Wydawałoby się, ze bliższa jest nam Ukraina. To ona walczy o niepodległość i suwerenność. To i w naszym interesie jest, aby ona wygrała. Gdzieś tam w oddali kolejne palestyńskie dziecko traci rodziców, kolejne dzieci głodują, kolejne dzieci stają się kalekami na całe życie albo giną w mękach, ale nas to nie dotyczy. Oni są daleko, Ukraina jest bliżej. To przecież Izrael się broni, jak i Ukraina, ale to są dwie różne sprawy, dwie różne wojny.
A przecież na każdej wojnie giną ludzie, na każdej są ci którzy głodują, którzy cierpią, ci którzy będą odczuwać traumę do końca swoich dni. Choćby ich żywot miał być szybko zakończony pod ostrzałem jakiejś broni albo trwał aż do późnej starości. Ta trauma nawet jeśli minie czas, jeśli pokryje się kurzem, nigdy nie zniknie. Zostaje niczym blizna, która nigdy nie traci swojego koloru. Jest czymś, o czym chce się zapomnieć za wszelką cenę, ale to niczym piętno zostaje wyryte na duszy do końca dni tego świata. Ale to nie nasza wina, w końcu nie my nacisnęliśmy spust.
Będzie się unikać tego tematu całe życie, a w umyśle wciąż będzie się słyszeć huk spadających bomb, szloch zatykający gardło, będzie się czuć paraliżujący strach, który nie pozwoli uciekać, nawet jeśli może oznaczać to śmierć. Będzie się czuć smak krwi w ustach, głód, poczucie brudu, ból oczu od płaczu tak długiego, że już brakło łez. To stan, kiedy nawet twardzi mężczyźni płaczą i czują się bezsilni. To stan który może jednych powalić na kolana, u drugich wywołać nawet psychozę. To piekło, prawdziwe piekło na Ziemi, aż trudno uwierzyć, że do takiego zła przyczynił się człowiek. To jest niepojęte. Brakuje mi słów, aby to opisać.
Jednak my możemy odwrócić twarz od Palestyńczyków, bo przecież to Izrael jest ten dobry, ten zaatakowany, a Ukraina jest bliżej.
Sumieniu tak łatwo zakryć oczy i widzieć tylko to, co się chce, co jest wygodniejsze, bliższe.
A ja nie potrafię otrzeć łez, kiedy widzę kolejne dziecko zbierające z ziemi brudne, rozsypane jedzenie, dziecko szczęśliwe, bo jedzenie, choć brudne, zaspokoi na chwilę głód. Nie mogę nie patrzeć bez bólu nad zanoszącym się płaczem mężczyzną nad ruiną jego domu. Nie muszę nawet rozumieć jego słów. Rozpacz, wyraz twarzy, desperacja mówią wszystko. Jednak nie potrafię sobie wyobrazić bólu, jaki czuje ojciec, szukający zwłok swoich dzieci w gruzach domu. Co musi czuć człowiek, który dał życie, jeszcze niedawno czytał im bajki, śmiał się, żartował, a chwilę potem musiał szukać szczątek swoich dzieci. Czy można sobie wyobrazić to cierpienie? Czym sobie zasłużył ten ojciec, zwykły człowiek, który nie jest bojownikiem, tylko pragnął zwykłego życia ze swoją rodziną? A dzieci? Czym one sobie zawiniły?!
Kiedy widzę kolejny filmik pokazujący cierpienie dziecka, filmik o chłopcu, który przeraźliwie woła w swoim oczywiście języku: „Allah ,pomóż mi, Allah… Allah” i nie ma dla mnie znaczenia, że woła nie mojego Boga, ja widzę w każdym palestyńskim dziecku, to samo polskie dziecko, które było moją babcią.
