Czy PiS zamknie polskie kopalnie?

Jest to krótkie podsumowanie naszej rozmowy, zebranie w jednym miejscu kilku danych i zaproszenie do dyskusji.

W 2015 roku Prawo i Sprawiedliwość obejmowało władzę ogłaszając utrzymanie polskich kopalń. Świadczy o tym wiele wypowiedzi polityków z okresu pierwszej kadencji (2015-2020). Wymieńmy 3 z nich (nie są najbardziej reprezentatywne, po prostu najprościej mi było je znaleźć).

Andrzej Duda w Dąbrowie Górniczej podczas kampanii prezydenckiej 2015 (źródło):

Nie wolno pozwolić na likwidację kopalń, nie wolno pozwolić na likwidację kolejnych miejsc pracy. Nie wolno dłużej godzić się z polityką europejską, która zmierza w kierunku dekarbonizacji, czyli w kierunku sprzecznym ze strategicznym, długoletnim interesem Rzeczypospolitej. Bo to my mamy 90 procent europejskich zasobów węgla. Węgla mamy na 200 lat i to jest surowiec, który dziś gwarantuje nam suwerenność. Nie mamy prawa, by ten surowiec zostawić, bo to kwestia być albo nie być polskiego państwa. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości

I jeszcze raz 2015 i Andrzej Duda (źródło):

Zawsze, gdy będę widział działania mogące zagrozić Śląskowi i górnictwu, będę zabierał głos

Wiceminister energii Grzegorz Tobiszowski w 2018 roku (źródło):

Podkreślał, że nie tylko nie ma mowy o likwidacji kopalń (za wyjątkiem majątku przekazanego do SRK do końca 2018 roku – PAP), ale też planowane jest wycofanie z pierwszego wniosku notyfikacyjnego (zatwierdzonego przez KE w listopadzie 2016 r. – PAP) gliwickiej kopalni Sośnica, która zrealizowała program naprawczy, pozyskała nowe złoża i zaczęła przynosić zyski.

Harmonogram likwidacji kopalń (2021)

Mimo tych oświadczeń, w dniu 28 maja 2021 r. w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim w Katowicach została zawarta „Umowa Społeczna”, która zawiera harmonogram likwidacji kopalń z datą zamknięcia ostatniej kopalni określonej na rok 2049. Fragment dokumentu zawierający harmonogram likwidacji kopalń:

Umowa społeczna jest właściwie dokumentem czterostronnym, podpisanym między rządem a związkami zawodowymi górników, którzy negocjowali możliwie najlepsze warunki dla górników, w rodzaju wsparcia socjalnego i różnego typu zastrzyków gotówki, czasem dość dużej. Stronę rządową reprezentowali Sasin, Artur Soboń, Krzysztof Kubów (Sekretarz Stanu, Szef Gabinetu Politycznego Prezesa Rady Ministrów) i Piotr Dziadzio (Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Klimatu i Środowiska). Stronę związków zawodowych przedstawiciele związków (głównie różnych komórek Solidarności). Gminy górnicze reprezentował Piotr Kuczera, było też sześciu przedstawicieli spółek górniczych. Dokument można znaleźć na rządowej stronie: https://www.gov.pl/web/aktywa-panstwowe/umowa-spoleczna.

W zasadzie jest to dokument, który konkretyzuje proces zamykania kopalń i rodzaj ochrony dla górników, jednak – jak się okazuje – warunki te trzeba jeszcze wynegocjować z Unią Europejską, a właściwie przekonać Unię, że tak odległy termin osiągnięcia „neutralności klimatycznej” przez Polskę jest uzasadniony. A Unia naciska, by ten termin jeszcze przyśpieszyć! Padają daty 2045, 2040, a nawet 2036 („Polska Grupa Górnicza ma wkrótce ogłosić ambitny plan restrukturyzacji, który ma zakładać zamknięcie nawet wszystkich kopalń na Śląsku już w 2036 roku” – źródło). Spółki tworzą scenariusze, w których te nowe daty mogą okazać się wiążące, z kolei związki zawodowe i górnicy zapowiadają strajki i protesty, jeśli rząd nie wywiąże się z podpisanej umowy społecznej („W czwartek związki zawodowe, które podpisały umowę społeczną, zarzuciły rządowi nierealizowane tego dokumentu i zagroziły protestami, jeżeli do 21 stycznia nie dojdzie do rozmów na temat gwarancji realizacji umowy, a także jej nowelizacji i dostosowania do bieżącej sytuacji.” – źródło).

