Trudno nie wierzyć w nic

Udostępniając ten film, chciałem jedynie dać do myślenia, a nie straszyć. I chociaż ten film (dostępny po zalogowaniu) podtekstem lekko kpi z dogmatów religijnych, to pomimo tego zawoalowanego religijnego cynizmu, ukazuje istotę tego, że ateizm z logicznego założenia oznacza wiarę w „nic”.
Być może autorzy tego filmu mieli na celu wyśmiać wiarę, jednak stworzyli filmowe dzieło, które paradoksalnie może bardziej dawać do myślenia, niż niejedno kazanie księdza.
Uważam również, że zupełnie nielogicznym jest przekonanie, że ateiści nie wierzą.
Takie założenie, że ateiści są niewierzący jest nielogiczne z uwagi na fakt, że nie da się falsyfikować hipotezy, że cały wszechświat powstał z przypadku, a Absolut – stworzyciel – Uniwersum – Bóg nie istnieje.
Z logicznego punktu widzenia brak możliwości afirmacji lub falsyfikacji powyższej hipotezy zakłada, że albo się wierzy w daną niefalsyfikowaną hipotezę, że Boga nie ma albo się wierzy w inną, że Bóg jest.
Z tej przyczyny hipoteza o istnieniu lub braku istnienia Absolutu – Boga zawsze będzie tylko i wyłącznie wiarą.
Ktoś powie, że to nieprawda, bo ciężar dowodu odnosi się do tego, kto ma udowodnić daną okoliczność lub tezę.
Owszem powyższy argument byłby słuszny, gdybyśmy mieli do czynienia z potwierdzoną dowodem naukowym teorią i nowo powstałą hipotezą, która miałaby podważyć obowiązującą teorię. Tutaj jednak mamy do czynienia z dwiema hipotezami, gdzie druga strona może zawsze powiedzieć: przedstaw dowody na to, że świat powstał z przypadku.
Z uwagi na fakt, że nikt takowych dowodów nie jest w stanie przedstawić i tak samo nikt nie jest w stanie naukowo udowodnić, że Absolut – stworzyciel wszystkiego istnieje, to z logicznego punktu widzenia w jednym i drugim przypadku mamy do czynienia z wiarą, co zauważył już dawno temu wybitny naukowiec Einstein, który sformułował słynne zdanie:
że „Bóg nie może grać w kości” argumentując tym samym, że mechanizmy rządzące wszechświatem nie mogą być przypadkowe.
Zatem aby zachować logiczność wypowiedzi ateista powinien zawsze dodać:
wierzę, że Bóg nie istnieje.
Dlatego zacytowałem tytuł utworu grupy „Raz, dwa, trzy” „Trudno jest nie wierzyć w nic”
I najciekawsze jest to, że chociaż istnienie Absolutu – Boga z naukowego punktu widzenia jest tylko pewną hipotezą, to wierzący chrześcijanie mają na potwierdzenie tej hipotezy dużo więcej dowodów w postaci cudów i niewyjaśnionych zjawisk paranormalnych, niż ateiści mają dowody na powstanie wszechświata z przypadku. Kiedyś pewien kolega (zagorzały ateista) opowiadał mi, jak jego dom nawiedzały duchy, wówczas zapytałem: to wierzysz w duchy, a nie wierzysz w życie duchowe i Boga?
To jest totalnie nielogiczne!
Dlatego mając do wyboru dwie hipotezy o istnieniu Absolutu – Boga i Jego nieistnieniu, stanowczo wybieram wiarę w to, że Bóg – Absolut istnieje, bo jako logik – programista absurdalnym jest dla mnie założenie, że niesamowicie harmonijny wszechświat powstał z przypadku.
Tym bardziej wierzę w to, bo tak jak tysiące ludzi na świecie miałem łaskę doświadczyć fizycznych cudów i zdarzeń, których nie da się wyjaśnić w sposób naukowy.
Dlatego odpowiadając na komentarz podkreślę, że wiara w Boga nie polega na szukaniu wiary, tylko na wierzeniu w Boga.
Owszem można szukać Boga przez całe swoje życie, jednakże takie poszukiwanie jest już swoistą wiarą w Niego, bo nie da się nie wierzyć w kogoś, kogo cały czas się szuka. Niektórzy takie „poszukiwanie” nazywają „drogą”.

Dlatego najważniejszym jest, aby być dobrym człowiekiem dla innych, bo prawdziwa wiara w Boga bez bycia dobrym dla innych jest niemożliwa.