Wracam myślami do wyjątkowych chwil, kiedy moja babcia staruszka siedziała przede mną na fotelu i płakała jak dziecko, opowiadając losy własne i swojej rodziny podczas wojny. Zamierałam, siadałam na fotelu i słuchałam, choć za każdym razem miałam nieodpartą ochotę wziąć zeszyt, spisać każde jej słowo, bo dla mnie to było ciekawe, nie potrafiłam wtedy pojąć ogromu jej tragedii, zrozumieć jej cierpienia, ale wiedziałam, że każda ta chwila kiedy babcia otwierała przede mną swoje serce, swoją historię, były wyjątkowe i że jeśli sięgnę choćby po zeszyt, ta chwila pryśnie niczym bańka mydlana. Płakała babcia, płakałam i ja. Za każdym razem. To te historie nauczyły mnie więcej niż niejedna lekcja historii czy języka polskiego. Więcej niż niejedne przemówienia ważnych głów w telewizji podczas jakiś rocznic państwowych.
Moja babcia urodziła się we wsi Kamienne. Dziś to rejon Ukrainy, ale wtedy była to Polska. Tej wsi już nie ma. Nawet kościół został rozebrany, aby nie było śladu po wsi. Żadnego dowodu że żyli tam kiedyś Polacy.
Mój pradziadek był sołtysem, ale grożono mu śmiercią, więc musiał z tej funkcji zrezygnować. Do tamtego momentu nie powodziło im się źle. Mieli dom na wsi drewniany, murowany w mieście, kilka hektarów ziemi rolnej i lasów.
Mogę sobie wyobrazić ten sielankowy obraz wsi, mojej babci, sześcioletniej dziewczynki, która nie wiedziała, że za chwilę jej życie zmieni się w tragedię. Żadne dziecko czy to polskie, ukraińskie, palestyńskie itd. nie powinno poznać smaku wojny. To barbarzyństwo! Zbrodnia! Każda ich łza, krew, głód ciąży na sumieniu ludzkości, zwłaszcza kiedy milczą na ich ból, bo im wygodnie, bo mają w tej wojnie interes, bo to nie ich sprawa, nie oni pociągają za spust!
Moja rodzina była już w złej sytuacji, ponieważ mieszkali w rejonie, gdzie ludzie uważający się za Ukraińców pragnęli powstania własnego kraju. Ich pragnienie zostało wykorzystane, wmówiono im, że Polska jest okupantem i trzeba ich wymordować, aby zyskać niepodległość.
To że mojemu pradziadkowi grożono śmiercią i on musiał zrezygnować z funkcji sołtysa dla siebie i swoich bliskich, świadczy już o tym, w jakim niebezpieczeństwie byli Polacy mieszkający na Kresach Wschodnich.
Dopiero niedawno zrozumiałam, że gdyby moja rodzina została tam na Kresach Wschodnich, to zostałaby zamordowana przez ludzi uważających się za Ukraińców.
Uniknęli tego, ponieważ zostali wywiezieni na Sybir. I to jest czarna ironia. Większość z nas wie, jak mało gościnnym miejscem jest Sybir. Ludzie byli tam przymuszani do ciężkich robót. Często się mówi o robotach w Niemczech, mniej o Sybirze. Praca była tak wycieńczająca, w mrozie, głodzie, przy licznych chorobach. Pradziadkowie i jedna z sióstr zachorowali na tyfus i zmarli. Los drugiej siostry i oddzielonego od nich brata (walczył w AK) był dla mojej babci nieznany. Trafiła do domu dziecka w Turkistanie, potem Kazakstanie. Cierpiała straszliwy głód. Ale wiadomo, że nie była jedyną, którą spotkał ten los. Zamiast cukru otrzymywali jeden cukierek na cały dzień, jedli obierki od ziemniaków, koty, żółwie.
Nie potrafię nawet sobie wyobrazić, jak moja babcia była nieszczęśliwa. Jak cierpiała. Była dzieckiem wywiezionym z domu w przeraźliwie ciężki rejon po to, aby być świadkiem choroby i śmierci bliskich. Cierpiała głód. Dlatego szczególnie mnie uderza obraz palestyńskich dzieci. Ich tam nie powinno być. Nie powinni cierpieć głodu. Gdzie sumienie Świata?! Ich życie jest mniej warte od dzieci Ameryki, Francji, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Polski, Izraela itd.?