A więc – w skrócie. Rząd nie tylko nie wybronił nas przez wizją zamknięcia kopalń, ale zadeklarował datę 2049, która okazuje się być wariantem pozytywnym, maksymalnym do osiągnięcia, bo termin może się nawet jeszcze skrócić.

Deficyt węgla w Polsce

Już po podpisaniu dokumentu – pod koniec 2021 roku – ceny węgla zaczęły stopniowo drożeć. Dla odbiorców indywidualnych cena ok. 900 za tonę skoczyła w niektórych rejonach do 1400. Wydawało się, że to chwilowe skoki, które wrócą do normy. Jednak cena rosła, wszyscy pamiętamy, co się działo. Węgla zaczęło brakować, a rząd ogłosił program importu dużej ilości tego surowca z zagranicy. I to wszystko w sytuacji, gdy „Polska węglem stoi”, a chwile wcześniej podpisano harmonogram stopniowej likwidacji górnictwa.

Sasin w listopadzie 2022 (w wywiadze dla Sieci) – (źródło):

do czasu uruchomienia pierwszych bloków jądrowych żadna kopalnia nie może zostać zamknięta.

Słowa padają już po rozpoczęciu kryzysu węglowego i nie są sprzeczne z zatwierdzonym harmonogramem, bo kolejne zamknięcia są oddalone w czasie, co teoretycznie może pozwolić na uruchomienie elektrowni jądrowej jeszcze zanim zostaną zlikwidowane kolejne kopalnie z harmonogramu.

Jacek Sasin jest sygnatariuszem „Umowy Społecznej”. Sasin nawiązuje także do daty 2049, co świadczy, że perspektywa likwidacji kopalń jest nieodwołalna, a wspomniane słowa nie są efektem zawieszenia harmonogramu:

 Nie może być tak, że będziemy pogłębiali proces uzależnienia od importowanego węgla, dużo droższego niż nasz. Dlatego musimy odwlec proces zamykania kopalń. Nie wycofujemy się z daty końcowej, z 2049 r., ale ta krzywa, która miała charakter stale spadający, będzie spłaszczona – stwierdził.

A więc likwidujemy, ale staramy się odwlec ten proces. Tymczasem w społeczeństwie obowiązuje raczej wizja, że wracamy do wydobycia. Nawet na Polskim Fejsie pojawiało się sporo nadziei, że wydobycie radykalnie wzrośnie i może temat likwidacji górnictwa odszedł do lamusa. Jak widać z wypowiedzi Sasina, tak nie jest.

Właściwe po co nam te kopalnie?

A może nie jest nam potrzebne górnictwo i cały proces zamykania kopalń jest zgodny z polską racją stanu? Może tak być. Ale dlaczego likwidujemy wydobycie całkowicie? Nawet gdybyśmy postawili na energetykę jądrową (moim zdaniem na tę chwilę będącą dla nas najdoskonalszym rozwiązaniem), to czy nie możemy stać się eksporterem tego surowca? – podobnie jak jest nim Australia, czy inne odległe kraje, w których ostatnio kupiliśmy kilka mln ton węgla? Czy nie może być tak, że inni kupują go u nas, nawet jeśli sami nie mamy elektrowni węglowych? Czy nie moglibyśmy sprzedawać polskiego węgla np. Niemcom do niemieckich kopalń? Dlaczego jakiś zewnętrzny podmiot polityczny (Unia Europejska) narzuca nam, że mamy zamknąć wszystkie kopalnie, niezależnie od tego, czy tego chcemy, czy nie? Budzi to we mnie odruchowy bunt. Bo może i zamkniemy kopalnie (a może nie), ale dlaczego nie może to być nasza suwerenna decyzja? Warto nadmienić słowa prof. Krzysztofa Meissnera (astrofizyka, specjalisty w dziedzinie badania ewolucji wszechświata, bliskiego współpracownika noblisty Rogera Penrose’a), który w wykładach wspomina (źródło):

