjątków. Na klasę przypadał jeden, dwóch bardzo zdolnych, jeden, dwóch wyjątkowo trudnych a reszta z nas jakoś pasowała, radziła sobie, bez jakiś dramatów, traum i strat. 😉

      • @mammusia-aleksandra-alka OK jednak rozdzielmy ED od zdalnej nauki – to jest co innego, w ED dziecko jest uczone w domu przez rodziców, rzadziej przez osoby, do których rodzice dziecko wysyłają (np. jak my kiedyś nasze na angielski). Szkoła oferuje rzadkie zajęcia (np. wyjazd na szkołę rysunku) albo wcale (jesli jest za daleko), ale jej zadanie się ogranicza głównie do egzaminu z rocznego materiału i wystawienia dokumentów

        1
        • @chicku odnośnie szkoły w chmurze, ja nie mam z nią związku ale mam znajomych, podobno jest tam jakaś aplikacja internetowa, która pomaga w nauce. Ale to jest coś w rodzaju oprogramowania edukacyjnego, które z zasady nie jest elementem ED (może być raczej czymś w rodzaju przyciągnięcia do danej placówki, bo oferuje trochę więcej). Cechcą szkoły w chmurze jest chyba to, że egzaminują przez internet, co jest mega zaletą, my jeździmy na każdy egzamin do Krakowa, ale jeśli rodzice np. podróżują kamperem ze swoimi dziećmi i są akurat w Brazylii, to taka forma egzaminu jest dla nich wybawieniem

          1
          • @chicku Dlatego nie likwidować ale dopuszczać w odpowiednich sytuacjach, tam gdzie tradycyjna edukacja się nie sprawdzi.

            • @mammusia-aleksandra-alka tylko jak to osądzić. Wg mnie dopuszczać wszędzie, rodzice odpowiadają za dzieci, nie państwo – państwo wspiera, pomaga, a i tak za mało ,bo jednak ci którzy decydują się na ED, nie mają żadnego wsparcia ze strony państwa, jedynie takie, że łaskawie godzi się, by mieli taką możliwość prawną. Państwo dzięki temu oszczędza, ale rodzic poświęca własny czas i pieniądze

              2
              • @chicku To fakt ale jak ja chodziłam do szkoły to mieliśmy 8 klas pierwszych , w każdej klasie po 30 osób, w-f na korytarzu bo za dużo dzieci i tylko jedna mała sala i nie było ED wcale. Jakoś przeżyliśmy i nasi rodzice też. Na wsi kuzynka chodziła do szkoły pieszo 3 km, zimą wracały dzieci po ciemku często same bo rodzice zapracowani. Mnóstwo fajnych ludzi z nas powyrastało. Nie można też przesadzać, ludzi jest tak dużo, że musimy tworzyć jakieś normy, ujednolicenia, standardy i niestety czasem się dostosowywać. Sam fakt, że mamy teraz ED, nauczanie indywidualne, różne formy nauki to już dużo. Kiedyś nikt nikogo o zdanie nie pytał 😉

                • zgadzam się, ale wtedy też było dużo patologii. Podobnie i teraz. Ludzie tracili kreatywność w szkole, nadal tak jest i są na to badania. Taki model edukacji może jest dobry dla wielu, ale jednak to model pruski, czyli taki, który traktuje wszystkich równo. Wszyscy mają być żołnierzem w szeregu, posłusznym i karnym. Albo sprawnie pracować przy taśmie. Wybitnym jednostkom było bardzo ciężko się rozwijać. Ja nie jestem za tym, by likwidować szkoły, być może dla większości są dobre. Ale pozwólmy na różnorodność. Kiedyś szkoła była przywilejem, dziś jest przymusem – doszło już do takich wynaturzeń, że nawet rodzic nie zawsze może decydować, jak uczyć swoje dziecko i wiele osób zapominając, że szkoła ma POMAGAĆ rodzicom w wychowaniu sądzi, że państwo ma większe prawo do tego dziecka i rodzic ma się dostosować. W ten sposób zbliżamy się raczej do typu Sparty, niż Aten. Naprawdę wolimy model spartański, gdzie państwo odbierało dziecko rodzicom i kształciło na wybitnego wojownika? taki wojownik jak tylko opuścił Spartę – puszczały mu hamulce i stawał się zwyrodnialcem, bo nikt nad nim nie czuwał 🙂

