Dlaczego Polacy nie cierpią Niemców

Pamiętam taką sytuację, gdy na moim osiedlu we Wrocławiu starsza kobieta wskazała mi ledwie widoczny niemiecki napis na jej kamienicy. Powiedziała, że starali się go wtedy (po wojnie zmazać). Teraz znów jest widoczny. Wtedy niszczyło się wszystkie niemieckie ślady, ludzie tak bardzo nienawidzili Niemców. Ta rozmowa odbyła się w 2000 roku.

Z 2-3 lata temu rozmawiałem z AK-owcem. Mówi, że w niemieckim LIDL-u jego noga nigdy nie postanie.

Ciekawie o stosunku Polaków do Niemców pisze Bernard Newman w książce, którą napisał po swoim pobycie w Polsce w 1945 (wydana w 1946 roku w Anglii pod tytułem Russia’s Neighbour, the New Poland). Książka na facebookowej stronie fanów autora, została określona jako One of his greatest books.

Newman był angielskim dziennikarzem, pisarzem, pracownikiem wywiadu. Odwiedził wiele państw i napisał kilkadziesiąt książek. Jego pierwsza książka o Polsce powstała po jego wizycie w 1934 roku w II RP, znaczną część naszego kraju przejechał wtedy rowerem i napisał wciągający reportaż (Pedalling Poland – wyd. 1935), opublikowany u nas także w języku polskim (Rowerem przed II RP… – wyd. 2021).

Od dziesiątek Polaków słyszałem relacje z pierwszej ręki o stosowanych metodach. Za krzywdę wyrządzoną niemieckiemu żołnierzowi ginęło dwudziestu zakładników – widziałem setki oficjalnych niemieckich obwieszczeń z imiennymi listami ofiar. Gdzie indziej Niemcy po prostu łapali pierwsze dwadzieścia osób, jakie napotkali na ulicy, i rozstrzeliwali je na miejscu. W jednym przypadku zastrzelono czterdziestu studentów, ponieważ jeden z nich cisnął kamieniem w niemieckiego żołnierza.

Newman pisze o polskiej historii w sposób pasjonujący. Zazwyczaj bierze polską stronę. Świetnie znał realia polskie, bo nie tylko sam był w Polsce, rozmawiał ze zwykłymi ludźmi na ulicy, jak i przedstawicielami np. świata polityki czy literatury (Antoni Słonimski, Ksawery Pruszyński, malarz Henryk Gotlib). Już wcześniej wydał zbiór polskich relacji z 1939 r. (The Story of Poland). Zatem mimo, że wiele świeżych faktów nie jest precyzyjna, to sprawozdanie z polskiego stanu duszy w 1945 roku jest autentyczne.

Postęp ku coraz większej tolerancji, jedynemu pewnemu fundamentowi europejskiego pokoju, nie został po prostu zahamowany, on się cofnął o dobre sto lat.

Newman przytacza historię pewnego chłopaka, którego ojciec był sołtysem we wsi. Gdy Niemcy zajęli wieś, zażądali pięciu zakładników. Zgłosili się sołtys, proboszcz, dyrektor szkoły i dwóch rolników. W nocy ktoś zerwał wywieszoną przez Niemców flagę ze swastyką. Niemcy w odpowiedzi rozstrzelali na oczach spędzonej wsi wszystkich pięciu zakładników. Widział to syn sołtysa i żona, która przez to doświadczenie postradała zmysły i zmarła po kilku dniach. Jest to tylko jedna z wielu polskich historii. „Ufam, że czytelnicy zechcą mi uwierzyć, iż to tylko jedna z setki relacji z pierwszej ręki, które zebrałem, a każda z nich okazała się aż nadto wiarygodna. Gdy rozmawiam z tymi ludźmi, czuję ogromna rozpacz. Przez lata zwracałem się do publiczności we wszystkich krajach Europy, opowiadając się za tolerancją jako jedynym rozwiązaniem europejskich bolączek – jak jednak mógłbym oczekiwać tolerancji od tego chłopaka z Polski, który kopał grób dla swojego ojca i widział matkę obłąkaną z bólu?”

Newman pisze słowa, które mogą się wydawać dla nas niezrozumiałe, bo Niemców traktujemy jednak jako dość kulturalny, a przynajmniej uporządkowany naród. Sam słyszałem od ludzi pamiętających okupację, że z Niemcem dało się dogadać – wręczyć łapówkę, z Sowietami nigdy nie było wiadomo, kiedy strzeli w głowę. Tymczasem:

Rosjanie niemal zawsze stosują subtelniejsze metody niż Niemcy. Naziści zagarnęli swoją część Polski, stosując brutalną siłę […]

Rzeczywiście w 1945 roku Anglik nie może powiedzieć zbyt wiele złego o swoim sojuszniku – Stalinie. Mimo, że znana jest mu wiedza o zbrodni katyńskiej (uważa, że Sowieci zamordowali 8 tyś. polskich oficerów), to jednak ma naiwną wiarę, że Rosjanie wywiążą się z traktatów wobec Polski. Niemcy natomiast są przegranym i nie ma co do nich żadnych złudzeń.

Nikogo nie zdziwiło, że Niemcy, ci apostołowie kultury, zabrali się do systematycznego plądrowania Polski. Niemieckich żołnierzy bardziej interesował jednak własny komfort niż skarby sztuki. Zimą w poszukiwaniu ciepła palili wszystko, co napotkali na swojej drodze. Widziałem pocięte na pasy bezcenne gobeliny, służące jako koce garnizonowi okupanta.