Węgiel jest niebywale cennym pierwiastkiem, z którego można zrobić mnóstwo rzeczy, zarówno grafeny, elektronika nowego typu, katalizatory, jest to bardzo elastyczny pierwiastek (znamy ponad milion związków organicznych) […]. W związku z czym wkładanie go do pieca i spalanie jest najgorszą metodą jego użytkowania, skoro mamy uran, którego do niczego innego nie użyjemy, a daje milion razy więcej energii z kilograma. […] Mnóstwo energii, siły i pieniędzy skoncentrowałbym na poszukiwanie nowego zastosowania węgla.

A więc pewien dysonans – wspomniane na wstępnie deklaracje polityków Prawa i Sprawiedliwości, że kopalni nie zamkniemy i późniejszy dokument, który pokazuje, że właściwie wyrok już zapadł i możemy jedynie walczyć z Unią, by pozwoliła nam zaczekać z zamknięciem ostatniej kopalni do roku 2049.

Czy politycy nas kłamali, twierdząc, że nie zamkniemy kopalń? Moim zdaniem nie, uważam, że mówili to w pełnym przekonaniu. Ale rozbili się o tzw. imposybilizm – niemoc. Może nie wiedzieli o pewnych zobowiązaniach, a może nie byli w stanie zapobiec ich zaciągnięciu przez Polskę względem UE. Czy nie mogli zapobiec? Sądzę, że mogli, ale nie umieli. Nie są dość sprawnymi politykami. Jednak ciągle uczymy się polityki i dyplomacji, jesteśmy jeszcze jako Polska smarkaczem w tych kwestiach. Co prawda obecna władza ma ambicję prowadzenia własnej polityki zagranicznej (w odróżnieniu od Platformy) i chwała im za to. Ale niestety ciągle robimy to bardzo nieumiejętnie i cały czas ponosimy klęski w starciu w machiną unijną. I nie dotyczy to tylko kwestii węgla niestety.

Warto tutaj nadmienić, że wielu obywateli, w tym zwłaszcza wyborców Prawa i Sprawiedliwości nie zdaje sobie sprawy z tego, że PiS już ogłosił harmonogram zamykania kopalń! Co znaczy, że media rządowe nie mówią o tym. Ludzie żyją w przekonaniu, że wydobycie będzie rosło i umacniamy się w pozycji węglowej potęgi – obecna sytuacja zaś to chwilowe problemy, które za chwilę zostaną zażegnane.

Tyczasem ta obecna sytuacja to nieoczekiwane Eldorado dla spółek węglowych. Hurtowa cena węgla skoczyła kilkukrotnie! Jeszcze 1-2 lata temu węgiel na kopalni kosztował 200-300 zł. Niedługo potem ustawiały się tam długie kolejki ze względu na niesłychanie atrakcyjną cenę na poziomie 900 zł. A więc dochody ze sprzedaży detalicznej dla PGG skoczyły nagle 3-4 krotnie! a to nie koniec. Więc może kopalnie stały się nagle rentowne? Nie zmienia to faktu, że je zamykamy najpóźniej do 2049 roku. Unia nie odpuści.

O co chodzi Unii z tym zamykaniem?

Oficjalnie – chodzi o klimat. Żebyśmy nie truli naszej planety. Oczywiście, że nic nie da zamknięcie polskich kopalń, gdy w Chinach otwiera się obecnie rocznie elektronie węglowe przekraczające całą polską emisję. Nasza emisja to kropla w klimacie Ziemi i zamknięcie nawet całej europejskiej produkcji w wymiarze globalnym nic nie zmienia. Niemniej przepisy unijne są nieubłagalne i oznaczają zamknięcie polskich kopalń po 2027 r.