                  • @chicku Model pruski? Daleko obecnej szkole do tego, problem z obecną szkołą jest właśnie taki, że za mało w niej dyscypliny, zaczyna dominować „twórczy” chaos, anarchia i dla wielu dzieciaków to się źle kończy, do tego roszczeniowi rodzice bo mój syn to musi mieć to a mój to tamto. Przemęczeni tym chaosem nauczyciele, nie potrafiący zapanować nad klasą, brak autorytetów, respektu. To jest powód dla, którego wielu rodziców zabiera dzieciaki ze szkoły albo szuka szkół katolickich, zdyscyplinowanych. Wybitne jednostki to promil społeczeństwa i ten promil jak czuje taką potrzebę niech się uczy jak chce, nie widzę z tym problemu. Ministerstwo edukacji ma jednak prawo w jakimś stopniu ingerować w edukację, zmieniać i stacjonarne szkoły i ED i każdą inną. Jedne zmiany są lepsze, inne gorsze, wiadomo różnie to bywa.

                    • to co mamy obecnie to model pruski. Nie słyszałem, by gdzieś zmieniono formę. Wyjątkiem są pojedyncze szkoły, które się wyłamują, ale to zwykle prywatne. Tak jak szkoły Montessori, w których obowiązuje inny model – nie-pruski. A obecne szkoły państwowe – to stricte model pruski, jeśli nauczyciele nie dyscyplinują, to po prostu nie dyscyplinują w ramach modelu pruskiego, powinni zmienić model, a nie wyjmować dyscyplinę z modelu pruskiego. Dyscyplina zawsze ma sens, ale są różne jej formy. I nie zawsze to musi być przymus robienia konkretnej rzeczy. Raczej przymus uczestniczenia w pewnej formie zajęć. Wiadomo, że dziecko nie wyjdzie sobie na ulicę, ale musi uczestniczyć. Tylko teraz pytanie – w czym? Np. nasze dziecko musi się nauczyć do egzaminu, tylko to, JAK się uczy, to jego wybór, ale nauczyć się musi. Jego decyzja, czy nauczy się na 2 czy na 6. Co do ministerstwa, akurat decyzje atakujące ED to są głupie i szkodliwe decyzje

                      1
          • @chicku tak zdaje się online,zrobisz program i z głowy To co dziecko musi umieć,umie

        • @chicku Powinno być uczone w domu przez rodziców i to z pełnym zaangażowaniem ale nie zawsze tak jest. Nawet na matury niektórym udaje się przygotować tematy na ostatnią chwilę więc i na ED bez problemu tak się da, kujemy na dostateczny i wystarczy a potem znowu kilka miesięcy laby, totalny brak systematyczności. To znaczy tak wynika z niektórych komentarzy rodziców i chyba Czarnek też dostaje takie przecieki skoro mówi o uchylaniu się od obowiązku szkolnego.

          • @mammusia-aleksandra-alka nie do końca tak jest. Bo nawet jeśli dziecko ma cały rok laby, to nie marnuje tego czasu. Umie to co powinno, a zamiast pozostałą część czasu wygrzewać krzesło, lata po podwórku i się bawi albo realizuje swoje pasje. Generalnie w szkole 75% czasu to kwestie organizacyjne w skrócie mówiąc. Dlaczego karać te dzieci, które są w ED siedzeniem w ławkach i trwonieniem czasu na słuchanie przepytywania czy sprawdzania obecności tylko dlatego, że inne muszą? niech przynajmniej części dzieci będzie to oszczędzone. W USA w ED jest 2mln dzieci, i jakoś jeszcze ten kraj nie upadł…. Odwrotnie, to te dzieci z ED są szczególnie pożądane przez uczelnie wyższe!!

