Wielkim dniem naszej historii jest 28 stycznia 1573 roku. Sejm konwokacyjny w Warszawie przyjął wówczas uchwałę ogłaszającą bezwarunkowy i wieczny pokój między wszystkimi różniącymi się w wierze, zapewniała innowiercom równouprawnienie z katolikami i opiekę państwa. W ówczesnej Europie był to AKT BEZPRECEDENSOWY. Aby to zobaczyć wystarczy przyjrzeć się temu, co wówczas działo się w innych krajach. Anglia miała za sobą krwawą „rewolucję protestancką”, która w eksplozji przemocy, zniszczenia i chaosu przyniosła systemowe prześladowanie katolików i na wieki wbiła w angielską kulturę wściekłą nienawiść do wszystkiego co katolickie. Niemcy za wielki sukces cywilizacyjny uważali zasadę „kogo władza tego wiara”. W Polsce, której władca stwierdził wprost że nie będzie panem sumień swoich poddanych postrzegano ją jako kulturową aberrację a wręcz tyranię. Hiszpania nie była tak straszna jak to głosiły popularne później mity, ale nie była też nawet w przybliżeniu tak tolerancyjna jak Rzeczpospolita. Wspaniała Francja właśnie telepała się w paroksyzmach wojen religijnych. W protestanckiej Skandynawii … cóż, wyznawanie katolicyzmu było ze względu na państwowy terror wyzwaniem ekstremalnym. W państwie moskiewskim katolicyzm postrzegano jako jednoznacznie wrogi i miało to przeróżne konsekwencje – od porządków wewnętrznych po politykę zagraniczną. W Imperium Osmańskim nie było wprawdzie takich szaleństw jak np. w krajach protestanckich, ale inne wyznania były co najwyżej tolerowane. Na realne równouprawnienie trzeba było tam czekać jeszcze długie wieki. Na tym tle Rzeczpospolita Obojga Narodów ze swoim aktem wyznaniowego pokoju jawiła się wręcz jako INNY KOSMOS. Niezwykłości tej sprawie dodawało to, że wielu sygnatariuszy Konfederacji Warszawskiej było protestantami, świadomie wybieranymi przez katolicką większość. Katolicy głosowali na protestantów! Dlaczego? Dlatego że spodziewali się po innowiercach twardszej obrony wspólnych spraw. Coś takiego było możliwe tylko w ówczesnej Rzeczypospolitej. Tak …. to się później niestety POPSUŁO. Trochę pomogły w ten niestety zewnętrzne ataki i to, że np. najgorszy, najbardziej niszczący najazd na nasze państwo urządzili szwedzcy protestanci. Duch dawnej równości nigdy jednak całkowicie nie zaginął. Dobrym przykładem może być tutaj protestancki przecież Gdańsk, który do końca trzymał stronę upadającej Rzeczypospolitej i nie chciał otworzyć bram Prusakom nawet wtedy, kiedy reszta kraju już się poddała. W czasach zaborów wśród polskich patriotów, zwłaszcza w miastach nie brakowało też wspaniałych postaci naszych protestantów. Do legendy przeszedł antyaustriacki opór polskich luteran na Śląsku Cieszyńskim. Nie inaczej było gdy Polska wracała na mapę Europy i w czasie II Wojny Światowej, kiedy to Polacy – protestanci życiem płacili za wierność Ojczyźnie.
Gdybym miał podsumować temat to najlepsza byłaby jedna ze scen …. serialu „Młody Piłsudski”. Była to rozmowa głównego bohatera z jego towarzyszem Aleksandrem Sulkiewiczem – polskim patriotą, działaczem niepodległościowym i polskim muzułmaninem z tatarskiej szlachty. Nie w słowo, ale sens był taki:
Piłsudski – Jesteś muzułmaninem, a Twoja żona?
Sulkiewicz – Jest protestantką.
Piłsudski – To jakie będą będą z tego dzieci?
Sulkiewicz (śmiejąc się serdecznie) – Pewnie rzymskokatolickie!
Takie jest nasze dziedzictwo – wyjątkowe jak nasza historia. Są w niej jeszcze inne rozdziały – właśnie o Tatarach Rzeczypospolitej, o „zawsze wiernych Ormianach”, o Szkotach, Francuzach, Włochach, Niemcach których kolejne pokolenia stawały się „kością z kości i krwią z krwi naszej”, o Żydach którzy uciekali do nas z całej Europy, o Grekach … tragiczny acz pełny też pięknych kart rozdział o Rusinach i o wszystkich innych nacjach które przez wieki razem z nami żyły pod jednym dachem. Ale to już materiał na następne opowieści.
Na zdjęciu Juliusz Bursche – (1862-1943) – polski ewangelik niemieckiego pochodzenia, zamordowany przez Niemców za nieprzejednaną wierność Polsce. Tuż przed wybuchem II wojny światowej, w orędziu z 30 sierpnia 1939 r. deklarował: „My, Polacy ewangelicy, którzy jesteśmy integralną cząstką narodu polskiego – nas nie potrzeba nawet wzywać, abyśmy w dziejowej tej chwili złożyli ofiarę mienia i krwi na ołtarzu dobra Ojczyzny. Żadne ofiary nie będą nam zbyt wielkie, aby dać odpór mocy, która urągać śmie majestatowi Rzeczypospolitej”.
Oceń tekst:
2 komentarze
Zostaw komentarz
Aby dodać komentarz, musisz być zalogowany.
Jan
Z zainteresowaniem przeczytałem tę kartę historii „polskiego Ciemnogrodu”. Warto znać fakty aby przeciwstawić się rozsiewanym mitom. Dobrze napisane, więc czyta się gładko. Polecam innym do przeczytania!
Ania
Bardzo ciekawy artykuł, dzięki