Tekst ten właściwie jest szybką notatką na temat przedstawiony w tytule. To zagadnienie opieram tutaj na bazie pozytywistycznej, polegającej na indukcyjnym, dedukcyjnym podejściu do rzeczywistości. Badaniu tylko tego, co da się wykryć, dotknąć. Piękna idea, głoszona przez pozytywistów w XIX w., i która w zasadzie stoi u podstaw każdej sensownej nauki ścisłej. Siłą rzeczy nie dotyczy jednak wszelkich nauk (szczególnie tych nieścisłych), czego właściwie pozytywiści nie do końca uznawali. Tekst ten ociera się o tematykę mojego wpisu pt. Tohu Wabohu… sprzed paru dni.
Problem styku nauki i duchowości w ciekawy sposób wyprostował John Stuart Mill (1806-73), filozof, ekonomista angielski i autor szczegółowego systemu rozumowania indukcyjnego. Pisał w swojej pracy Aug. Comte and positivism, str. 13-15:
Pozytywna metoda myślenia nie pociąga za sobą koniecznie zaprzeczenia nadnaturalnej; lecz poprzestaje na stawieniu tej kwestii przy początku wszechrzeczy. Jeżeli świat miał początek, początek ten był nadnaturalny: prawa natury nie mogą same zdać sprawy ze swojego początku. […]
Filozofia pozytywna twierdzi, że w istniejącym porządku świata, lub raczej części jego nam znanej, bezpośrednia przyczyna każdego zjawiska jest naturalna, nie nadnaturalna. Przy takim zapatrywaniu się można wierzyć, że świat był stworzony, a nawet że jest ciągle rządzony przez inteligencję, byleby tylko rozumny Rządca działał wedle praw stałych, które modyfikują inne prawa tej samej natury, ale nigdy swawolnie pomijane nie bywają.
Tutaj warto się zatrzymać i dodać – że jednak bywają pomijane i to jest właśnie – można by powiedzieć „nadnaturalne promieniowanie tła”, które przejawia się tym, że z duchowego tła emanuje cudowna natura świata. Cuda – te spektakularne (znane choćby z Ewangelii), czy takie codzienne, które ktoś nazwie przypadkiem, ale są zbyt nieprawdopodobne, by nim były. Mill wyraźnie w swoim tekście nadprzyrodzonych przejawów obecności Boga w codzienności nie uznaje, dlatego stwierdziłem, by koniecznie to zastrzeżenie tutaj zaznaczyć. Pozostając jednak w pozytywistycznym duchu należałoby stwierdzić, że być może część z tych zjawisk, które uważamy za cuda, dają się jednak naukowo wyjaśnić – nie możemy ostatecznie zawyrokować; choć bywa i tak, wszak Kościół zawsze te bardziej spektakularne cuda, które wymagają odgórnego zatwierdzenia, poddaje w wątpliwość i odsyła do badań. Tak było np. z cudem eucharystycznym w Legnicy, gdzie biskup zlecił badanie tkanek mięsa, które pojawiły się na konsekrowanej hostii do badania dwu laboratoriom śledczym (we Wrocławiu i Szczecinie) i te dopiero stwierdziwszy, że ciało jest tkanką serca ludzkiego w stanie agonii spowodowały, że domniemano autentyczność cudu.
Pozytywizm zakłada, że – jak wspomniał Mill – zjawiska, z którymi mamy do czynienia w naszej wąskiej przestrzeni, zawsze dają się wyjaśniać. Ale oto jakież ciekawe rzeczy dzieją się na styku tej koncepcji pozytywistycznej i prawdy o ludzkiej duchowości, która zasadza się na tym, jakoby „świat był stworzony, a nawet że jest ciągle rządzony przez inteligencję […]” Mill nie stwierdza tego autorytarnie w cytowanym tekście, ale dopuszcza taką możliwość i dopuszcza, że człowiek nazywający siebie pozytywistą może tak uważać.