            • @chicku W USA populacja to ponad 300 milionów ludzi XD. Nie wszystkie pasje są dobre i niektórych nie warto a nawet nie powinno sie rozwijać. Jeden ma pasje do gry na pianinie, drugi do fizyki kwantowej a trzeci do dręczenia kotów lub picia wódy. Ile dzieci z rodzin patologicznych zawala szkołę, biega po podwórku, bawi się i wyrasta na kolejną patologię? Widać jak ważna jest szkoła i edukacja po biednych państwach gdzie dzieci marzą, żeby pójśc do szkoły. Dlaczego? Przecież moga siedzieć w blaszaku i uczyć się w domu. Naszym w dobrobycie sie w du… poprzewracało. Całymi dniami to powinny się bawić dzieci w przdszkolu, w klasach 1-3 oczywiście też powinny głównie uczyć się przez zabawę i coraz więcej jest takich zajęć w szkole. Starsze dzieciaki powinny nauczyć się systematycznośći i obowiązkowości tak, żeby potem nie panikować i nie wpadać w depresję jak dopadnie ich normalne życie. Słuchyanie przepytywania czy sprawdzanie obecności to nie trwonienie czasu, to wszystko jest nauka. To wymaga cierpliwości, odrobiny skupienia, szacunku do nauczyciela i osoby odpytywanej. Samo przygotowanie do wyjścia do szkoły to już nauka. Nastawienie budzika, wstanie na czas, przygotowanie ubrania, spakowanie potrzebnych rzeczy, W ciągu dnia w szkole cały czas trzeba myśleć, planować, żeby się nie pogubić. Zmiany klas, rozkład dzwonków, kontrola czasu, to umiejętności wbrew pozorom bardzo potrzebne w dorosłym życiu. Do tego kontakty z różnorakimi ludźmi z różnych środowisk, często nie za przyjemne, stresujące ale jednak przygotowujące na to co później. Mało z nas może pracować jako latarnik na wyspie i mieć spokój i luz 😉 Dla mnie ok, że ministerstwo chce ten nowy twór kontrolować, że się temu przygląda, analizuje. Powinni tylko to robić w sposób nie niszczący tego co już dobrze funkcjonuje, ze zrozumieniem rodzin i dzieci, które naprawdę potrzebują innej formy edukacji i jest to dla nich jedyne rozwiązanie.

              • pasja do dręczenia kotów i picia wódy.. Hm, chodziło mi raczej o pasje w rozumieniu talentów i czysto biblijne podejście. Jeśli dostaliśmy od Boga talenty i ich nie rozwijamy, to działamy wbrew Bogu i planu Bożemu. W szkole dziecko ma mało czasu na rozwijanie talentów. Sporo na ten temat mówią Sawiccy w podcastach, są dyrektorami naszej szkoły.
                Ja przeszedłem cały process szkolny. Miałem dobrą podstawówkę, jedno z lepszych liceów we Wrocławiu (1 LO) i studia na Uniwersytecie Wrocławskim. Jako takiej systematyczności nauczyłem się dopiero na studiach. Podstawówka – liceum – nie rozśmieszaj mnie 😛 w podstawówce miałem głównie 5, nie uczyłem się w domu, jeśli były zadania domowe, rozwiązywałem je jeszcze na lekcji albo na przerwach Ćwiczenia miałem zrobione parę lekcji do przodu. W domu rysowałem, bawiłem się na podwórku. Oczywiście czerwiec to już praktycznie wagary, bo się nudziłem w szkole, i tak miałem 5, bo oceny były już wystawione. Wg Ciebie powinienem karnie siedzieć w ławce w szkole do ostatniego dzwonka, a szkoła mnie powinna rygorem do tego zmusić. Radykalnie się z Tobą nie zgadzam:)

                Natomiast ED – zwykle dziecko samo uczy się systematyczności i samodzielnej nauki w ciągu 2 lat. Czyli na początku trzeba mu pomóc, powiedzmy 4,5,6 klasa siedzisz z nim i się uczysz temat po temacie z podręcznika. Ja uczyłem córki historii, żona pozostałych przedmiotów. Potem – powiedzmy 6,7,8 dziecko potrafi się już samo uczyć, bywa tak, że nawet nie wiesz kiedy. Wstaje np. 6 rano i uczy się chemii, nie chce nawet byś się wtrącała i zaglądała, co robi, więc wstaje rano, by nie uczyć się na widoku pod presją. Oczywiście opierdzielasz ją, że się nie uczy. A ono wraca z 5 albo 6 z egzaminu. Zresztą ocena nie jest ważna, bo jeśli wróci z 3 to też dobrze. Nie musi być dobre ze wszystkiego, lepiej jeśli rozumie i rzeczywiście pasjonuje się z połowy przedmiotów, niż zakuwa terrorem wszystkie, by potem wszystko zapomnieć. Zresztą – tak jak pisałem – te dzieci są rozchwytywane przez uczelnie wyższe w Stanach, gidze jest 300 mln ludzi. U nas jest 40 mln, więc proporcjonalnie powinno być u nas 240 tys. dzieci w ED, jeśli dobrze liczę, i świat się nie zawali (odwrotnie – te dzieci mają średnią WYŻSZĄ od średniej w klasycznej szkole, a więc ZAWYŻAJĄ STATYSTYKI). A jest u nas ok. 40 tys.

