Depresja zaawansowana, to niestety często już stadium stanu chorobowego, który pojawia się wówczas gdy ludzie wcześniej zakładają maski i nie mówią co ich boli. I zamiast później leczyć (bo to już jest niestety spektrum choroby, gdzie nasz organizm przestaje się nas słuchać) moim zdaniem lepiej wcześniej jest depresji zapobiegać.
Jedną z przyczyn doprowadzenia do depresji, jest utrata celu w życiu.
Taki brak celu, to tak, jakby żeglować bez obranego kursu. Żeglując przez życie w taki sposób, prędzej, czy później zaczniemy dryfować, a dryfując coraz trudniej jest wrócić na odpowiedni kurs.
I tutaj rzeczywiście nie pomogą słowa innych w stylu: weź się w garść!
Nie, to zadziała zupełnie odwrotnie, jeszcze bardziej depresyjnie.
W takich sytuacjach w naszym życiu, podobnie jak na żaglówce trzeba się maksymalnie przechylić, aby odpaść od depresyjnego kursu na którym jesteśmy (dryfu) i nabrać na nowo wiatru w żagle obierając nowy cel, nowy kurs.
Brzmi banalnie? Być może, jednak to działa. Czasami tym przechyłem w życiu może być nowa pasja, sport, gra na instrumencie, taniec, malowanie, pisanie, itp.
Generalnie spełnianie marzeń z dzieciństwa może być takim życiowym przechyłem, który pozwoli odbić się od przysłowiowej ściany i zacząć się uśmiechać do siebie, ciesząc się z naszych małych postępów i sukcesów.
Odbijanie od dryfu zacznie następować dopiero wówczas, gdy sami z siebie, zaczniemy się powoli do samych siebie uśmiechać naturalnie, a nie sztucznie. I co najważniejsze, nie możemy wiecznie zakładać masek, musimy je zrzucić, bo tylko prawda o nas samych może nas wyzwolić, a nie wieczne udawanie.
Gdy np. ucząc się grać na pianinie, czy gitarze zacznie nam coś wychodzić, gdy na żaglowce poczujemy wiatr we włosach i będziemy czuli, że mamy nad nim kontrolę, to dopiero wówczas, gdy te pierwsze uśmiechy naszych ust będą naturalne, zaczniemy myśleć nad naszym życiem bardziej pozytywnie i optymistycznie.
Wtedy najczęściej zaczniemy widzieć rozwiązania naszych problemów, bo rozwiązania przychodzą gdy głowa myśli pozytywnie. I tutaj nie chodzi o to, aby odrazu znaleźć wszystkie rozwiązania.
Nie, tutaj chodzi o postawienie małego kroczku, który nas napędzi – nakręci jak tego pana z ilustracji tego postu
i pozwoli płynąć przez życie dynamicznie. Wtedy to sama droga tych małych kroczków będzie naszym celem, mimo, że na początku tej drogi nie do końca wiemy jaki jest nasz cel. Jednak płynąc uzyskujemy nadzieję, że prędzej, czy później, nasz cel pojawi się na życiowym horyzoncie. Dryfując nie mamy na to szans.
Dlatego mając taki cel – małych kroczków, najlepiej bliski, krótkoterminowy, ciężko wpaść w dryf i stan depresyjny.
To trochę tak, jak z jazdą na motocyklu na słynnych amerykańskich pustynnych długich trasach, gdy zaczyna kończyć się paliwo. Są wówczas dwie metody, zatrzymanie się i czekanie na pomoc lub jechanie do samego końca
z nadzieją, że może pojawi się jakaś stacja benzynowa. Depresja jest właśnie takim życiowym zatrzymaniem i zarazem utratą nadziei, że coś może się zmienić. Dlatego nie wolno się nigdy zatrzymywać, ale też nie wolno udawać, że mamy dużo paliwa, bo nie damy szansy innym sobie pomóc.