Jeszcze jeden ciekawy cytat z Milla:
Kto tylko zatem uważa wszystkie zjawiska jako części jednego, stałego porządku, w którym jedno zjawisko jest niezmiennym następstwem innego, poprzedniego warunku lub połączonych warunków, ten zupełnie myśli pozytywnie, bez względu na to, czy uznaje lub nie ogólną jakąś przyczynę (an uniwersal antecedent), której skutkiem był z początku cały system natury, i czy tę powszechną przyczynę będzie uważał za Inteligencję czy inaczej).
Franciszek Krupiński (pozytywista i ksiądz, żyjący w okresie pozytywizmu) w artykule „Filozofia pozytywna” opublikowanym w „Bibliotece Warszawskiej” w 1868 r. przytacza fragmenty z Milla broniąc pozytywizm przed zarzutem metafizyków, jakoby był ateistyczny, materialistyczny i fatalistyczny. Wskazuje, że takie zarzuty nie odnoszą się do pozytywizmu jako takiego, tylko raczej do dzieł Augusta Comte’a (1798-1857), francuskiego filozofa, który stworzył pozytywny kierunek filozoficzny (główne jego dzieło: „Kurs filozofii pozytywnej”). W rzeczywistości – jak zaznacza Krupiński – nazwał on tylko to, co i tak już istniało w dziejach. W końcu filozofia pozytywna stanowi po prostu metodę – stosowaną w nauce od wieków bez nazywania jej pozytywną, ale jest również sama nauką. Comte mocno błądził, mimo, że stworzył podstawy pozytywizmu. Sam był ateistą, ale z czasem sam zabrnął na manowce, tworząc religię pozytywizmu, w której bogiem jest człowiek. Krupiński broni, by nie identyfikować pozytywizm z wszystkimi myślami Comtego. Z pewnością zasadą pozytywizmu nie może być ateizm. Krupiński:
Z pozytywizmem nie uznającym Boga nie mamy żadnej wspólności, lecz przeciwnie pragniemy, ażeby nauka nie wywracała religii, by uznała wielkie jej znaczenie w wychowaniu rodu ludzkiego.
Na pewno też z pozytywizmem nie ma co identyfikować materializmu, znów Krupiński:
Przez materializm rozumiemy naukę, która twierdzi, że materia jest jedyną przyczyną wszechrzeczy, jego produktem, jak np. żółć wątroby. Jest to dogmatyzm zarówno szkodliwy ścisłej nauce, jak i moralności; że zaś szkoła pozytywna nie zna dogmatyzmu i o niczym a priori nie wyrokuje, za czym nie może twierdzić, że materia jest ostatecznym faktem (la fait irreductible), obok którego nic nie istnieje, ani też że dusza ludzka jest tylko pewnym stanem czyli, jak mówią, pewną funkcją mózgu.
Co zaś fatalizmu – ta idea mówi, że wszystko jest z góry przesądzone. A więc – w zasadzie nie mamy wolnej woli, jeśli wskoczę to wody to utonę lub nie, w zależności od tego, co jest mi przeznaczone. Lub jeśli mi przeznaczone niebo, to pójdę do nieba, jeśli piekło, niczym się przed nim nie uchronię (idea ta obecna w protestantyzmie nazywa się predestynacją). Okrutne przekonanie, które sprawia, że zaczynamy się zastanawiać, co z wolnością – wolną wolą – którą dał nam Bóg? Tutaj warto przytoczyć jedno zdanie z cytowanego już artykułu Krupińskiego:
Kto zatem uczy, że z danych przyczyn muszą wyniknąć takie a nie inne skutki, jeżeli onych przyczyn nie będziemy chcieli lub mogli zmodyfikować, ten nie jest fatalistą. […]
My przeciwnie, utrzymujemy, że z danych przyczyn musza wyniknąć pewne skutki, ale jesteśmy też w możności, lub przynajmniej usiłujemy owe przyczyny zmienić lub całkiem usunąć, a tym samym nie dopuścić faktu lub czynu, którego nie chcemy. Jesteśmy tedy odpowiedzialni za nasze czyny. Obok tak pojmowanej woli mogą istnieć stałe prawa rządzące społeczeństwem; choć one nie są przymusem, lecz pewną prawidłowością w rozwoju, która tylko wtenczas fatalnie działa, gdy się nie staramy przeciw niej oddziaływać. To nie jest fatalizm azjatycki będący główną przeszkodą w rozwoju tamtejszych ludów: jest to nauka przyczynowości ludzkich czynów. Według niej nie tylko nasze postępowanie, ale i nasz charakter jest wynikiem przynajmniej w części naszej woli. Według niej nie tylko możemy, ale moralnie obowiązani jesteśmy poprawiać nasz charakter.
