-
Aleksandra zamieszczony w temacie Społeczeństwo
UKROPOLIN jak to jest w dużych miastach 😉
https://www.facebook.com/winicjusz.chrost.1/videos/387143036782697
14 Komentarzy-
-
Przesadza. Wiadomo,że jest to chwilowe,to że chcemy,by czuli się u nas dobrze,wynika wg mnie tylko i wyłącznie z gościnności. Ale jakoś rozumiem jego emocje, choć się nie zgadzam
-
Właśnie coraz więcej z nas obawia się, że to nie jest chwilowe a ja w Łodzi też już się mało czuję jak u siebie. I to nie chodzi o to, że to są Ukraińcy, tylko o to, że jest ich przytłaczająco dużo i niestety zbytnio się nie asymilują. Nie wiem, może na to czasu potrzeba, nauka języka trwa itd… w parku trajkot ukraiński, w sklepie też, u fryzjera pani po polsku nie rozumie, na budowie to wiadomo, chociaż tam to być może Białorusini. W tramwaju, w autobusie, na chodniku w każdej dziurze 😛 Dobrze, że chociaż u mnie w domu wszyscy jeszcze po polsku mówią

-
mi to nie przeszkadza. Ukraińskie dzieci praktcznie wszystkie mówią w tej chwili po polsku, bo 3 miesiace chodziły do polskiej szkoły. Twierdzęto na podstawie swoich znajomych, ktorzy przyjechali z 5 dzieci pod koniec lutego, na początku ttylko najstarszy syn mowił coś po polsku, bo uczył się przez rok na Ukrainie, pozostałe w ogole nie mówiły po polsku. Dzisiaj mówią wszystkie. Rodzice także, bo znali język wcześniej, ale z dziecmi rozmawiają po ukraińsku, bo to ich naturalny język
-
Dlatego może czasu potrzeba. U młodego w szkole pa ni na wywiadówce zapowiedziała, że od nowego roku fory się skończą i grupki ukraińskie też. Szkoła będzie starać się asymilować dzieci tak, żeby się szybciej języka uczyły. A jak dzieci to może i rodzice, zobaczymy. W Łodzi na razie bardzo to widać i słychać, polskiego w niektórych miejscach mniej niż ukraińskiego. Niby nic takiego ale ja się nie bardzo czuję tu jak u siebie w domu, czyli trochę podobnie jak ten młody. 😉 W Australii też się nie czułam jak u siebie ale tam to było całkiem normalnie a tu w Polsce zaczyna mi trochę przeszkadzać.
-
Jak oni się czują gdy widzą krzywo na nich patrzących Polaków tylko dlatego, że rozmawiają ze sobą w swoim ojczystym języku? Możemy się nad sobą rozczulać, że kaleczą nasze uszy, że w ogóle musimy na nich patrzeć, że ich jest za dużo, że już powinni wracać do siebie, …
A może pomyślmy, co by się działo gdyby np. Rosja napadła na Polskę …-
Gdyby Rosja napadła na Polskę? Ukraińcy zawinęli by się w 2 dni i zostawili by nas z tym burdlem bez żadnych emocji i bez kasy
Nawet bez Putina nas zostawią jak jyuż wszystko będzie rozebrane do betonu. Na szczęście gospodarka u nas jeszcze ok to i przyjaciół będziemy jakiś czas mieć 😉 Oni się raczej nie przejmują kto i jak na nich patrzy, robią co im się podoba bo w masie siła, to my się będziemy musieli dostosować, już trochę musimy. My w Australii rozmawialiśmy po polsku w domu a na ulicy jak faktycznie byliśmy sami. Tam nie było takiego zwyczaju, żeby głośno gaworzyć przez telefon w autobusie czy idąc ulicą, czy w sklepie w swoim języku. W miejscach publicznych obowiązuje język danego kraju i tyle. Oczywiście nie było by zupełnie problemu gdybyśmy na stałe przyjęli pół miliona ludzi. Ponad 4 miliony to zwyczajnie bardzo dużo, 10% populacji. Może faktycznie to tymczasowe i ze 3 miliony wróci po wojnie do siebie… ja bym się nie zmartwiła 😉 Ciekawi mnie ilu by u nas siedziało gdybyśmy mieli obozy dla uchodźców jak w niektórych krajach, taką pomoc podstawową humanitarną dla najbardziej potrzebujących?-
-
Ja mam 46 więc całe moje życie 😉 Lubię różnorodność ale serio z dużym umiarem. Dla mnie jest to męczące ale i tak nic nie poradzę. Mnóstwo ludzi jest za pewne zadowolonych i ok. Zobaczymy jak się to wszystko rozwinie, jak ktoś faktycznie tej pomocy potrzebuje to mu nie żałuję. Zawsze jest jeszcze opcja wyjazdu, niechętnie ale jak już mi przestanie Polska Polską pachnieć to sentymenty będzie trzeba schować w kieszeń i pomyśleć praktycznie 😉
-
ja traktuje taka homogeniczność bardzo nienaturalnie. Jest tak, to jest, trudno. Ale naturalny swiat jest taki, ze sie języki mieszkają i tak zawsze było. Dopiero XX wiek i tak naprawdę nacjonalizmy + totalitaryzmy przyniosły sztywne etnicznie granice. Wcześniej w miastach w Polsce był kościoł, cerkiew i synagoga. Mówiło się w paru językach. Ludzie mieli rodzinę wszędzie, szczególnie Zydzi 🙂 wujek w Wiedniu, ciocia w Gdańsku. na targu jeden gadał po ukraińsku, drugi po zydowsku. Tak było jeszcze w latach 1930. Dlatego to mieszanie się sąsiednich (!!) nacji mi kompletnie nie przeszkadza, kompletnie. Chyba, ze to bylaby taka sytuacja, ze ktos celowo tworzy kolonie, jak np. Rosja, ktora instalowała Rosjan na obcych sobie obszarach. To jest jeden z takich wyjątków. Sytuacja ukrainska to nie taki przypadek.
-
No Ruscy mieszali ludzi na siłę a teraz są konsekwencje, fakt. Ogólnie fajnie jest jak jest kolorowo i jak na jarmarku ale szczerze wtedy co mnie trzyma w danym kraju? Nic, to tylko kawałek ziemi i różnych zlepków kulturowych. To samo mogę mieć tu albo tam, wszędzie spotkam Polaków, Ukraińców czy Hindusów, wybór religii wszędzie ten sam. Czyli miejsce zamieszkania wybieram według praktycznych przesłanek a nie sentymentalnych. Mieszkam tam gdzie mi pasuje klimat, gdzie łatwiej o dom, gdzie akurat dostanę pracę. To bardzo lewicowy idealizm. Taki świat bez granic.
-
-
-
-
-
-
-
-
Media
Zdjęcia dodane do postów
Wideoklipy dodane do postów


Młody nawet nie wie, że 'strzelając’ do Ukraińców, zaciągnął się do armii Putina. Jest wojna, a na wojnie trzeba wiedzieć kto jest wrogiem i kto przelewa krew także za nasze bezpieczeństwo.