Ciekawostki na temat naszej planety

Czy wiecie, że:

W czasie między epokami lodowcowymi, takimi jak kreda i paleogen, stężenie pewnego słynnego gazu CO2 znacząco przekraczało 420 ppm. Te okresy mogły trwać setki tysięcy lub nawet miliony lat.

W tym miejscu odrazu wyjaśnię, że skrót „ppm” oznacza „części na milion”. Na przykład, jeśli powietrze zawiera 420 ppm CO2, to oznacza, że na każde milion cząsteczek powietrza, 420 z nich to cząsteczki dwutlenku węgla.

Możemy to też przeliczyć na procentowy skład naszej atmosfery, dzieląc 420 przez 10 000, (ponieważ 1 ppm oznacza jedną część na milion, co odpowiada 0,0001%), co daje 0,042%.

Reasumując dwutlenek węgla stanowi około 0,042% całkowitej objętości naszej atmosfery.

W tym miejscu też przypomnę, że skład naszej atmosfery składa się:

Azot (N2): Około 78%

Tlen (O2): Około 21%

Argon (Ar): Około 0,93%

Dwutlenek węgla (CO2): Około 0,042% i ten udział różni się w zależności od lokalizacji i warunków atmosferycznych.

Pozostałe gazy stanowią około 0,03%

Wracając jednak do kluczowego zagadnienia, to również w okresach geologicznych, takich jak paleogen, mezozoik i paleozoik, stężenie CO2 przekraczało 400 ppm. Te okresy trwały setki milionów lat!

Reasumując prawie zawsze z wyjątkiem bardzo wczesnych okresów istnienia Ziemi, czyli epoki Kwarcu, stężenie tego gazu było wyższe niż 400 ppm. A najciekawsze jest to, że zawsze przed epokami lodowcowymi było znacząco dużo wyższe i sięgało dużo powyżej 1000 ppm, a nawet 7000 ppm w kambrze.

Zatem zgodnie z badaniami geologów sytuacja w której stężenie tego gazu było na poziomie 0,04% naszej atmosfery jest obecnie jednym z najmniejszych stężeń tego gazu w historii Ziemi. Naukowcy w ten sposób podkreślają, że żyjemy w czasach najmniejszego stężenia CO2 w historii naszej planety. A z uwagi, że zawsze wyższe stężenie CO2 poprzedza epokę lodowcową, to naturalnym jest, że musi się zwiększać, bo zgodnie z cyklem Milankovicia jesteśmy w ostatniej fazie cyklu interglacjału i zmierzamy powoli do kolejnej epoki lodowcowej, która wg szacunków powinna się rozpocząć za około 1000 lat.

I to udowadniali naukowcy, że obserwowany wzrost temperatury jest naturalny dla naszej planety, to jednakże nasze emisje ten proces wzmacniają, ponieważ spalając węgiel i węglowodory kopalne odwracamy bieg naturalnych procesów geologicznych.

Jednakże warto również podkreślić, że gdy stężenie CO2 spadnie do 150 ppm, to cała roślinność obumrze, a wraz z nią i my, bo nie będzie następował proces fotosyntezy, czyli nie będzie następować zamienianie tego gazu na tlen.

Na szczęście to nam raczej nie grozi, aczkolwiek przypominam ten fakt, aby zdać sobie sprawę z tego, że CO2 jest tak bardzo nam potrzebny do funkcjonowania.

I owszem tutaj nie chodzi o samo stężenie, lecz o pewien balans, który działalność człowieka oczywiście narusza i na tej podstawie nasza planeta się oczywiście w jakimś stopniu zmienia. (zmienia się klimat)

Aczkolwiek w większym stopniu nasza planeta zmienia się sama, bo historia naszej Ziemi dowodzi, że stężenie tego gazu było wielokrotnie wyższe i generowało się w sposób naturalny.  (nie było naszych emisji)
Dlatego za powyższe naturalne emisje odpowiadają procesy sprzężeń zwrotnych, które nie przestały funkcjonować, zatem nie można ich bagatelizować i zwalać całą winę na człowieka.

Owszem teraz się tłumaczy, że tempo tego stężenia CO2 zbyt szybko rośnie. Być może tak, tylko to już jest pewna spekulacja jeśli założymy, że nie było nigdy na naszej planecie tak szybkich wzrostów stężenia.