                końcąc – piszesz ED jak o nowym tworze. ED jest obecna w polskim prawie od jakichś 100 lat 🙂

                2
                • @chicku Obecna a stosowana to różnica. Za moich czasów nikt nie był w ED, to znaczy nikt o tym nie słyszał, musiały to być skrajne przypadki. Na pewno nie było szkół w mydlanej bańce czyli chmurze 😉 Po twoim przykładzie widać, że szkoła w niczym nie przeszkadza. Jeżeli ktoś ma talenty i chce je rozwijać to mu szkoła nie przeszkodzi, czasem nawet pomoże. Ja swój talent plastyczny rozwijałam właśnie w szkole. W domu to bym skończyła na kolorowankach. XD. To są śmieszne argumenty, komuś może ten system pasować bardziej a innemu inny ale gadanie o braku czasu i zabijaniu kreatywności to totalna porażka, kolejne „lewackie” slogany. Jak to się mówi: „złej baletnicy przeszkadza rąbek od spódnicy” 😉 Ja mojemu synowi też dałam 2 dni laby przed końcem roku. Chodził bo przygotowywali przedstawienie na koniec roku, grali na lekcjach w planszówki, malowali, wygłupiali się, mieli zajęcia sportowe, faktycznie zmarnowany czas. Mógł czerwiec przesiedzieć w domu przy laptopie bo to go pasjonuje, to lubi. 😉

                  • @mammusia-aleksandra-alka zabijanie kreatywności to nie są lewackie slogany. Czytałem opracowanie naukowe. A z praktyki też tego doświadczyłem (np. dostałem 3 na maturze z polskiego, choć napisałem bardzo dobrze, ale się nie wstrzeliłem w syllabusa – tam trzeba odhaczyć wszystkie punkty w odpowiedzi, odpowiedz jest dokładnie określona i nie można wyjść poza jej ramy – i tego uczyłem się w liceum – by wpasować się w sylabusa na maturze; )) A więc ledwo zdałem maturę z polskiego jako osoba prowadząca portal o poezji i niedługo potem pisząc teksty do lokalnego miesięcznika; )
                    Odnośnie braku czasu – fajne świadectwo dała jedna dziewczyna, która po całej podstawówce w ED, z b.dobrymi wynikami, ale stwierdziła, że chce iść do stacjonarnego liceum. Wytrzymała 3 miesiące. Stwierdziła, że nie mogła wytrzymać, jak bardzo traci czas, bo to, na co tam poświęca 8 godzin, w domu zrobi w połtorej godziny. Głównie czas upływa na przerwach, odpytywaniach, ogólnie – większość to czas organizacyjny.
                    Oczywiście – nie twierdzę, że tej szkoły powinno nie być. Niech będzie. Moi znajomi np. nie byli w stanie uczyć dzieci w ED – i wysłali je do stacjonarnej szkoły. Co ciekawe, dokładnie ci, którzy nas namówili na ED 😉 i ja to rozumiem, nikogo nie namawiam do nauki w domu, zresztą często to nie jest możliwe, bo rzadko jest tak, że ktoś może sobie pozwolić na to, by nie pracować. Automatycznie wiąże się to zwykle z materialnym ubóstwem, a czasem w ogóle nie jest możliwe, bo wtedy np. brakuje ludziom na kredyt, więc muszą wysłać dzieci do szkoły. Różnie bywa, ale jak mówię – nikogo nie namawiam na ED. Dlaczego jednak państwo chce zabraniać ludziom w ogóle tego wyboru, dla mnie to pomysł głupi, z pogranicza totalitaryzmu. Dajmy ludziom wolność względem swoich dzieci.

