Parę dni temu miałem okazję spacerować po Kamieniu Pomorskim – mieście von Kleista; eksplorowałem nawet wnętrza świetnie dziś utrzymanego dworku, w którym mieszkał. Ten niemiecki fizyk, mieszkający w będącym dziś w granicach Polski miasteczku, stoi za epokowym odkryciem – które dało początek elektryczności.
Jeszcze nasze babcie z trwogą wpuszczały monterów kabli elektrycznych do swoich domów. We wsi, w której mieszkam, były to lata 1960. Dziś siedzimy sobie wygodnie przed ekranem komputera przy zapalonej lampce, w pokoju świeci się żarówka, słuchamy muzyki w słuchawkach. Elektryczność jest wszechobecna.
W uroczo położonym miasteczku w północno-zachodniej Polsce – Kamieniu Pomorskim (a wówczas: Cammin in Pommern) 11 października 1745 roku niemiecki badacz zjawisk elektrycznych Ewald Georg (Jürgen) Kleist dokonał odkrycia zjawiska magazynowania energii elektrycznej w szklanym naczyniu z wodą oraz de facto kondensatora elektrycznego. W potwierdzeniu odkrycia wsparł go najmocniej Daniel Gralath, działający w polskim Towarzystwie Fizyki Doświadczalnej w Gdańsku, który później dokładnie opisał ten eksperyment.
Wkrótce – bo na początku 1746 roku – podobny eksperyment przeprowadzono w holenderskiej Lejdzie w pracowni Musschenbroeka (dokonał tego Andeas Cunaeus). I to ten lejdejski eksperyment zdobył większą sławę i rozszedł się masą publikacji – zaś pierwszy kondensator nazwano Bouteille de Leyde. Laur przypadł więc niezasłużenie Musschenbroekowi, choć promotora tego ekseprymentu – francuskiego fizyka Jean-Antoine’a Nolleta, o wcześniejszym eksperymencie z Kamienia Pomorskiego listownie informował Daniel Graalth. Nic to. Sława Lejdy poszła w świat. Tym bardziej warto mówić o naszym polskim Kamieniu i pierwszym na świecie kondensatorze elektrycznym – flaszy Kleista.
Jak zauważa Jerzy Sawicki w artykule „Kleist vs. Musschenbroek – trudna droga do prawdy” (autora monografii nt. Kleista) – w publikacjach traktujących o tym odkryciu, ogromna ilość zawiera błędy, zwykle powielane z wcześniejszych publikacji; w dawnych i współczesnych publikacjach postać Kleista bywa pomijana lub umniejszana na różne sposoby. Co jest dziwne o tyle, że jeszcze w XVIII w. szczegółowo opisano eksperyment Kleista oraz dokładny jego przebieg (zrobili to Daniel Gralath i Joseph Priestley), sam zaś Kleist informował bogato listownie o swoim osiągnięciu środowiska naukowe Polski, Prus i Saksonii. A nawet jeśli pierwszeństwo Kleista jest uznawane, to jego flaszkę określa się butelką lejdejską. Tak naprawdę butelka z Lejdy i naczynie Kleista wyglądały inaczej i powinno zachować się odmienne nazewnictwo – butelka lejdejska oraz – flasza Kleista (widoczna na ilustracji u góry artykułu). Utarło się niestety pojęcie butelki lejdejskiej oraz doświadczenia lejdejskiego, co sugeruje, że odkrycie Kleista dokonane w Kamieniu Pomorskim jest wtórne, podczas gdy to Kleist był pierwszy.
Elektryczność znana była ludzkości od wieków, choćby w postaci piorunów. Jednak by dało się z jej dobrodziejstw sensownie korzystać, należało znaleźć sposób na jej magazynowanie. Obaj badacze – mianowicie Klejst (1745) jak i – Andeas Cunaeus (1746) dokonali udanej próby magazynowania energii elektrycznej w szklanym naczyniu niezależnie od siebie. Wkrótce o zjawisku rozpisały się gazety, a eksperymenty z tym związane prezentowano szeroko publicznie na dworach królewskich, ulicach i placach.
Jerzy Sawicki przytacza fragment Traktatu początkowego fizyki Haüy’a, przetłumaczony na polski przez ks. Alojzego Korzeniewskiego, opisujący owo niezwykłe zjawisko, jakim było magazynowanie energii elektrycznej:
Przystępuiemy do tłumaczenia nayważniéyszégo zdarzenia elektryczności; znanego pod imieniem doświadczenie Leydéskie. Wynalazek ten od niektórych iest przyznany Kuneuszowi, od innych Mouchenbroeckowi, który go natychmiast Reaumurowi udzielił. Nowina o zdarzeniu nadzwyczayném nigdy powszechnieyszégo uczucia nie sprawiła. Nie było tégo, któryby elektryzować się nie chciał; wyraz używany pod ów czas, i dziś nawet, iakby to osobliwość doświadczenia podawała w niepamięć sposoby inné elektryzowania. Zysk sam tworzył fizyków, którzy rozstawiali na miéyscach publicznych machiny elektryczné, i w pierwszych czasiech, iakby na dziw wielki, biegł tłumem lud oglądać nadzwyczayną onych sposobność.
Żadne z naczyń von Kleista się nie zachowało. Ucierpiał także mocno Kamień Pomorski, zmasakrowany pod koniec II wojny światowej przez ostrzał dwóch okrętów niemieckich, które przykryły ogniem miasto po tym, gdy okazało się, że stacjonują to oddziały sowieckie. Zniszczono słabą i lichą zabudowę, przetrwały solidniejsze budynki, w tym gotycka konkatedra z unikatowym wirydarzem, czy znajdujący się obok katedry dworek von Kleista. Dzisiaj jest to filia lokalnego muzeum.
Jan z Dzikowa
Gdyby dziś naukowcom, wynalazcom, udało się ujarzmić pioruny, zmagazynować ich energię, to byłoby coś co rozwiązałoby energetyczne problemy świata.
Przemysław
Tesla miał pomysł działający tylko ,że go nie zrealizował bo nie miał finansowania niestety