Przykładem takiego szybkiego wzrostu może być  np. erupcja Trapsu Syberyjskiego pod koniec permu. Czyli właśnie wtedy, kiedy pojawiły się na Ziemi dinozaury i które później zdominowały mezozoik, jurę i kredę miliony lat temu. Cieżko jest również stwierdzić jakie były rzeczywiste wzrosty stężeń gazu w krótkim okresie, bo modele matematyczne którymi dysponujemy to tylko pewne przypuszczenia. Nie powinno się zakładać, że nigdy takich wzrostów stężenia Co2 w takim tempie na naszej planecie nie było w sposób naturalny. To jest tylko spekulacja, a nie dowód, bo na podstawie skamieniałości nie jesteśmy w stanie tak dokładnie odczytać dynamikę zmian.

Zatem teraz zupełnie inne pytanie:
Gdyby postawić na szali zatruwanie naszej planety tworzywami sztucznymi, zużytą fotowoltaiką, czy skażeniem wody pitnej poprzez wydobywanie litu lub złomowaniem ogromnych ilości toksycznych baterii, to ciężko stwierdzić, co jest dla naszej planety gorsze.

Czy gorszy jest gaz z którym Ziemia potrafi sobie świetnie poradzić (pochłonąć) i który jest niezbędny roślinom do produkcji tlenu, którym oddychamy, czy jednak zanieczyszczenie środowiska toksynami jest gorsze?

W mojej ocenie gorsze jest skażenie, niż sama emisja tego gazu.

Ale jestem zdania, że trzeba sukcesywnie rozwijać alternatywne metody uzyskiwania energii, bo niestety przy spalaniu paliw kopalnych emitowane są też inne toksyczne cząstki stałe tworzące smog. I tutaj należy rozwijać to, co rozwija technologicznie Japonia, która ma opory przed atomem po katastrofie elektrowni jądrowej w Fukushimie w 2011 roku. Dlatego Japonia woli inwestować w ekologiczne elektrownie węglowe, gdzie wszelkie produkty spalania będą kompensowane w taki sposób, aby nie zanieczyszczać atmosfery.

https://www.cire.pl/artykuly/serwis-informacyjny-cire-24/106549-japonia-stawia-na-czyste-technologie-weglowe

W mojej ocenie to jest najbardziej optymalna przyszłość, bo przypominam atom też ma swoje wady. Bo jest zawsze potencjalnym zagrożeniem, szczególnie w przypadku ataku na infrastrukturę. Jak również generuje odpady, które trzeba składować pod oceanami.

Z tego tytułu technologia japońska ekologicznego spalania wydaje się najbardziej ekologiczna i efektywna.

Dlaczego o tym nie rozmawiamy, aby tak jak teraz Chiny budują nowoczesne elektrownie i kopalnie węglowe nie szukać możliwości wykorzystania naszych złóż w sposób zdrowy dla naszej atmosfery poprzez budowę nowoczesnych elektrowni węglowych pozwalających na spalanie bezsmogowe i bezemisyjne.

To są oczywiście podstawy wyłożone przez Polską Akademię Nauk, gdzie naukowcy podkreślali, że zmiany zachodzące na naszej planecie są uwarunkowane wieloma czynnikami, a nie tylko jednym gazem, który stanowi zaledwie 0,04% naszej całej atmosfery.

Zatem biorąc pod uwagę, że i tak Chiny zwiększają ilość kopalni węglowych i elektrowni węglowych, (W 2023 roku władze Chin wydały zezwolenie na budowę elektrowni węglowych o łącznej mocy 114 GW, czyli 10 proc. więcej niż rok wcześniej.) To mając powyższe na względzie utrudnianie nam życia, podnoszenie kosztów energii przez dopłaty do emisji jest kuriozalne, bo zmniejszenie emisji przez Polskę, czy przez samą UE nie zatrzyma zmian klimatu zachodzących na naszej planecie. Spójrzcie na poniższy wykres ludzkiej emisji CO2. Zaznaczam zarazem, że tyle CO2 ile człowiek wyemituje stanowi około 5% tego co emituje naturalnie sama planeta zgodnie z raportami IPCC. 

https://dorzeczy.pl/ekonomia/553719/chiny-stawiaja-coraz-wiecej-elektrowni-weglowych.html

Poniżej prezentuję listę profesorów z Komitetu Nauk Geologicznych PAN, którzy próbowali to tłumaczyć wielu osobom, ale niestety argumenty i wiedza nie docierają do wielu i odbijają się od pewnej finansowej ściany, bo na walce z tym gazem można zarobić krocie. 🙁