                    • @chicku Ja rozumiem twoje argumenty i to, że niektórym szczerze to pasuje ale… czy silnemu, kreatywnemu człowiekowi przeszkodzi 3 z polskiego, jeżeli wie jak wygląda matura i rozumie, że to nie konkurs literacki? Nigdy. Szkoła uczy jakis podstaw zasad, bazy od której wszyscy zaczynają ale jak ją umodelują potem w dorosłym życiu to już zależy od jednostki. To próbowałam wytłumaczyć synowi, że wiedza ogólna kształtuje człowieka, to nie jest czas zmarnowany, nie zawsze wszystko trzeba zrobić szybciej, liczy się cały proces, nawet głupie wyrywanie kartki z zeszytu, pożyczanie długopisu. Po szkole zostaje jeszcze mnóstwo czasu na pasje, wystarczy tylko chcieć. Dziecko nie ma pojęcia co będzie robić w dorosłym życiu, ile razy zmieniać branżę, gdzie je rzuci los, jak i do czego będzie musiało się dostosować. Dorosły człowiek tego nie wie. Świat się zmienia coraz szybciej, zawody się zmieniają ale podstawy zostają i wbrew pozorom nauka tych podstaw zajmuje czas.

                      • @mammusia-aleksandra-alka chcesz powiedzieć, że każdy powinien być raczej w szkole stacjonarnej, bo ma doświadczenia, o których mówisz i słusznie, że odbierają rodzicom możliwość uczenia w domu? Bo nie rozumiem, dokąd zmierzamy 🙂 odnośnie tej 3 z polskiego, j.polski w szkole na długie lata zniechęcił mnie np. do Sienkiewicza i ogólnie utrwaliło mi się na długo, że lektury to nuda. Sięgałem zawsze po pisma spoza kanonu lektur. I widać w antykwariatach, że ludzie też znacznie mniej je szanują, bo epokowe dzieła, które przerabiamy w szkole, można kupić za grosze, a rodzynki już nie.

                        Inny przykład – być może byłbym dziś wziętym biologiem. Jednak moje pierwsze spotkanie z biologią w szkole skończyło się tym, że porzuciłem ambicje. Na kartkówce prócz zadanych treści, dopsiałem jeszcze treści nadprogramowe o DNA i budowie komórki, nauczycielka przekreśliła to czerwonym długopisem, bo mnie głęboko uraziło i postanowiłem sobie w sercu – nigdy nie wychodzić przed szereg, odwalić co trzeba i resztę mieć gdzieś.

                        W metodzie Montessori to by się skończyło tak: nauczyciel czy rodzic podsunąłby mi książki o DNA i zachęcił, by pracować dalej nad tą PASJĄ, i przede wszystkim pochwalił za to, że nauczyłem się więcej, choć nie miałem takiego obowiązku.

                        1
                      • @chicku Nikt nikomu nie odbiera prawa do ED. Z tego co wiem to chodzi o walkę z patologią edukacyjną, o szkoły w bańce, o miganie się od podstaw programowych, o eliminacje nieprawidłowości, które pojawiają się zarówno i w tradycyjnych szkołach i w szkołach ED. Raczej jest oczywistym, że większość i tak wybierze tradycyjną szkołę, nie sądzę, żeby ED było tu konkurencją. Pewne normy, kryteria muszą być jednak wspólne dla obu systemów. Edukacja to nie wolna amerykanka gdzie każdy będzie robił co chce. Skoro jedno niepowodzenie tak szybko cię uraziło i zniechęciło nie zostałbyś wziętym biologiem. Do osiągnięcia sukcesu potrzebny jest talent, zaangażowanie ale i odpowiedni charakter, umiejętność pokonywania trudności. Nie każdy będzie doceniał nasze pomysły nawet jeżeli mają realny potencjał, trzeba nauczyć się pewnej pokory ale nie uległości, zrozumieć na czym i dlaczego nam zależy i konsekwentnie dążyć do celu, nie przejmować się niepowodzeniami, nie podpierać się wyłącznie opinią innych. Nie wiem to trudne, sama forma edukacji nie ma aż tak ogromnego znaczenia jak własny charakter i potencjał. Chyba kiedyś już pisałam jak mój mąż w podstawówce walczył z nauczycielem od rosyjskiego, buntował się, nieomal przez to zawalił szkołę, dla niego rosyjski to była totalna strata czasu, poniżenie. Bóg dał mu nauczkę. Jak już dotarł w wieku dwudziesuparu lat do wymażonej wolnej Ameryki wylądował jako pomoc w kuchni w rosyjskiej knajpie. 2 lata mówił tylko po rosyjsku i cieszył się, że tak dobrze zna ten język XD