A zatem – pozytywista uznaje, że zjawiska mają swoje sztywne naukowe przyczyny i da się przewidzieć czy określić, jeśli dość dogłębnie je zbadamy, ale – możemy na nie wpłynąć, zmodyfikować zgodnie z własną wolą. Fatalista uznałby, że nie możemy. A pozytywista – mimo głębokiego zaufania do indukcji i dedukcji – uzna, że możemy w ramach wolnej woli zmienić bieg wypadków w pewnym zakresie (wiadomo, nie zawrócimy np. kota ogonem).
Wracając jeszcze do Comtego – twórcy filozofii pozytywnej, który był ateistą, Mill przytacza jednak jego opinię (obecną tylko w późniejszych jego dziełach):
[…] hipoteza celu, zamiaru (w świecie) ma więcej prawdopodobieństwa niż hipoteza ślepego mechanizmu […]
Filozofia pozytywna opiera swoją metodę działania na zasadzie a posteriori. Potoczny użył sformułowania aposterioryzm i chyba wprost można je odnieść do filozofii pozytywnej (pozytywistycznej). Jej przeciwieństwem jest filozofia spekulacyjna – tj. dociekanie czysto rozumowe, niepotwierdzone na doświadczeniu, a zatem a priori, tworzenie oderwanych „narracji” – tak bardzo obecne w dzisiejszych mediach. A więc aposterioryzm, indukcja i dedukcja. A u początku stoi Stwórca tego całego projektu.
Przemysław
a ja to widzę inaczej nauka odkrywa to co Stwórca dla nas stworzył , widzimy przez nią ogrom jego mocy i miłości w wielkich jego dziełach a zachwycając się nimi widzimy jak się o nas troszczy chociażby takie drzewo a ile zastosowań
Aleksandra
Ja niestety nie mogę przeczytać. Czy ktoś wie od kiedy artykuły są blokowane dla zalogowanych użytkowników?
Jan
Olu, od pewnego czasu, chyba od początku kwietnia. Ale jeśli masz w swoim posiadaniu bitfejsy to odblokowanie kosztuje 25 bf. Po zapłacie bitfejsami odśwież stronę. A jeśli nie masz Bitfejsów to możesz wymienić posiadane punkty na Bitfejsy (taka możliwośc jest w zakładce „Zarabianie”)
Aleksandra
Dzięki Janie bo nie byłam pewna czy wszyscy tak mają czy tylko ja 😉
Łukasz
tak, wszyscy tak mają 🙂 na szczęście te 25 przy kilkudziesięciu tysiącach, które mamy…. zaden problem 🙂 ja juz parę odblokowałem. Zdaje mi się, że one się blokują za jakiś czas znowu, ale może się mylę
Jan
Stwórca niewątpliwie istnieje, ale nauka jego istnienia nie dowiedzie. Uważam, że otwarci na pozamaterialną rzeczywistość naukowcy, na istnienie 'śladów’ działania Stwórcy, na przyczyny zaistnienia świata i nim rządzących praw, umysły takich uczciwych ludzi nie będą w stanie zaprzeczyć istnieniu Boga.
Łukasz
Dokładnie tak. Uczciwe podejście pozytywisty prezentuje właśnie Mill tudzież ks. Krupiński. Nauka powinna opierać się na indukcji, ale nauka nie ogarnia wszystkiego, nie ogarnia właśnie samego Boga jako Twórcy praw fizyki. A więc pozytywista uczciwie powinien stwierdzić, że o Bogu nie da się nic powiedzieć, po prostu wymyka się on z ram metod badań 🙂