Mowię to z perspektywy żeglarza regatowego, gdzie chociaż celem jest przypłyniecie do mety jak najszybciej,
to w pierwszej fazie wyścigu celem jest górny znak (czyli boja ustawiona pod wiatr). Można oczywiście ustawiać całą strategię, czyli jakim halsem planujemy płynąć, ale wiatr tak samo jak w życiu potrafi wszystko zmienić i czasami trzeba zrobić wiele zwrotów, aby do tego górnego znaku jak najszybciej dopłynąć.
Co jest jednak piękne to, że gdy już dopłyniemy do górnego znaku, to naszym kolejnym celem jest dolny znak, a później gdy go osiągniemy znów górny i dopiero meta. W czasie regat nie myślimy o mecie, nie myślimy o słabym starcie, czy innych problemach. Myślimy cały czas o najbliższym znaku do którego musimy dopłynąć.
Reasumując mamy do pokonania pewną życiową drogę i powinniśmy się koncentrować na celach, które widzimy
i które możemy osiągnąć dzisiaj, a następnie w tym tygodniu, miesiącu. Ludzie często wpadają w depresję, bo uciekają myślami za daleko do przodu. Jeszcze dobrze nie wystartowali, a już myślą, jak ciężko jest dopłynąć do tej mety i po jakimś czasie, kilku niepowodzeniach, kłopotach lub braku spełnienia, przestają płynąć i zarazem przestają żyć tu i teraz.
Zatem gdy zaczniemy płynąć przez życie układając plan na dany dzień w stylu: co chciałbym dzisiaj wykonać, jakie mam priorytety to dopiero wówczas będą nabywać przeświadczenie, że przestaliśmy dryfować. Warto te małe nasze kroczki zapisywać w organizerze (np. To Do) tylko te kroczki muszą być rzeczywiście małe.
I nie chodzi o to, aby wszystkie wykonać, chodzi o to, że trzeba się cieszyć z tego, co udało się wykonać, chociażby tym zadaniem na dzisiaj było tylko pościelenie łóżka. Taki niby mały kroczek, ale dla wielu może być przełomem w życiu. Dlatego wychodząc z tej ciemnej depresyjnej drogi, trzeba zaczynać od bardzo prostych zadań i dopiero gdy zacznie się udawać je realizować, wówczas należy dokładać bardziej wymagające. I nie jest istotne to, że kiedyś takie zadanie było dla nas nawykiem i czymś oczywistym. W sytuacji gdy nie radzimy sobie ze wstaniem z łóżka,
to znak, że jesteśmy roztrenowani i tak jak w bieganiu, nie liczy się to, że kiedyś biegaliśmy maratony. Mając długą przerwę trzeba zacząć powoli od bardzo krótkich przebieżek.
Oczywiście warto też mieć jakąś nieco dłuższą strategię (nowe studia, szkolenia, nowy kurs jakichś umiejętności), ale zanim dojdziemy do strategii należy nabrać jakiejkolwiek życiowej prędkości. Ponadto ze strategiami jest też tak, że nie można się ich kurczowo trzymać, jeśli nagle życiowy wiatr się zmienił. Dlatego najważniejsza jest dobra prędkość naszego kursu na życiowy wiatr, ponieważ mając prędkość można wykonywać życiowe zwroty.
Kto potrzebuje pogadać więcej na ten temat, to w miarę możliwości służę radą, doświadczeniem na chat Polskiego Fejsa.
Pozdrawiam Wasz Radosław 🙂
Przemysław
moim zdaniem winnymi depresji jest nakładanie ludziom obowiązków ponad ludzkie siły jak np 50 obowiązków w firmie na jedną osobę za najniższą krajową , wpierw człowiek dostaje nerwicy a potem mu się żyć odechciewa , łatwo wtedy wpasć w depresję
Jan z Dzikowa
Myślę, że zawsze, ale szczególnie w sytuacji problemów z sobą, dobrze komuś bliskiemu, zaprzyjaźnionej osobie zaufać, wiedzieć, że nie jest się samym z problemem.
Ania
Tak,tylko że chorzy rzadko mówią o swoich problemach
Przemysław
fakt
Ania
Niestety coraz więcej ludzi się z nią zmaga
Przemysław
w Polsce mnie to nie dziwi tak nam dopieprzają to i nie dziwne ,ze ludzie mają dość i w niąwpadną