Po wojnie moja babcia miała możliwość wyemigrować do Ameryki, ale odmówiła. Wciąż miała nadzieję, że odnajdzie rodzinę.
Chciano ją adoptować, ale nie z dobroci serca. Miała paść gęsi. Jednak brat babci się nie poddawał i szukał też rodziny. Odnalazł ją przez Czerwony Krzyż. Jeszcze reagowała na swoje imię Anna.
I tu powinno być żyli długo i szczęśliwie. Nic bardziej mylnego. Wojna nie kończy się wraz z ostatnim świstem pocisku, z wywieszeniem białej flagi, podpisaniem paktu kapitulacji.
Tak więc tragedia mojej babci nie skończyła się w momencie końca wojny i odnalezienia jej przez brata.
Po wojnie osiedlili się na Zachodzie Polski. Tam wiadomo nastąpiła już normalna kolej życia. Szkoła, praca, mąż, dzieci. Aż przyszedł list od drugiej siostry. Okazało się, że po wojnie wróciła w rodzime strony. Zapraszała do siebie.
Babcia oczywiście chciała spotkać się z siostrą, o której myślała, że już nie żyła. Jednak coś było nie tak w papierach najmłodszego dziecka. Kiedy udało się załatwić papiery, przyszedł kolejny list z informacją, że siostra zmarła.
Zastanawiałam się, dlaczego babcia do końca dni cierpiała na bezsenność. W końcu zrozumiałam, że bała się tych obrazów, wspomnień z wojny, Sybiru, pobytu w domach dziecka, tułaczki, głodu. Trauma wojny trwała do końca jej ostatnich chwil. Kiedy zamykała oczy, wspomnienia wracały, dlatego wolała nie spać. Bezsenność to częsty efekt uboczny wojny. Jeden z wielu.
Ta trauma była tak silna, że reagowała emocjonalnie przy każdym wspomnieniu. Dlatego te chwile były tak rzadkie.
Wczoraj tradycyjnie już był puszczany w telewizji film „Karol – człowiek, który został papieżem”. Oto fragment, który za każdym razem porusza mnie do głębi.
Teraz proszę w wypowiedzi księdza zamienić tylko słowa Niemcy i niemieckie, na Izrael i izraelskie, a tam gdzie żydowskie zamienić na palestyńskie. Czy kontekst się zmienia? Czy słowo palestyńskie dzieci umniejsza tragizm sytuacji? Czy sprawia, że czuje się mniejszą złość, kiedy słucha się słowa nazisty? Czy odpowiedź księdza robi mniejsze wrażenie?
Dla mnie Izrael nie ma wytłumaczenia. Nie oczyści sumienia, na zawsze pozostanie na nim hańba ludobójstwa. Ale nie tylko Izrael.
Każdy kto popiera jego działanie, które jest dla mnie niezrozumiałe, jest tak samo winien. Jak naród tak niszczony, prześladowany, mordowany w przeszłości może czynić to samo innemu narodowi?
Ktoś powie, a przecież to Hamas zaatakował pierwszy. A mnie dziwi, że każdy atak Hamasu przed tą wojną, był tłumiony, a teraz nagle mu się udało. Według mnie pozwolono, aby ten atak doszedł do skutku, aby móc ludność palestyńską wyciąć w pień i mieć usprawiedliwienie bynajmniej przed sojusznikami.
I nie atak na Izrael jest motywem, a złoża gazu na terenie Gazy. Nie zmienię zdania, jakby ktoś nie ubrał Izraela w kwiatki.
