• Zdjęcie profilowe Ania

    Ania zamieszczony w temacie Wiara

    • 3 lata, 11 miesięcy temu

    Piękne słowa naszego wikarego…”Mam problem z instytucją, nie z wiarą”.
    Te słowa Dawida Podsiadło padły kilka tygodni temu i od czasu mnie „drążą”. Nie dlatego, że jestem zbulwersowany planowaną przez niego apostazją. Bynajmniej. Drążą mnie, bo się z tymi słowami utożsamiam. Odnajduję się w nich.

    Fantastycznie to wyszło w dokumentach synodów w różnych diecezjach – jest problem w sposobie sprawowania władzy w Kościele. I to od tak poważnych kwestii jak pedofilia (choć trudno z doniesień medialnych powiedzieć na jak szeroką skalę), przez kwestie z którymi się mierzę jako wikariusz – czyli przygotowanie do bierzmowania w klasie 8, aż po sprawy zupełnie błahe i aż dziwne, że występujące, czyli używanie słowa „proszę” jako „nakazuję”, czy spór o to jaki kolor skarpetek ksiądz może założyć do sutanny. Są w Kościele decyzje, z którymi wewnętrznie utożsamić się nie mogę, uważam je za błędne, choć jednocześnie muszę się im podporządkować. Ufając, że ci „na górze” widzą więcej i lepiej. W końcu jestem wikariuszem na małej parafii.

    Problem widzę też od drugiej strony, czyli od strony tych, którzy zapewne jak je nie mają problemu z wiarą i do Kościoła chodzą. Choć ze smutkiem dodam, że często traktują Kościół jako instytucję świadczącą usługi o charakterze religijnym. Męczą mnie pytania o CENĘ Mszy świętej, czuję się bezradny, gdy mierzę się odejściem dzieci komunijnych i młodzieży bierzmowanej z Kościoła. Usługa spełniona, sprawa załatwiona, do zobaczenia przy kolejnym sakramencie. Martwi mnie to, że katolickość w Polsce często bardziej kojarzy się z niejedzeniem mięsa w piątek niż z miłością Boga i człowieka.

    Nieodmiennie, gdy stykam się z instytucją (czy to od jednej, czy to od drugiej strony), to przed oczy staje mi pytanie o sens wyboru drogi, którą obrałem prawie dwie dekady temu, czy w ogóle o sens Kościoła. I zawsze wtedy na nowo, po raz kolejny odkrywam jedno i to samo. Źródło, które daje Życie.

    To właśnie w Kościele jako poraniony nastolatek odkryłem Miłość, która kocha mnie tak jak nie kochał mnie nikt – ani dziewczyna, ani przyjaciele, ani rodzice. Nie mówię, że oni mnie nie kochali. Bo wręcz przeciwnie. Kochali, jak potrafili. Ale w Kościele był Ktoś, kto pokochał mnie BARDZIEJ.

    Teraz, kiedy posługuję w Kościele, nawet kiedy stykam się z tymi decyzjami, z którymi trudno się utożsamić, czy różnymi obezwładniającymi mnie sytuacjami na parafii, to nieodmiennie widzę, że moje życie jest w Czyichś rękach. W rękach Kogoś niezwykle inteligentnego, dobrego i delikatnego. Te ręce sprawiają, że wszystko służy dobru. Tego Kogoś w Kościele nazywamy Jezus. Wiem, że są tacy, którzy te „czyjeś ręce” odnajdują poza Kościołem. Ja je odnajduję w Kościele i – co więcej – dzięki Kościołowi.

    I jestem przekonany, że w Kościele chodzi właśnie o tego Kogoś. I dlatego w Kościele jestem tym kim jestem, by o Nim ludziom opowiadać. I mam marzenie, by ludzie którzy nie mają problemu z wiarą a może mają z instytucją, zaczęli na to wszytko patrzeć w ten sposób. By wrócili do Źródła. Bo to o Źródło dające Życie chodzi. Nie chodzi o post piątkowy, nie chodzi o procedury, o „cenę” Mszy świętej czy o kolor skarpetek do sutanny. Chodzi o miłość Jezusa, która ma nas w swoich rękach i która sprawia, że nawet to co trudne obraca się w pewnym momencie na dobro.

    Błogosławię, jeśli dobrnęłaś/dobrnąłeś do tego miejsca 🙂
    +++

    6
    11 Komentarzy

Ostatnie posty

Jan Paweł drugi

Droga do niepodległej Polski

Niebiańskie istoty

Konie

Owczarek niemiecki

Góry

Media