W odpowiedzi na mój wywód pewien komentujący napisał: „Skoro nie mam w portfelu miliona złotych, to wiem o tym, a nie nazywam tego wiarą w nieistnienie miliona złotych w moim portfelu. Skoro nie mam Mercedesa, to wiem, że go nie mam a nie, że wierzę, iż go nie mam…”
Tego rodzaju porównania dlatego są nielogiczne, ponieważ hipoteza na temat istnienia lub nie istnienia Absolutu – Boga jest dlatego niefalsyfikowana, bo zawiera się w zbiorze podrzędnym, który zgodnie z teorią zbiorów Russella, nigdy nie może zdefiniować zbioru nadrzędnego w którym się znajduje.
Pisząc obrazowo, np. bułki kupione w piekarni, które włożymy do papierowej torby razem z innymi zakupami stanowią zbiór podrzędny i dlatego nie mogą zdefiniować tego, co znajduje się jeszcze w naszej zakupowej nadrzędnej torbie stanowiącą zbiór nadrzędny. Taki zbiór bułek nie może również zdefiniować tego jak ostatecznie wygląda ta wielka zakupowa torba i kto jest jej właścicielem. (Wybaczcie za ten kolokwializm 😉)
Zatem w kontekście zrozumienia wszechświata, jesteśmy tutaj na Ziemi niczym taka maluteńka torebeczka w olbrzymiej torbie pełnej innych toreb z innym asortymentem i artykułami. (Galaktykami) Dlatego nigdy nie będziemy w stanie zdefiniować zbioru nadrzędnego, jak również nigdy nie będziemy w stanie zdefiniować naukowo tego, kto stworzył te galaktyki.
Właśnie w takich sytuacjach mówimy o hipotezach, których nie da się sfalsyfikować, przynajmniej nie z naszej perspektywy obserwatora będącego w zbiorze ograniczonej obserwacji Wszechświata.
Natomiast hipotezy dotyczące materii nas otaczającej, którą możemy zbadać naszymi zmysłami (możemy zajrzeć np. do naszego portfela, czy do naszego garażu jak wspomniany komentujący zasugerował) powodują, że przestajemy wierzyć, bo już tylko poprzez afirmację lub falsyfikację wiemy, że nie mamy w tym portfelu np. wielkich pieniędzy.
Zatem o hipotezach, które można afirmować lub falsyfikować na podstawie badań naukowych, mówimy później najczęściej jako o teoriach potwierdzonych naukowo. Aczkolwiek żyjemy dzisiaj w takich czasach pełnych absurdów, że nawet naukowcy przyjmują pewne paradygmaty poprzez głosowanie, konsensusy, a nie poprzez ostateczny naukowy dowód. (O tym też już pisałem)
Dlatego z tej przyczyny zestawienie przez komentującego hipotezy niefalsyfikowanej o istnieniu Absolutu – Boga z hipotezą łatwą do afirmacji (ilością pieniędzy w Pana portfelu) jest porównaniem z założenia nielogicznym, błędnym i trywialnym.
Co więcej, w przypadku hipotezy o istnieniu stworzyciela jako Absolutu, którego w religii określa się Początkiem i Końcem, Alfą i Omegą lub Bogiem, to jedynym falsyfikatorem i zarazem kontr-tezą dla powyższego jest brak takiego zdefiniowanego początku i końca. Zatem analogicznie w hipotezie w której nie ma Absolutu jako Wielkiego Architekta, harmonijny świat musiałby powstać z przypadku.
O czym już wcześniej w moim poprzednim wywodzie wspomniałem.
Dlatego dla mnie osobiście taka hipoteza bez Wielkiego Architekta jest nielogiczna, bo prawdopodobieństwo powstania nieskończonej harmonii z przypadku (bez architekta) jest bardzo małe, dlatego zgadzam się z Einsteinem, że „Bóg nie mógłby grać w kości.” I nawet przy teorii wielkiego wybuchu, wielce nieprawdopodobnym byłoby powstanie takiego wielkiego wybuchu bez jego inicjatora energetycznego.
Tym bardziej, że w świecie fizycznym każda elementarna cząstka wszechświata nie pojawiła się znikąd. Tym bardziej energia poruszania się cząstek elementarnych, by doprowadzić do wielkiego wybuchu nie mogła pojawić się znikąd.
Dlatego ponownie podkreślam, jeśli ktoś nie wierzy w Boga, to nadal jest wierzącym, tylko w odróżnieniu od mojej osoby, wierzy w pewną niefalsyfikowaną hipotezę, że Absolut i stworzyciel tego wszechświata nie istnieje, a wszystko stworzyło się samo – przypadkowo. Oczywiście ma do takiej wiary prawo i każdy taką wiarę „w przypadek” powinien uszanować.
Oczywiście, na tej samej zasadzie ja wierzę w niefalsyfikowaną hipotezę, że taki architekt – Absolut, duchowy Bóg istnieje i w odróżnieniu od wierzących w jego nieistnienie byłem świadkiem znaków, cudów, że oprócz istnienia świata fizycznego istnieje równoległy świat duchowy. Co zarazem determinuje dalszy ciąg myślowy, że skoro istnieje świat duchowy, to zarazem falsyfikuje hipotezę, że po śmierci ciała nie ma dalej „nic”.
Dlatego jeszcze raz podkreślam, że aby zachować logiczność wypowiedzi ateista powinien zawsze dodać: wierzę, że Bóg nie istnieje. Bo założenie, że wszechświat powstał dziełem przypadku bez nadrzędnego architekta Absolutu – Boga, jest tylko i wyłącznie niefalsyfikowaną hipotezą, którą można przyjąć tylko na wiarę.
Podsumowując, każdy z nas w coś wierzy, jeden w przypadek, drugi w wielkiego Architekta – Absolut – Boga, czy Uniwersum, co znaczy w sumie jedno i to samo Alfę i Omegę.
Wszystkich, którym się moje filozoficzne rozważania podobają zapraszam do zaobserwowania mojego Bloga

