RELIGIJNOŚĆ NATURALNA
człowiek ma w sobie sumienie czy serce wrażliwe na Boga i każdy – gdziekolwiek żyje – jest w stanie odnaleźć Boga i żyć „sprawiedliwie”.
Powstało wiele religii naturalnych, których specyfika opiera się na zjawiskach niewytłumaczalnych (błyskawica, ogień, słońce)… Jest w tych religiach bardzo mocno wykształcony podział na sacrum i profanum – w świątyni jest sacrum, na zewnątrz – profanum.
To przenika do chrześcijaństwa, szczególnie tam, gdzie nie ma dobrej katechizacji. Taka katechizacja istniała w Kościele w pierwszych wiekach (ok. 300 lat), było to katechumenat, który trwała 2-4 lata i był okresem, zanim dopuszczono kandydata do chrztu. Nie mógł ów katechumen uczestniczyć nawet w całej Eucharystii (wychodził po liturgii czytań – w starych rytach zachowała się nawet tutaj formuła „katechumeni wychodzą”) i był chrzczony dopiero, gdy dawał znaki wiary, tzn. rozumiał i dawał temu świadectwo swoim życiem, czym jest chrześcijaństwo.
Później katechumenat zamarł, ponieważ gdy Rzym przyjął chrześcijaństwo za religię państwową, nie starczyło kompetentnych osób, by taki katechumenat prowadzić; w efekcie wiele osób żyjących w Kościele, nie znało do końca własnej wiary.
Z tego powodu Sobór Watykański postulował wprowadzenie w Kościele katechumenatu pochrzcielnego (w dokumentach soborowych jest zdanie na ten temat, zdaje się w ogóle, że jego autorem był kard. Karol Wojtyła), a w 1972 w dokumentach watykańskich (Dekret Stolicy Apostolskiej) pojawił się zapis „Sobór Watykański II polecił zreformować Obrzędy chrztu dorosłych i ustanowić podzielony na różne stopnie katechumenat, aby dzięki temu czas przeznaczony na odpowiednie przygotowanie kandydatów został uświęcony kolejno sprawowanymi obrzędami”.
Katechumenat pochrzcielny, tj. praca nad wiernymi już ochrzczonymi, by zrozumieli, czym jest chrześcijaństwo. Co znaczy, że – właśnie – w Kościele żyje wciąż wiele osób (może 95% ogółu), która rozumuje w sposób naturalny i nie wie, czym jest chrześcijaństwo w swojej istocie.
W chrześcijaństwie nie ma tak na dobrą sprawę pojęć sacrum i profanum, to jest kalka z religijności naturalnych, które powstawały samoistnie, bez wsparcia w objawieniu danym od Boga. Bóg postanowił objawić się człowiekowi, przekroczyć jego naturalne możliwości poznawcze (religijność naturalna) i dać mu pewne określone ZNAKI. Człowiek rozumujący w sposób naturalny ma dużo głębsze poczucie profanacji – starczy niewielkie przekroczenie zasad. Tymczasem chrześcijaństwo w pewnym sensie nie ma zasad, „nie ma Prawa” – Gal 5,22.
Znaki
Bóg komunikuje się z nami za pomocą znaków, symboli. Znak nie oznacza samego siebie, ale niesie znaczenie czegoś innego. Np. znak „stop” mówi, by się zatrzymać. Ma w sobie pewne głębsze znaczenie, które nie jest nim samym. I tak samo jest ze słowami, słowo nie oznacza samego siebie, ale niesie wiedzę o czymś nie będącym słowem. Bóg się komunikuje tak, by go rozumieć, ale też tak, by przekazać tylko to, co chce powiedzieć. A więc nie wszystko, ale pewne proste sprawy, tylko te, których naprawdę potrzebujemy.
Biblia jest pełna takich znaków. Do najbardziej istotnych i kluczowych należą BARANEK czy KREW BARANKA.
Krew baranka
Bóg nakazał Izraelitom w Egipcie, zebrawszy się rodzinami, zabić baranka i pomazać jego krwią drzwi domów tak, by anioł śmierci ominął te domy. Dziś spożywamy Komunię, dopiero dziś w pełni możemy zrozumieć ten ZNAK KRWI BARANKA ze starożytnych czasów egipskich. Wtedy dla Żydów był to zapewne także jak i dla nas znak opieki Bożej, ale jak bardzo wypełnił się on w Chrystusie i jego Ciele i Krwi, które nas chronią podczas każdej Eucharystii.
Baranek
Akeda jest historią Abrahama i Izaaka, syna Abrahama, którego Bóg polecił Abrahamowi złożyć na górze Moria w ofierze.
Akeda znaczy po hebrajsku „związanie” – związanie zwierzęcia, by je złożyć w ofierze. Abraham jest ojcem naszej wiary, a Izaak wzorem posłuszeństwa. Owa próba na górze Moria była już dziesiątą i ostatnią próbą, której Bóg poddał Abrahama w jego historii.
Wyruszył on z Ur w Mezopotamii i wędrując długo z rodziną ówczesnymi szlakami, poprzez Charan na północy i dalej – Damaszek – dotarł do Kanaanu (Palestyny), a nawet dalej na południe, gdzie uciekł przed głodem, bo do Egiptu i – potem znów z powrotem na północ do Judy, gdzie rozłożył obóz na dłużej – pod dębami Mamre w okolicach Hebronu (kilkadziesiąt km na południe od dzisiejszej Jerozolimy, dziś jest to obszar Autonomii Palestyńskiej na zachód od Morza Martwego, u południowych wybrzeży którego leżały zapewne Sodoma i Gomora).