Żal mi Palestyńczyków, powinni mieć swoje niepodległe państwo, nie bać się, że w każdym momencie mogą być wyrzuceni z własnych domów, bo Izrael sobie zechce wybudować nowe osiedle. Tu giną i są prześladowani nie bojownicy, ale zwykli ludzie tacy jak ja czy Ty Czytelniku. Polacy byli też prześladowani, mordowani. Czy widząc cierpienie palstyńskiego dziecka, nie możecie zobaczyć w nim dziecka polskiego? Kolejny cytay z filmu, tym razem Karola Wojtyły. „Jeśli miłość nie zwycięży, nazizm powróci ale w innej postaci”.
Żal mi Żydów, bo przez takie działania zaczynają się pojawiać hasła antysemickie. Nie wszyscy zapewne popierają działania Izraela. Ten tekst też nie jest przeciw nim. Jestem osobiście w szoku, ponieważ miałam inny obraz Żydów.
W mojej rodzinie ukrywano dziecko żydowskiego pochodzenia przez całą wojnę. Tak się złożyło, że chrzestna mojej mamy była światkiem, jak Niemcy prowadzili gdzieś Żydów. Wśród Żydów była kobieta z niemowlęciem w ramionach. Niemiecki żołnierz wyrwał jej dziecko i dał pierwszej osobie, gdzie padł jego wzrok. Była to właśnie chrzestna mojej mamy. Tym samym to dziecko zostało uratowane przed śmiercią, dzięki jakimś skrawkom sumienia niemieckiego żołnierza i sercu chrzestnej mojej mamy.
I to jest właśnie to, że przez Holocaust, tragedię Żydów, ich zagładę, nie można ich nawet krytykować, inaczej jest się nazywanym antysemitą. I ja już jako sztandar wyciągam historię mojej rodziny, nie chcąc być błędnie zrozumianą. Jestem dumna z faktu, że moja rodzina uratowała żydowskie dziecko. Tym bardziej boli mnie los Palestyńczyków.
Niedawno Iran został sprowokowany do odzewu militarnego. Zastanawiające jest, że większość naszych sojuszników, w tym Polska postawiło oczywiście Izrael w miejscu ofiary, skoro on sam sprowokował Iran.
Padła nawet w Polsce propozycja, aby pomóc Izraelowi, tylko zapominają o paru aspektach. Wielu Polaków kojarzy czyny Izraela jako ludobójstwo i wolą trafić do więzienia, niż im pomóc, a poza tym pamiętają też pomoc Iranu dla Polski.
Sytuacja z Iranem przysłoniła na chwilę działania, które wciąż są kierowane w stronę Palestyńczyków. To LUDOBÓJSTWO. Musimy się zastanowić i postąpić zgodnie z własnym sumieniem. To że politycy idą z głównym nurtem USA, to nie oznacza, że my jako zwykli Polacy nie możemy potępić działań Izraela. Palestyńczycy nie cierpią odkąd trwa ostatni konflikt. Ta wojna, ich horror trwa od momentu, kiedy powstało państwo Izrael. Jeżeli ból, cierpienie dzieci nie przemawia, to może się zastanówcie, jaką traumę wywoła u nich wojna, jakie konsekwencje spadną na nas, kiedy będziemy milczeć. Czy myślicie, że przelana krew po prostu zniknie wsiąknięta w ziemię. Czy złoża gazu są tego warte? Nawet jeśli faktycznie działanie Izraela jest motywowane samoobroną, to czy granica nie została już dawno przekroczona i ofiara stała się katem?
Sama wiem, że niewiele mogę zrobić, ale nie chcę obojętnie patrzeć na czyjąś tragedię, bać się nazywać sprawy po imieniu. Milczeć, kiedy na naszych oczach jest popełniane ludobójstwo. To co od bardzo dawna czyni Putin, to jest oczywiście złe, potępienie jego czynów idzie od wielu krajów. A tu Izrael na oczach świata prowadzi do zagłady palestyńskiego narodu, a świat poza niewieloma głosami… milczy. Protestujący studenci w USA są uciszani przez wojsko. Tak… przez wojsko. Widziałam już dwa nagrania, na których Ursula von Leyen jest nazywana zbrodniarzem wojennym, a jej reakcja jest tylko cynicznym uśmiechem. Hitler nie mordował Żydów własnymi dłońmi. Miał od tego własnych żołnierzy.