Poniżej źródło i dokładny cytat:

http://www.kngpan.agh.edu.pl/wp-content/uploads/Stanowisko-KNG_klimat_2019.pdf 

„Wzrost temperatury globalnej w ciągu ostatnich 300 lat (Fig. 3, Fig. 5) jest faktem, któremu zaprzeczyć nie można. Dyskusyjne jednak jest nie tylko tempo tego wzrostu w porównaniu do podobnych wzrostów znanych z poprzednich okresów historycznych (patrz rozdział poprzedni), lecz przede wszystkim prognozy na przyszłość, które tworzy się w oparciu o modele klimatyczne. W zasadzie wszystkie modele (przygotowane przez mocne zespoły badawcze i publikowane w najlepszych czasopismach naukowych), przewidywały wzrost temperatury na Ziemi w latach 1975-2025. Średnia wzrostu dla wszystkich modeli wyniosła ok. 1,2oC (Fig. 6), przy czym wyniki znacząco różniły się między sobą. Co więcej, współczesne pomiary temperatury w środkowej troposferze dają wynik trzykrotnie niższy od wartości średniej, przewidywanej przez omawiane
modele (Fig. 6). Podobnie, modelowanie klimatu w holocenie (ostatnie 11,2 tys. lat – por. Fig. 5, linia zielona) rozmija się z obserwacjami przyrodniczymi (Liu et al. 2014). Przyczyny takiego stanu
rzeczy są przedmiotem dyskusji (przyjęte parametry wyjściowe dla modelowania, techniki pomiarowe, algorytmy programów obliczeniowych), wykraczającej poza zakres niniejszego opracowania.”

Następnie:
„Węgiel odkładał się w skorupie powoli i dość systematycznie, czego
efektem był blisko dwudziestokrotny spadek koncentracji CO2 w atmosferze – od ok. 7000 ppm (+-40%) w kambrze (Fig. 1) do poziomu ok. 300 ppm w roku 1950. Z punktu widzenia ewolucji atmosfery ziemskiej dziś dwutlenku węgla prawie nie ma. Tak niski poziom koncentracji CO2 w
atmosferze mógł być – podobnie jak w karbonie (Fig. 1) – istotną przyczyną globalnego zlodowacenia, które zaczęło się ok. 33 mln lat temu powstawaniem pokryw lodowych na Antarktydzie i nasilało się aż do zamarznięcia Oceanu Arktycznego ok. 2 mln lat temu. Zgodnie z
prawem Henry’ego, coraz zimniejszy ocean światowy pochłaniał coraz więcej CO2, napędzając schładzanie powierzchni Ziemi poprzez zmniejszanie efektu cieplarnianego (w myśl tego samego
prawa, ogrzany ocean odda do atmosfery nadmiarowy CO2). „

Powyższy dokument podpisali:

prof. dr hab. Jan Burchart, członek korespondent Polskiej Akademii Nauk dr hab. inż. Józef Chowaniec, prof. PIG-PIB

prof. dr. hab. inż. Wojciech Ciężkowski

prof. dr hab. Marian Adam Gasiński

prof. dr hab. Jan Golonka

dr hab. Michał Gradziński, prof. UJ

prof. dr hab. Krzysztof Jaworowski

prof. dr hab. Andrzej Konon, sekretarz KNG PAN

dr hab. Piotr Krzywiec, prof. ING PAN

prof. dr hab. Marek Lewandowski

prof. dr hab. Stanisław Lorenc

prof. dr hab. Leszek Marks

prof. dr hab. Leszek Marynowski

prof. dr hab. inż. Jacek Matyszkiewicz, przewodniczący KNG PAN

prof. dr hab. inż. Jacek Motyka

prof. dr hab. Andrzej Muszyński

prof. dr hab. Tadeusz Peryt

prof. dr hab. Szczepan Porębski

prof. dr hab. Jan Przybyłek

prof. dr hab. Stanisław Skompski

prof. dr hab. Ewa Słaby

prof. dr hab. Krzysztof Szamałek

dr Ryszard Szczęsny

dr hab. Witold Szczuciński, prof. UAM

prof. dr hab. Michał Szulczewski, członek rzeczywisty Polskiej Akademii Nauk prof. dr hab. Jan Środoń

prof. dr hab. Jerzy Trammer

prof. dr hab. Alfred Uchman, członek korespondent Polskiej Akademii Nauk

prof. dr hab. Ireneusz Walaszczyk, członek korespondent Polskiej Akademii Nauk dr hab. Michał Zatoń, prof. UŚ

prof. dr hab. Jerzy Żaba, wice-przewodniczący KNG PAN

prof. dr hab. Andrzej Żelaźniewicz, członek rzeczywisty Polskiej Akademii Nauk

Udostępnij ten post
Oceń tekst:
10
35 komentarzy
  1. Jak skomentować lub polubić tekst jeżeli nie mogę go przeczytać, bo mam 10pkt?