Autor: Radosław Kordowski

Udostępnij ten post
Oceń tekst:
00
3 komentarze
  1. Wiara – to wiara. Podpieranie jej jakimiś „dowodami logicznymi” jest jak oksymoron. Istnieje najlepszy z wypróbowanych systemów poruszania się w rzeczywistości materialnej, w której istniejemy, lub, jak kto woli, jesteśmy uwięzieni — metoda naukowa. Idąc tym tropem, dowody nieistnienia czegoś bywają trudne lub niemożliwe. Czy można udowodnić, że pod powierzchnią niewidocznej strony Księżyca nie ma mieszkających tam zielonych kosmitów? Nie można. Metoda naukowa doradza takie podejście: niczego nie wiadomo na pewno, ale najlepiej wybierać najprostsze wyjaśnienie stanu rzeczy, oraz nie zakładać istnienia skomplikowanych bytów póki nie ukażą ich dowody. To tzw. brzytwa Ockhama. Ateiści nie „wierzą” w nieistnienie Boga. Po prostu uważają że nic nie wskazuje na istnienie Boga, więc zapewne Go nie ma. Przyjęcie istnienia Boga niczego nie tłumaczy, przeciwnie — mnoży zagadki trudniejsze niż pochodzenie Wszechświata, np. jak to się dzieje że Bóg jest wszechmocny, lub skąd się w ogóle wziął, już nie wszechświat (łatwizna), lecz sam wszechświata Stwórca (to dopiero pytanie!).
    Wymyśliłem ciekawe i oryginalne „dowody” wspierające hipotezę Boga, ale z żalem musiałem uznać je za fałszywe. Jestem więc ateistą, do religii chrześcijańskiej odnoszę się z sympatią, w żadnym razie nie zwalczam jej, nieraz broniłem wobec głupich ataków fanatycznych apostołów ateizmu.
    Dalece nie wszyscy ateiści są źli lub głupi, nie należy być z góry uprzedzonym. To działa też w drugą stronę. Tak czy owak, „wiara” ateistów że Boga nie ma, to może być wiara całkiem inna niż wiara religijna. Jest to wiara prowizoryczna, jak cała wiedza naukowa, jest to po prostu na podstawie bieżąco dostępnej wiedzy rozeznanie, jak jest. Do zmiany w każdej chwili w razie napływu nowych stosownych przesłanek.

  2. Wiara jest łaską, dlatego temat ma dwa aspekty – logicznego uzasadniania, jak u Ciebie, i pewnych niekontrolowalnych wątpliwości, które powstają przez długie funkcjonowanie w rzeczywistości na sposób materialistyczny. Tracimy kontakt z rzeczywistością duchową i nabieramy wątpliwości względem jej istnienia. I może to dotyczyć także katolików, którzy tracą wiarę, bo za bardzo polegają na tym świecie. Dlatego ważne, by poważnie podchodzić do wiary, szukać relacji osobowej z Bogiem. Możemy robić to, lub tego nie robić, ale nierobienie tego jest czymś jakby zdradą względem Boga, oddalaniem się od niego i stawianiem wyżej innych spraw (stawianiem wyżej innych bogów/bożków). Kościół katolicki jest wspólnotą misyjną, ewangelizacyjną, jeśli nie ewangelizuję, to nie wypełniam pewnej misji, która polega na tym, że Bóg posłał mnie w świat. Możliwe, że jeśli nie ewangelizuję, dałem się „zewangelizować” światu. Prosta droga, by stać się światem – niewierzącym. Wtedy nie jest to efekt cynicznego wyboru z mojej strony, ale efekt zaniedbań, lenistwa, odwrócenia się od Boga.

Zostaw komentarz