przeżyłem powódź z 1997 we Wrocławiu. Jak się zaczęła, byłem na koloniach w Sudetach, co ciekawe, tego pierwszego dnia miejscowość, gdzie spadło najwięcej opadów, to była wieś, w której nocowaliśmy. Rzeki płynęły ulicami, z tym, że dość szybko spływały, jako, że było to w górach. Wszystkie dzieciaki wisiały na radiach w pokojach i słuchały. A komunikaty brzmiały mniej więcej tak: „przy ulicy Komuny Paryskiej potrzebna woda. Prosimy o jedzenie pod adres.. itd.” Ludzie pływali łódkami między XIX-wiecznymi kamienicami i rozwozili jedzenie. Wracaliśmy do Wrocławia autokarem. Omijaliśmy całe centrum (było pod wodą).
przeżyłem powódź z 1997 we Wrocławiu. Jak się zaczęła, byłem na koloniach w Sudetach, co ciekawe, tego pierwszego dnia miejscowość, gdzie spadło najwięcej opadów, to była wieś, w której nocowaliśmy. Rzeki płynęły ulicami, z tym, że dość szybko spływały, jako, że było to w górach. Wszystkie dzieciaki wisiały na radiach w pokojach i słuchały. A komunikaty brzmiały mniej więcej tak: „przy ulicy Komuny Paryskiej potrzebna woda. Prosimy o jedzenie pod adres.. itd.” Ludzie pływali łódkami między XIX-wiecznymi kamienicami i rozwozili jedzenie. Wracaliśmy do Wrocławia autokarem. Omijaliśmy całe centrum (było pod wodą).