Faktycznie jeżeli są terroryści, to należy z nimi walczyć, ale celem nie powinny być cywile, których jedyną zbrodnią chyba jest to, że chcieli spokojnie żyć.
My, naród polski, doskonale powinniśmy rozumieć tragedię Palestyńczyków. Tych zwykłych cywili. Jeżeli milczymy, to znaczy, że się z tym zgadzamy. My jako zwykli ludzie możemy naciskać na polityków, opinię publiczną, cele brytów, aby choć słownie zaprotestowali przeciw temu złu, przeciw zagładzie Palestyńczyków. A jeżeli to wydaje się zbyt wiele, to choć informujmy, mówmy prawdę, aby w historia została zapisana prawidłowo. Na naszych oczach jest ona już manipulowana. To Izrael sam sprowokował Iran, a potem tło, że został zaatakowany i musi się bronić.
Jeżeli to też zbyt wiele, to choć obejrzyjcie pod spodem film. Przemyślcie, ile są warte łzy. Czy wspieramy właściwą stronę.
Dziękuję za uwagę i proszę o obejrzenie filmu do końca. Jest on chaosem, ale najważniejsze jest tam przesłanie.
Łukasz
Całe szczęście zdaje się, że świat jednak prawidłowo postrzega konflikt izraelski i chyba już mało kto jednoznacznie opowiada się po izraelskiej stronie, szczególnie po śmierci polskiego wolontariusza. Trudno zrozumieć, dlaczego Izrael wchodzi w buty nazistów w wielu swoich decyzjach i zachowaniach. Poruszająca jest ta historia żydowskiego dziecka przekazanego przez matkę przypadkowej osobie, i cała historia, szczególnie ten wątek z Sybirem. To powinno się wszystko dokładnie opisać, bo to są ważne wydarzenia, nie tylko dla rodziny, ale jako istotny element polskiej historii i tożsamości. Ja sam poznałem także takie historie, choć niepochodzące z mojej rodziny. Choć wraz z małżeństwem wpiąłem się w kilka niezwykłych życiorysów, jak choćby kuzyna dziadzia żony (też pochodzili z Kresów i cudem uszli z życiem), który był kapelanem polskiej dywizji pancernej pod Monte Cassino (przestawiony jest nawet na jednym z plakatów do filmu Czerwone Maki). Brat dziadka żony był – jak i on – dominikaninem, wchodził w skład grupy dominikanów, którzy zastąpili wczesniejszych wymordowanych przez NKWD ojców w klasztorze w Czortkowie. Ci wymordowani zakonnicy zorganizowali pierwsze powstanie antysowieckie na terenach polskich w 1940 roku (nieudane, zakończyło się wyrokami śmierci i wieloletniego łagru dla uczestników). Wieś, z której pochodził ów ojciec – Urban Szeremet – cudem uszła spod topora banderowskich siepaczy w 1944. Zaatakowali oni wieś w czasie, gdy przebywał tam oddział AK, o czym nie wiedzieli. AK-owcy odparli atak, a mieszkańcy wsi ewakuowali się bezpiecznie w kolejnych dniach. Wieś przestała istnieć, choć była szczególnym miejscem, gdzie kwitła kultura (teatr) i gdzie miało swój początek wiele powołań do stanu duchownego. Kiedy o. Urban wrócił tam w latach 70. był wstrząśnięty, po ukochanej wsi nie zostało nic, nie było znać nawet miejsc po domach (z wyjątkiem fundamentu dworu, który był murowany). Obszedł cały jej teren odmawiając Różaniec i postanowił sobie, że nigdy tutaj już nie wróci.