    • Coś jest nie tak z tą punktacją, żeby przeczytać jakikolwiek artykuł to oddajesz 50 pkt., a za komentarz dostajesz 2 pkt. Polski Fejs zmień tą punktację bo padniesz.

  2. Dziękuję za bardzo ciekawy artykuł. Chciałbym jednak rozstrzygnąć 2 informacje które na razie się mi nie kleją. Pierwszą zacytuję: „Zaznaczam zarazem, że tyle CO2 ile człowiek wyemituje stanowi około 5% tego co emituje naturalnie sama planeta zgodnie z raportami IPCC” – Jeśli możesz wskazać źródło tej informacji będę wdzięczny. W artykule PAN wskazano z kolei, że emisja antropogeniczna jest o dwa rzędy wielkości większa niż emisja z wulkanów. Rozumiem, że mogą być różne źródła emisji, a brakuje mi oglądu całości np w formie bilansu. Pozdrawiam

  3. Niestety Polska też rozwiała technologie spalania węgla, słyszałem kiedyś (15 lat temu?) – że jesteśmy liderem w tym zakresie, wtedy może byliśmy. Ale dziś już mamy plan zamknięcia wszystkich kopalń, więc się zwijamy w tym zakresie. Kopalnie są likwidowane często tak, że nie da się do nich już wrócić (zalewane są wodą)

  4. Gdybyśmy nie byli w Unii, to nie musielibyśmy myśleć tak jak nam karzą i wtedy moglibyśmy inwestować w elektrownie węglowe.
    Co do atomu, to teraz chyba najlepsza opcja dla nas.

  5. Mądrego to i przyjemnie poczytać 😊. Bardzo ciekawy artykuł dziękuje .

  6. W temacie polecam książkę „Kryzys klimatyczny?” Stevena E. Koonina – byłego podsekretarza stanu do spraw nauki u Baracka Obamy (a więc ciężko mu przypiąć łatkę jakiegoś „prawaka”, „trumpisty” itp.). Rozprawia się praktycznie z całą tą parareligią klimatystów.

    • Dzięki – poczytam.

    • jako negacjonista owszem… dlaczego nie podwazył całej teori globalnego ocieplenia… czemu nie ubiega o nobla… w jakim czasopismie powazanym naukowym opublikował swoje rewelacje… ?

      • @marek-grys Nie można podważyć naturalnych procesów zachodzących na Ziemi. Można tylko się zastanowić, czy człowiek może te procesy powstrzymać. W mojej ocenie nie może, aczkolwiek człowiek może takie procesy wzmacniać.

        • Ale nikt nie podważa… problem ze aktyualny wzrost jest tylko spowodowany naszymi działaniami od 150 lat….