Niekiedy pożary były zaplanowane. Niemiecki plan polegał na unicestwieniu polskiej kultury, a wraz z nią poczucia tożsamości narodowej, które jej nieodłącznie towarzyszy. Książki niszczono tysiącami podobnie jak zabytkowe budynki i pomniki – wszystko, co mogło przypominać Polakom o historii ich narodu.

Interesujący fragment, który ilustruje dzisiejsze starania o pozyskanie reparacji bądź odszkodowań od Niemców:

[…] Uderzenie w kulturę było przemyślaną częścią planu, przygotowywanego na długo przed wybuchem wojny. Niemieckich profesorów skierowano do specjalnych studiów nad polską kulturą i edukacją, by w dogodnym momencie uderzyć w same ich korzenie. Do 1937 roku sformowano ostatecznie odpowiednią instytucję z siedzibą główną we Wrocławiu – Instytut Europy Wschodniej (Osteuropa-Institut). Na jego czele stanął znakomity historyk sztuki profesor Dagobert Frey, który odbył wiele wycieczek kulturoznawczych po Polsce. Dlatego też gdy Niemcy zajęli zachodnią połowę kraju, miał już gotowe listy – pierwsza z nich obejmowała skarby sztuki do wysłania do Niemiec, druga zaś zabytkowe eksponaty przeznaczone do zniszczenia. Tak więc kiedy Polacy słyszą argumenty za ulżeniem niemieckiemu cierpieniu, przypominają sobie, że atak na ich kulturę, fundament narodu, przypuścili nie nazistowscy bandyci, lecz niemieccy inteligenci. Półgłówkowi można wybaczyć zbrodnię, ale profesor uniwersytecki powinien odróżniać dobro od zła.

W innym miejscu Newman pisze:

Ludzie żyjący w poczuciu bezpieczeństwa, którzy uniknęli bezpośrednich skutków wojny, narzekają, że mają już dosyć słuchania o tych strasznych rzeczach – taka skarga jest zazwyczaj oznaką egoistycznych poglądów lub nieczystego sumienia. Nigdy nie pojmiemy dzisiejszego stosunku Polaków do Niemców, jeśli nie spróbujemy zorientować się w warunkach życia pod niemiecką okupacją.

Jeszcze jeden fragment, który charakteryzuje „polską duszę”, co ma niewątpliwy wpływ także na dzisiejszy niepokorny stosunek naszego narodu do próby narzucenia unijnych rozwiązań prawnych.

Hitlerowi udało się znaleźć przywódców chętnych do wypełniania jego woli we wszystkich krajach – od Francji po Rosję – z wyjątkiem Polski; tu nie było Quislingów. Gdyby Polacy zgodzili się współpracować, mogliby uzyskać o wiele lepsze warunki pod niemiecką okupacją, jednak dla nich liczyła się tylko ostateczna wygrana. Żaden naród w Europie nie odznacza się bardziej niezłomną postawą, gdyż polska wiara w zwycięstwo nigdy się nie zachwiała.

– – – – –

Fragmenty z książki „Rowerem przez Polskę w ruinie” w przekładzie Ewy Kochanowskiej, Znak Horyzont, Kraków 2022

Jakie pomysły dla Polski?

Co zatem powinien czynić naród polski – rozpamiętywać zbrodnie wojenne i pielęgnować nienawiść do Niemców za zbrodnie, których się dopuścili w Polsce, które skrzywiły naszą kulturę i cywilizację na zawsze?

Znajdą się radykalni przeciwnicy takiej postawy, którzy energicznie uznają ją za mało utylitarną; optować będą raczej za tym, by zapomnieć krzywdy i działać w taki sposób, który nam przyniesie maksymalne korzyści w danym momencie – ze zgodą na federację z Unią włącznie.

Z pewnością nie możemy przedkładać emocji nad interes Polski, wpadać w tory romantyzmu. Miałoby to może sens, gdyby dało się do tego przekonać wszystkich – żylibyśmy może w pewnej bańce – jakkolwiek prawdziwej, ale historycznej, bylibyśmy mimo wszystko razem jako naród, na pohybel obcym i – myślę, że samo w sobie miałoby to swój urok. Tak jednak nie jest, część opowie się za czymś przeciwnym, stąd takie podejście zwiększałoby tylko i  tak już zbyt wielką polaryzację. Trzeba działać tak, by tę polaryzację w miarę możliwości niwelować (a więc z umiarem, w stronę pojednania).

W sali historycznej w moim liceum wisiał taki napis – nauczyłem się go wtedy na pamięć: historia magistra vitae est. Chcąc być wiernym tej sentencji, nie powinniśmy zapominać żadnej choćby najmniejszej cząstki naszej historii. Warto ją gromadzić, spisywać, pielęgnować – choćby przez szacunek do tych, których ona zmiotła. Ale właśnie przede wszystkim po to, by być dziś mądrzejszym!

Natomiast głównym motywem naszego działania powinien być interes narodowy. Nie „solidarność europejska”. Mam wrażenie, że Polska jest jednym z państw europejskich, gdzie o własnym interesie myśli się na końcu, jeśli w ogóle. Działajmy więc mądrze, interesownie, ale jeśli zapomnimy o tym, co było, znów wejdziemy w te same buty.

Udostępnij ten post
Oceń tekst:
00

Zostaw komentarz