Portal wnp.pl podaje zwięźle zasady nowych unijnych przepisów (źródło):

Pierwotny projekt zakłada, że od 1 stycznia 2027 r. zakazane będzie uwalnianie metanu do atmosfery z szybów kopalń węgla innego niż koksowy, emitujących ponad 0,5 tony metanu na 1 tys. ton wydobytego węgla.

Gdyby ten projekt rozporządzenia wszedł w kształcie takim, jak na dzisiaj, to maksymalna możliwa emisja metanu to są 3 tony na 1 tys. ton wydobytego węgla. Więc w 2027 r. musimy zamknąć dwie trzecie PGG, bo nie spełniamy tego wymogu – wyjaśniał Tomasz Rogala.

U nas jest to 8,1 mln ton, a żeby zapewnić wykonanie programu odejścia do węgla do 2049 r, trzeba by zawiązać jakąś rezerwę na zwiększenie tej metanowości, więc trzeba by przyjąć minimum 12-13 mln ton – zdiagnozował.

Co dalej z polskim węglem? Zdaje się, że na tę chwilę stanowisko Prawa i Sprawiedliwości jest takie: zamykamy do 2049 i staramy się wynegocjować z Unią ten termin (Unia chce przyśpieszyć proces likwidacji polskiego górnictwa). Jednocześnie pompujemy w kopalnie pomoc publiczną (to też trzeba wynegocjować z Unią, która patrzy niechętnie na takie działania, przynajmniej jeśli chodzi o Polskę). Wyrok zapadł. Oczywiście jest to prawda niepopularna, więc niewiele się o tym mówi. W obiegu słychać raczej głosy polityków: podnosimy wydobycie, by węgla Polakom nie zabrakło. Ale politycy mówią co mają mówić. A prawda niestety jest inna i sprzeczna ze słowami, które padają często z ust partyjnych funkcjonariuszy. Czy mam to za złe politykom PiS? Trochę. Ale to rozumiem, na tym polega demokracja. Gdyby Duda nie mówił tego, co mówił w 2015, być może wybory wygrałby Bronisław Komorowski, co byłoby tragedią dla Polski. Ale nie jestem w stanie zgodzić się na to, by to odbywało się poprzez nieprawdziwe deklaracje. Uspokaja mnie fakt, że te deklaracje były stawiane zapewne w dobrej wierze, a wyszło jak wyszło. Ale nie walczmy z tymi faktami, że politycy mówią mimo wszystko jedno, a okazuje się kompletnie co innego. Tak już niestety jest i to widać doskonale na przykładzie polskiego górnictwa.

A co będzie dalej? Chciałbym, by ktoś walnął pięścią w stół i zerwał zobowiązania unijne. A potem wprowadził to, o czym mówi prof. Krzysztof Meissner cytowany przeze mnie kilka akapitów wyżej. A więc – atom, ale również: wydobycie węgla i spożytkowanie tego niesłychanie cennego minerału w sposób konstruktywny, niekoniecznie paląc go w piecu. W końcu te złoża w Polsce są ogromne i dlaczego nie mielibyśmy skorzystać na tym zrządzeniu natury, a może dopuście Bożym, z którego nie umiemy dobrze skonsumować stale tylko do niego dopłacając?

Zdjęcie w nałówku: Curioso Photography na Unsplash .