                      • @mammusia-aleksandra-alka Dzięki za nauki. Może rzeczywiście nie mam charakteru, by walczyć o swoje z nauczycielką, której to kompletnie nie interesuje. Ale właśnie dlatego powstały takie modele postępowania z uczniem, by go zachęcić i pomóc, podsunąć odpowiednie pomoce naukowe, a nie rzucać kłody by sprawdzić, czy rzeczywiście ma dość samozaparcia. Moja odpowiedź była taka, że się realizowałem poza systemem szkolnym, zacząłem się uczyć tworzenia stron internetowych, nie przykładałem się do nauki. A gdybym był w innej szkole, może bym swoje pasje rozwijał znacznie sprawniej, tymczasem czas liceum uważam za okres edukacyjnie raczej zmarnowany. To tylko jeden przykład – jest więcej. Chciałem tworzyć gazetkę szkolną, zostałem spacyfikowany przez nauczycieli i panie w sekretariacie (wydałem 1 numer w 1 klasie, który kolportowałem wbrew wszystkim na korytarzu). Wystartowałem do olimpiady z geografii, nikt mi nie pomógł, nauczycieli sobie mnie przerzucały między sobą – były dwie z geografii. Jedna mówiła – idź do tej drugiej. Ta druga od niechcenia mi napisała na kartce parę wskazówek. Nie wiedziałem nawet, w jakich książkach mam szukać informacji, a zadaniem było stworzenie mapy jakiegoś obszaru. Zrobiłem to po swojemu, wymyślając standardy. Do dalszego etapu się nie dostałem, bo o paru rzeczach – które należało zrobić – nie wiedziałem. Można to ciągnąć, naprawdę mam solidne podstawy, by nie przepadać za obecnym systemem nauczania 😉 dlaczego poszedłem na historię? – bo miałem fajnego historyka w podstawówce i w liceum. Generalnie inni nauczyciele raczej blokowali rozwój pasji i pewnie ilość dzieci, które mogły być historykami, ale nie miały fajnego historyka, jak ja, można liczyć w tysiące. Oto prawda o naszym systemie nauczania – sztywny szablon i zrównywanie do ogółu. Nie dla mnie. Może kogoś to wyprowadziło na ludzi, dla mnie raczej było przeszkodą i musiałem rozwijać się poza systemem. Szkoda, bo naprawdę straciłem sporo czasu.

                        2
            • @chicku Tak jeszcze na marginesie dopiero teraz dowiedziałam się od mojego starszego syna, że jak chodził do liceum to często robił sobie wycieczki po mieście. Chodził na pieszo, dotarł nawet do miejsc położonych o kilka kilometrów od szkoły. Nie miał nieobecności, czasem na pierwszej lekcji. Po skończeniu tego liceum już takich wycieczek nie robi bo nie ma motywacji. Niektórych ten „kierat” motywuje 😉

              1
          • @mammusia-aleksandra-alka normalnie jak chodzą do szkoły też się uchylają 😁 szczególnie u nas, dlatego zabrałam dzieci stąd,bo u nas w szkole jeszcze komunizm

            2
    • @chicku „dlaczego poszedłem na historię? – bo miałem fajnego historyka w podstawówce i w liceum.” I to jest sedno sprawy, trafić na odpowiedniego pedagoga. Rodzic takim pedagogiem wcale nie musi być. W szkole spotykasz się z różnymi nauczycielami, jedni dołują, inni inspirują ale masz szanse, że trafisz na właściwego. W domu masz tylko jednego nauczyciela i on akurat może mieć inne zdolności niż ty. Człowiek tak jak napisałeś potrzebuje czasem wsparcia i inspiracji a nawet najlepszy rodzic nie będzie taką inspiracją we wszystkich tematach. Ja mogłam rozwijać z dziećmi talenty plastyczne ale do muzycznych czy matematycznych potrzebowały porządnego nauczyciela. Nie każdego stać na zajęcia prywatne i wtedy publiczna szkoła z różnymi kołami zainteresowań, przedmiotami i nauczycielami może być dobrą alternatywą. ED raczej też zostanie, nie słyszałam o pomyśle zakazu nauki w domu. Komu zależy uczyć się w domu będzie nadal uczył się w domu. Skoro na całym świecie to funkcjonuje to trudno, żeby w Polsce zakazali. Każda szkoła ma swoje plusy i minusy, żadna nie jest i raczej nigdy nie będzie idealna, my nie jesteśmy idealni, życie nie jest idealne, jak to napisano: „weź swój krzyż i idź za mną” tego najtrudniej młodych nauczyć – ja nie potrafię.