          Klimat dawniej się zmieniał. To logiczne. Wszystko w naszym wszechświecie ulega zmianie. Nie tylko Ziemia ulega zmianie, ale nawet nasza gwiazda Słońce. My też się zmieniamy jak rośniemy i dojrzewamy oraz starzejemy się jak wiele innych organizmów biologicznych na Ziemi. tak też logiczne to jest, że klimat się się zawsze zmieniał i będzie zmieniać się na Ziemi.
          Negujący zmiany klimatu nie zastanowią się ad tym, co mogło w ciągu zaledwie 170 lat ocieplić tak cały glob ziemski. Jak oni to wyjaśnią, że niby to są zmiany naturalne, skoro od końca lat 70 satelity mierzą wszystko to co się dzieje na Ziemi i nad nią.
          Naukowcy zaobserwowali różnicę pomiędzy bilansem energetycznym z lat 90, a teraz. Energia słoneczna przychodząca do powierzchni planety jest względnie stała, ale energia cieplna w podczerwieni w troposferze wzrasta i ogrzewa się. Natomiast mniej jej uchodzi do stratosfery, która przez to ochładza się. I ogólnie mniej energii cieplnej uchodzi w kosmos, a więcej jest jej zatrzymywanej przez rosnące koncentracje gazów cieplarnianych: dwutlenek węgla, metan, podtlenek azotu i w mniejszym stopniu gazy przemysłowe (w tym freony) i w jeszcze mniejszym stopniu przez ozon troposferyczny. Gdy planeta nagrzewa się, to też więcej zatrzymuje pary wodnej. Jednak gdy robi się chłodniejsza, jej zawartość spada.
          Ale tak naprawdę jak negujący zmiany klimatu wywołane przez człowieka wyjaśnią nam wzrost temperatury planety o prawie 1,5 stopnia Celsjusza w ciągu zaledwie 170 lat?
          No niech nam to negacjoniści klimatyczni wyjaśnią.
          Słońce? Nie. Jego aktywność słoneczna cały czas spada od lat 80 XX wieku. Gdyby to było Słońce, to by wszystkie warstwy atmosfery był bardzo ciepłe, łącznie ze stratosferą. Wszystko dokładnie mierzą satelity. To nie może być Słońce.
          Wulkany? Nie. Erupcje wulkaniczne wulkanów przede wszystkim wydzielają do atmosfery dwutlenek siarki oraz pyły i popioły. Tak więc, w mniejszym stopniu ulatnia się do atmosfery dwutlenek węgla. Ogólnie mówiąc zwykłe wulkany mają efekt chłodzący, a nie ogrzewający planetę. Satelity też to mierzą, tak samo jak urządzenia naziemne. Więc, jaka miałaby być to naturalna zmiana?
          Prądy morskie? Nie. Bo odpowiadają one za sprzężenia zwrotne w systemie klimatycznym. Dodatnie podnoszą temperaturę, a ujemne ją obniżają. Zresztą w jaki sposób miałyby one przez 170 lat rozgrzewać planetę do 1,45 stopnia Celsjusza w 2023 r.? Niech to negacjoniści wyjaśnią. I również prądy morskie są mierzone przez satelity.
          Zmiany pola magnetycznego Ziemi? Nie. Wprawdzie czasem występują zakłócenia satelitarne, elektroniczne, komputerowe na Ziemi przez burze słoneczne, ale nie ma to żadnego wpływu na zmiany klimatu. Te zjawiska raczej wywołują poważne perturbacje atmosferyczne w jonosferze planety, ale nie w troposferze. I rozciąga się ona od najniższej krawędzi mezosfery (ok. 50 kilometrów nad powierzchnią Ziemi) do przestrzeni kosmicznej, ok. 1000 km nad powierzchnią Ziemi.
          A co według negacjonistów powoduje topnienie lodu morskiego w Arktyce i Antarktyce? Co powoduje ubytek masy na ladolodach Grenlandii i Antarktydy? Co powoduje topnienie lodu na lodowcach górskich? Satelity od końca lat 70 mierzą nie tylko topnienie lodu morskiego, ale i też od lat 90 ubytek masy lodowej na Grenlandii i Antarktyce. Mierzą ubytek lodu i śniegu na większości szczytów górskich. Mierzą też spływ wód śródlądowych do oceanów. A wszystko to powoduje wzrost poziomu morza, mierzony także przez satelity od lat 90. Tak samo przez nie jest mierzona od lat 90 energia cieplna oceanów, która rośnie od połowy lat 70 XX w.
          No niech negacjoniści wytłumaczą to, w jaki sposób naturalnie miałoby się to dziać. Co miałoby przez 170 lat rozgrzewać planetę i spowodować wzrost temperatury o wspomniane 1,45 stopnia Celsjusza. Trzeba mieć naprawdę bardzo dużo złej woli, by nie dostrzec ciężkiej pracy naukowców. Wszystkich klimatologów, paleoklimatologów, glacjologów, geofizyków, geochemików, biologów morskich i biologów zajmujących się ekosystemami lądowymi itp.
          Jeśli ludzie negujący zmiany klimatu na wiele irracjonalnych sposobów kwestionują te żmudne prace naukowców, badających klimat co najmniej od lat 50 XX w., to są po prostu bardzo dziecinni.
          Negowanie prac klimatologów jest po prostu obciachowe.

      • Stworzyć kłamstwo jest nieporównanie łatwiej, aniżeli jemu zaprzeczyć.

  7. Artykuł bardzo ciekawy, szczególnie interesująca jest dla mnie informacja o CO2. Pozdrawiam.

  8. Bardzo wartościowy artykuł, dziękuję I pozdrawiam!

  9. Bardzo ciekawy artykuł. Dziękuję.

  10. Dziękuję Janie 🙂

  11. Rewelacyjny artykuł. Gratuluję Tobie i licznym profesorom z PAN. Polecam innym jego lekturę.

Zostaw komentarz