Udostępnij ten post
Oceń tekst:
00
15 komentarzy
  1. Mnie ten temat przygnębia bo poza węglem niewiele mamy złóż naturalnych, to nasze polskie złoto. Co do zobowiązań to jak się chce ze wszystkich można się raczej wycofać. Nie jestem przekonana, że PiS walczył odpowiednio o nasze kopalnie. Zdjęcie mi się podoba, zafiksowana innym tematem w pierwszej chwili myślałam, że to znowu jakieś gigantyczne szkielety 😉

    • odnośnie tekstu, który wklejasz – generalnie dotyczy oczekiwań rynku węglowego stabilizacji prawnej.
      „- Nie rozumiem tego uporu, z jakim narzucane są błędne rozwiązania: daje się nam bardzo krótki czas na dekarbonizację i jednocześnie wciąż nakazuje się, jak ją przeprowadzić. Ta wewnętrzna sprzeczność nie przynosi żadnego pożytecznego efektu – ocenia prezes Rogala, dodając, że nikt dziś w Europie nie potrafi udowodnić korelacji między ilością OZE w miksie a niską ceną energii elektrycznej. Unijne aksjomaty okazały się zupełnie błędne, a mimo to nadal, z uporem, są narzucane.”

      To, co można odnieść do mojego artykułu, pada informacja, że Europa importuje węgiel m.in. z Kolumbii i innych odległych miejsc. I teraz pytanie, czy nie moglibyśmy stać się eksporterem węgla do Europy? Zamiast tego sami importujemy. Tymczasem węgiel nawet w naszych warunkach systemowych zaczął przynosić dochód (za 1 połowę ’22 dochód netto spółek węglowych wyniósł 7,33 mld, w porównaniu do analogicznego okresu rok wcześniej, gdy odnotowano 2 mld straty).

      • Myślę, że obecna wysoka cena węgla jest chwilowa, że w ciągu 2 lat powróci do normalnego poziomu, czyli sytuacji w której polskie kopalnie były deficytowe, miały straty. A miały je z uwagi na duże koszty wydobycia. Jeśli tak będzie to głównym powodem likwidacji kopalń będą względy ekonomiczne.

  2. Do zamknięcia kopalni, czyli pełnej dekarbonizacji zobowiązał nas rząd Tuska. Obecnie jedyne co pozostało politykom PIS, to takie lawirowanie, aby ten proces opóźniać lub aby wyjść z UE. Jest to jakaś taktyka, bo może zmienią się siły w UE i będzie można pierwotne zobowiązania odwołać. Reasumując niektóre wypowiedzi polityków widać, że są wypowiedziami pod UE. Gdyby np. Minister Sasin powiedziałby, że nie będziemy zamykać kopalni, bo pierwotna umowa klimatyczna ratyfikowana przez Polskę w 2008 roku (przez Tuska) nie ma znaczenia, to dopiero by się działo…

    • nie tylko Tusk w 2008 zgodził się na pierwszy pakiet klimatyczny, ale i Kaczyński w 2007 roku, mając nadzieję, że uszczegółowienie przepisów będzie korzystne dla Polski (nie było). Wtedy chodziło m.in. o ograniczenie emisji co2 w Europie o 21 %. Dla porównania USA nie zgodziło się na handel emisjami i tam podobna ustawa upadła. Nowy plan dekarbonizacji Unia zaproponowała w styczniu 2014, wtedy PO-wski Senat określił ją quasipodatkiem, ale to nie przeszkodziło Tuskowi nie zavetować propozycji i w efekcie dopuścić te rozwiązania na polskim rynku. ale jak widać, temat jest złożony, składa się z wielu etapów. Jeśli mamy szukać winnych, to nie odpowiada za nie tylko Tusk, ale i Kaczyński (2007 r.). Szczegółowe rozwiązania, o które można było walczyć, okazały się dla nas niekorzystne. Pytanie, czy nie da się dalej lawirować? Bo jeśli nawet zgodziliśmy się na dekarbonizację do 2050 roku, to nie możemy wziąć pod uwagę maksymalnego okresu dla wszystkich możliwych kopalń, a nawet gdy ta data nastanie, dalej wydobywać, ale eksportować albo korzystać w inny sposób z węgla (nowe technologie)? Przecież w ten sposób nie będziemy go spalać w polskich elektrowniach, więc może to wypełnia unijne warunki? Myślę, że jest sporo pola do popisu, a my godzimy się zawsze na najgorszy wariant. Do tego dochodzi jeszcze fakt, że jednak politycy Pisu, mimo że wiedzieli o unijnych ustaleniach, mówili, że będą bronić węgla i że kopalnie nie będą zamknięte. O tym też jest mój tekst. I nie sądzę, by świadomie wprowadzali opinię społeczną w błąd, sami w to wierzyli i – być może – nie bez podstaw. A jak widać wszystko poszło w innym kierunku.