      • @mammusia-aleksandra-alka miałem dużo pasji, a przetrwała jedna, tylko dlatego, że miałem fajnego historyka, a więc nie ze względu na system, który pomógł mi te pasje rozwinąć, ale PRZYPADKIEM. I to jest przerażające, ilu zdolnych ludzie nie miało tego losowego szczęścia, że w systemie znaleźli kogoś, kto po prostu nie wykonywał wyłącznie systemowych zadań?

        • @chicku A ilu zdolnych ludzi się pomarnowało bo siedzieli w domu zamiast chodzić do szkoły? „Janko muzykant” to kiedyś była rzeczywistość. Na szczęście te czasy już dawno minęły i przynajmniej w cywilizowanych krajach każdy dzieciak ma dostęp do szkoły i nauki. Wystarczy tylko chcieć, ok i mieć odrobinę szczęścia 🙂

      • @mammusia-aleksandra-alka odnośnie ED, niestety nie funkcjonuje na całym świecie, np. w Niemczech jest zakazana. A to, co oni chcą zrobić zdaje sie, tzn. uniemożliwić zdalne zdawanie sprawi, że wiele dzieci nie będzie mogło w ogóle korzystać z tej formy, bo – jak wczesniej podałem – niektórzy są w podróży dookoła świata kamperem i dla nich to było wybawienie. Teraz będa musieli przylecieć do polski i zaliczyć egzaminy na żywo, albo po prostu zrezygnują z polskiej szkoły

        1
        • @chicku O Niemczech nie wiedziałam, trochę dziwne, widocznie mają super szkolnictwo albo tylko wiarę i przekonanie, że jest super. Takich uczniów na wyjazdach jest maleńko więc nie można przepisów tylko do nich dostosowywać ale powinni mieć możliwość odwołania, dyspensy jeżeli wykażą, że nie mają zupełnie możliwości zdawać egzaminu w kraju lub na przykład dojazdu do placówki z powodu niepełnosprawności. Moja kuzynka pracuje teraz w szkole w Widawie i maja tam inną sytuację. Rodzice się uparli, żeby ich syn z zespołem Downa chodził do tamtejszej szkoły, nie chcą go dowozić do specjalnej. Młody ma 3 nauczycieli do opieki ale i tak wiele traci bo zwyczajnie po 5 minutach on nie wyrabia w klasie i inni nie wyrabiają z nim i chodzi ten nauczyciel po korytarzu i tak zbijają bąki. W szkole specjalnej miałby personel dostosowany, program, klasy, no ale jak rodzic chce to ma bo jeszcze skargę wniesie.

    • „Na pytanie, czy to powód do zadowolenia czy wręcz przeciwnie odpowiedział, że „wręcz przeciwnie, ponieważ nie mówimy tu wyłącznie o właściwej edukacji domowej”.

      Jak dodał, „gdyby tak było, to byłby to powód do zadowolenia”. „Świadczyłoby to o tym, że rodzice coraz częściej mają warunki, czas i środki finansowe, by brać bezpośrednio odpowiedzialność za edukację swoich dzieci” – zauważył minister.

      Jednak, jego zdaniem, „te 42 tys. to nie jest niestety tylko właściwa edukacja domowa”. Dopytywany wyjaśnił, że „niestety, w części także patologia, która wyrosła na edukacji domowej, korzystając z przepisów o edukacji domowej”. „Mówimy przede wszystkim o tzw. szkołach w chmurze, które mają po kilkanaście tysięcy uczniów, z których wielu, zwłaszcza w szkołach ponadpodstawowych, omija obowiązek szkolny, korzystając z przepisów o edukacji domowej” – podkreślił szef MEiN.”
      Nic dodać, nic ująć w tym temacie. Minister chwali prawdziwą ED ale nie popiera tej wirtualnej. Ja mu się nie dziwię 😉