Ta historia miała miejsce jakieś 2 tys. lat przed Chrystusem (a więc 4000 lat temu). Nie istniała jeszcze świątynia jerozolimska, choć raczej istniała sama Jerozolima w formie jakiejś osady.
Niektórzy uważają nawet, że kapłan Melchizedek był królem-kapłanem Jerozolimy (napisane jest, że pochodził z Szalem, co wielu teologów identyfikuje właśnie z Jeruzalem).
A zatem: Abraham mieszka pod Hebronem. Bóg każe mu iść do kraju Moria i złożyć syna w ofierze na górze, którą mu wskaże. I tutaj kolejne zaskoczenie. Moria jest górą, na której Salomon później wybudował świątynię Jerozolimską (2 Krn, 3).
Właśnie na tę górę po 3 dniach wędrówki wchodzi Abraham, by złożyć Izaaka w ofierze. Zresztą, może to ta góra, a może wzniesienie tuż obok, na którym ukrzyżowano Jezusa? W końcu to Bóg wskazał mu kokretne wzgórze w kraju Moria, więc może to było akurat to wzgórze?
Izaak wnosi drewno na swoich plecach – zupełnie jak Jezus będzie niósł drzewo krzyża na swoich plecach. Co za mocny znak! I to ukryty w historii, która wydarzyła się 2 tys. lat przed Chrystusem i została spisana również wiele stuleci zanim narodził się Jezus.
Tam, na górze, Bóg jednak chroni człowieka przed koniecznością składania ofiary z własnego pierworodnego syna i daje BARANKA – by go ofiarować ZAMIAST NIEGO. Kolejny jak mocny ZNAK, ów baranek jest tutaj znowuż figurą oznaczającą Chrystusa, który zmarł za nasze grzechy tak, byśmy nie musieli umierać i mieli życie wieczne. Bo nie jesteśmy w stanie własnych grzechów odkupić samodzielnie. I stąd – zbawienie nie jest za uczynki, nie handlujemy z Bogiem, bo nie mamy czym. Chrystus nas odkupił za darmo, bezinteresownie – oddał swoje życie za nas, dając najdoskonalszy przykład miłości. Pozwolił zabić swoje ciało za ludzi, którzy nawet go nie rozumieli.
Jesteśmy ułomni
Nie wszystko rozumiemy. Nawet Izrael nie wszystko rozumiał dobrze od początku i kształtował swoją moralność, cywilizację i sumienie. Na początku przecież Salomon i Dawid – ci wielcy królowie i władcy Izraela – sami mieli po KILKASET ŻON (ów wielki i mądry król izraelski Salomon miał 1000 nałożnic).
Grzechem Salomona było nie to, że miał tyle żon, ale że brał żony z pogan, które potem wciągały go we własne kulty pogańskie, Salomon składał ofiary bożkom. Dlatego na starość Salomon oddalił się od Boga i stracił jego błogosławieństwo.
Zdaje się zatem, że jest jedno dobro i jedna Prawda, ale szukamy jej i dochodzimy do niej. Z całą pewnością świadomość objawienia Bożego osiągnęła swoje apogeum w Nowym Testamencie i szczególnie w Jezusie i Ewangeliach. Kształtowała się jednak nawet w okresie historii Zbawienia – z początku nie odrzucając poligamii jako złej, dając człowiekowi czas, by zrozumiał, że monogamia jest lepsza, bliższa dobru i – chyba po prostu dająca większy pokój sumieniu; na pewno też nie krzywdzi kobiet tak, jak wówczas, gdy wiele ma jednego męża i musi walczyć o jego względy z kompankami; czy to nie powoduje rozdarcia serca, gdy mąż idzie do młodszej ładniejszej konkurentki, do czego ma prawo, bo jest żoną tak jak i ona?
Sumienie
Ma ono dla nas kluczowe znaczenie – niedopuszczalne jest czynienie nic, co by było niezgodne z sumieniem („Kto bowiem spożywa pokarmy, mając przy tym wątpliwości, ten potępia samego siebie, bo nie postępuje zgodnie z przekonaniem. Wszystko bowiem, co się czyni niezgodnie z przekonaniem, jest grzechem.” – Rz 14, 23).
Sumienie miewa różny koloryt – jest mniej lub bardziej ukształtowane. Bóg daje nam w słowach Nowego Testamentu prosty tip – NIE RÓB NIC SPRZECZNEGO Z WŁASNYM PRZEKONANIEM). A więc – proste – nie należy zmuszać nikogo, by czynił coś, co do czego nie ma przekonania, choćby dlatego, że jego sumienie jest jeszcze nie dość wykształcone.
Zdaje się jednak, że sumienie jako takie kształtuje się u każdego człowieka w podobnym kierunku. I udoskonalając się, jeśli człowiek rzeczywiście sumienie nie zagłusza, ale – jest wytrwały w mądrości – w końcu doprowadza do jednego punktu – doprowadza go do Boga, czy po prostu – do życia człowieka sprawiedliwego.
I to niezależnie od tego, czy ów człowiek mieszka w kulturze chrześcijańskiej, czy innej. Ma tę możliwość, by nawet bez Objawienia szukać Boga. Oczywiście Słowo Boże jest niezastąpioną pomocą. Ale sumienie jest jedno.
Jan
Bóg objawia człowiekowi Siebie, swoją Miłość. Ale nie jesteśmy w stanie pojąć tego objawienia bez Jego łaski, bez otwarcia na Jego światło, na prawdę, którą nam tak pięknie objawił w Jezusie.