      • Tutaj trzeba być precyzyjnym. Prezydent Polski Lech Kaczyński owszem negocjował ustalenia, ale dopiero ich formalne doprecyzowane zapisy zatwierdził rząd Tuska i te ustalenia nie pokrywały się z tym, co negocjował Lech Kaczyński. Reasumując rząd Tuska w imieniu Polski nas zobowiązał do dekarbonizacji, tylko w tamtym czasie 2007 rok, to było tylko zmniejszenie emisji, a rząd Tuska w kolejnych aktualizacjach pakietu klimatycznego poszedł tak daleko, że nie da się tego formalnie już odkręcić. Na tym polega problem.

        • OK, zakładam, że zamknięcie kopalń jest nieodwołalne. Można drążyć, kto za to odpowiada. Na pewno prawica mogła zrobić więcej, ale najważniejsze decyzje zapadły podczas kadencji PO (2007-2015). Tak czy inaczej – prawdopodobnie kopalnie musza być zamknięte (ale czy rzeczywiście zamknięte, czy wystarczy zaprzestać spalania a więc emisji co2?), jednak Unia ciągle wprowadza precyzyjne przepisy i tutaj jest pole do popisu. Alternatywą jest wyjście z Unii, jak wspominasz. Ale załóżmy, że nie wychodzimy, tylko walczymy o maksymalnie korzystne rozwiązania. I tutaj chyba ciągle ponosimy klęski. Tutaj można przeczytać, że obecna ekipa zatwierdziła niekorzystne przepisy w 2016 i 2018: https://www.kierunekchemia.pl/artykul,59096,zdaniem-szczesniaka-dlaczego-topimy-kopalnie.html
          Z kolei serwis biznesalert (https://biznesalert.pl/plan-ratunkowy-polska-grupa-gornicza-energetyka-wegiel/) dotarł do warunków wyjściowych strony rządowej przy ustalaniu umowy społecznej ze związkami – wynika z niego, że rząd pierwotnie zakładał zamknięcie ostatniej kopalni do 2036 roku, a to związki wynegocjowały datę 2049, co oznacza, że rząd sam z siebie wcale nie wysuwa najkorzystniejszych rozwiązań, nie wiadomo, czy ze względu na presję Unii, czy z własnej woli (jeśli chodzi o UE, to widać, że te wymogi nie są tak sztywne, skoro zgodzili się na zmianę z 2036 na 2049).
          Wniosek jest taki: da się jeszcze walczyć o szczegóły. Obecnie sytuacja się mocno zmieniła, bo ceny węgla skoczyły do góry i spółki węglowe zaczęły przynosić zyski (zamiast strat).
          Klamka zapadła, trzeba zamykać kopalnie, prawdopodobnie nie ma odwrotu (a może jest?? trzeba głęboko przeanalizować traktaty, wziąć dobrych prawników – może coś da się wskórać). Ostatecznie Polska ma 80% europejskich złóż węgla i naprawdę Europie nie zależy, by Polska stała się z tego powodu potęgą i np. dyktowała warunki Niemcom, którzy swoje kopalnie zamkną do 2036 roku (ale mają czym je zastąpić). Do tego czasu być może byliby naszym klientem, jesteśmy jeszcze w stanie zbić fortunę na naszych złożach, a po odpowiednich inwestycjach stać się dostawcą węgla dla wysokich technologii (np. grafen). chciałbym, by to wszystko poszło w tym kierunku, a nie po prostu w beznamiętną likwidację.