      • @mammusia-aleksandra-alka sorry ale dla mnie to bełkot 🙂 co to jest wirtualna nauka? ja jadę z dziećmi tylko na egzamin, gdzie zaliczają raz na koniec roku przedmiot. Cały rok uczę POZA SZKOŁĄ. Czyli uczę wirtualnie czy realnie? Na czym polegają te patologie, że dzieci zaliczają egzaminy przez komputer, tak jak nam kazali się uczyć przez wiele miesięcy? chodzi tylko o zaliczenie, czyli dziecko siada przed komputerem i łączy się z pełnoprawnym nauczycielem, który egzaminuje go z programu szkolnego. To, co mówi minister nie zawiera absolutnie żadnych konkretów i – pewnie tylko ładnie brzmi, ale dla osób, które siedzą w temacie, jest bez sensu. Jedyne co można zarzucić, że ten egzaminator źle egzaminuje, bo np. dziecko nic nie umie, nie uczyło się, a on zalicza mu materiał – TAK? bo nie widzę innego miejsca, gdzie może pojawić się jakiś problem. Ja uczę dzieci cały rok bez kontaktu ze szkołą, nie jestem zapisany w chmurze, ale jedyna różnica, o ile wiem, że muszę wydać 200 zł na paliwo, by pojechać na egzamin, który odbywa się na żywo w Krakowie. Wolałbym zaliczyć przez internet i nie widzę w tym nic złego, ale – skoro nie mam takiej możliwości – jadę fizycznie. I to jedyna różnica, o ile wiem. A dodatkowo te dzieci na platformie w chmurze mają bezpłatnie aplikacje edukacyjne, których ja nie mam. Naprawdę nie rozumiem, gdzie jest problem, przysięgam:)

        1
        • @chicku też nie wiem gdzie jest problem… Wiem tylko że w szkołach w Polsce,jest i to coraz większy,coraz więcej rodziców z tego rezygnuje

        • @chicku A dla mnie to ma sens. Kiedy rodzic edukuje dziecko w domu, poświęca mu faktycznie czas i jeździ z nim na egzaminy to jest ED. Jeżeli rodzic nie robi nic a młody siedzi na platformie przy monitorze jak pracownik korpo po czym zalicza test, klik, klik online to już nie jest ED tylko coś jeszcze gorszego od zdalnego. Na zdalnym właśnie dzieciaki nauczyły się oszukiwać i robić uniki, mimo, że były kamerki i kontakt z nauczycielem. Na telefonie ściąga a na aplikacji egzamin. W jednym oknie wykład a w drugim gierka, niektórym sie bardzo spodobało. O dziwo niektórym rodzicom też bo nagle syn nieuk miał same dobre oceny, nie trzeba było szykować do szkoły, odwozić, przejmować się czy kogoś pobije czy nie, jak mu się wstać nie chciało to można było ściemnić, że wysiadł net, generalnie porażka peandemiczno-edukacyjna. Każdy odpowiedzialny rodzic ponosi jakieś koszty, czy to na takiej czy innej edukacji. Online egzamin powinien być dopuszczony w wyjatkowych warunkach i zawsze na kamarce, nie tylko z prostym testem ale również z odpowiedzią ustną. Egzaminator powinien być niezależny, na pewno nie powiązany z chmurą, taki z OKE. Nie wiem jak to się teraz odbywa ale wygląda, że w starszych klasach nie jest za dobrze, bez powodu by o tym nie mówiono. Ten przytoczony przez Anię tekst jest krótki.

          • @mammusia-aleksandra-alka naprawdę w chmurze jest egzamin w formie testu? Jeśli tak jest, mogliby wymusić, by egzamin był z żywym nauczycielem – wg mnie on line jest w porządku, ale jestem otwarty na argumenty. Poza egzaminem niczym taka forma się nie różni od naszej, my też wykupujemy różne aplikacje dzieciom do nauki, w chmurze mają je gratis i to jest plus, my płacimy. Tam rodzice też na pewno uczą dzieci w domu, przynajmniej mają taką możliwość.

            1

Ostatnie posty

Jan Paweł drugi

Droga do niepodległej Polski

Niebiańskie istoty

Konie

Owczarek niemiecki

Góry

Media