          • To jest bardzo proste. Jesteśmy na straconej pozycji negocjacyjnej, ponieważ pierwotne zobowiązania Tuska były tak nierealne, że teraz przesuwając i błagając UE o zmianę terminów zmuszeni jesteśmy godzić się na coraz bardziej niekorzystne ustalenia. Dlatego każdy nowy pakiet klimatyczny to próba wydłużenia terminu. To trochę jak negocjacja z bankiem czasu wydłużenia spłaty kredytu, taka negocjacja zawsze będzie niekorzystna.

            • ja nie wiem, Radku, jak jest. Fakty pokazują, że to nie jest tak bardzo stracona sytuacja, sporo da się jeszcze ugrać. Pokazuje to choćby to, że Sasin startował z datą 2036, a związkowcy (jak sądzę) wynegocjowali z rządem 2049. A więc teoretycznie da się ten 2049 rok ugrać (raczej nie jest to jeszcze gwarantowane, ale może konsekwencje niedotrzymania tego terminu względem związkowców będą ponosić już inne ekipy rzadowe, albo naprawdę uda się ten termin wynegocjować z Unią). Więc karty są w grze. Zawaliliśmy parę decyzji (wspomniane 2016, 2018), więc nie wszystko robimy tak, by wycisnąć maksimum korzyści dla nas. Da się zrobić więcej. I tego bym oczekiwał od rządu, by ugrał dla nas jak najwięcej, a na razie na to się nie zapowiada.
              I jeszcze zostaje ostatnia sprawa – czy rzeczywiście nałożono na nas wymóg zamknięcia kopalń, czy po prostu likwidacji emisji co2 do zera. W tym drugim wariancie teoretycznie wszystkie kopalnie mogą dalej funkcjonować i np. eksportować węgiel albo zasilać wysokie technologie. My cały czas mówimy o zamknięciu kopalń do 2049, ewentualnie w bliższym terminie. Nikt nie mówi o żadnych innych możliwościach (nie licząc niezwiązanych z rządem specjalistów w rodzaju prof. Meissnera).

              • a napisałem, że 'nie wiem jak jest’, bo nie czuję się na siłach rozgryzać uchwał unijnych, które mają odnośniki do kolejnych aktów wcześniejszych i wykonawczych i wydaje się, że celowo są tak zagmatwane, by być czymś w rodzaju wiedzy tajemnej, niekoniecznie zgodnej z przepisami podstawowymi. Łatwo powiedzieć, że Tusk podpisał i mamy zamknąć. Ale nie wiem, czy to jest fakt prawny, czy raczej jeden z możliwych wariantów. Po prostu nie wiem i zakładam – już to założyłem w powyższym artykule – że zamknąć musimy. Ale możemy negocjować szczegóły. Niektóre szczegóły już zawaliliśmy (2016, 2018), ale nie wszystkie. Karty są ciągle w grze i trzeba wywalczyć maksymalnie korzystne dla nas warunki. I przede wszystkim – wyrok już zapadł, o czym mało kto sobie zdaje sprawę poza naszym forum. Media o tym nie mówią, są raczej głosy, że wzrasta wydobycie itp., tworzy się wrażenie, że sektor węglowy się odradza i niedługo będziemy węglową potęgą. Wszyscy są spokojni i kompletnie nieświadomi. Pokazuje to choćby moja dyskusja z kolegą Dariuszem, który mnie ofukał, że mówię tutaj o jakimś zamykaniu kopalń przez PiS ; )

  3. Uważam, że zmienność w czasie wypowiedzi polityków odnośnie kopalń może wynikać ze zmienności ich poglądów w tej sprawie, które kształtuje wiele czynników, a do najważniejszych należą polityczne, ekonomiczne, geologiczne. Z tych samych powodów polskie kopalnie były zamykane od dawna. Z dokumentu z 2009 roku dowiaduję się, że „w ramach procesu restrukturyzacji polskiego górnictwa węgla kamiennego całkowicie zlikwidowano 38 kopalń w ciągu 15 lat.” (źródło: https://min-pan.krakow.pl/wp-content/uploads/sites/4/2017/12/jarosz.pdf).

  4. Mają rozdwojenie jaźni

Zostaw komentarz